Przed wami mój najnowszy rozdział. Przepraszam, żę tak długo czekaliście, ale już jest i mam nadzieję, że się wam spodoba. Rozdział dedykuję wszystkim fanom, oraz mojej kochanej Kamci :***z klasy.(Smerfusi :D)
Samolot wylądował, a my poszliśmy odebrać swoje bagaże. Im
bliżej volturi byliśmy, tym bardziej się denerwowałam. Uspokajałam się myślą,
że Aro chce po prostu na własne szkarłatne oczy zobaczyć mnie jako wampira. Tak
jak poprzednim razem, gdy tu byliśmy Alice ukradła auto. Dorwała jakiegoś
czarnego mercedesa. Trochę przypominał mi samochód Carlisle’a. Zatrzymaliśmy
się w hotelu jakieś 100 km od twierdzy volturich. Woleliśmy nie być za blisko
nich. Każda para miała swój pokój. To dobrze, nie chciałam, aby reszta rodziny
widziała jak się denerwuję. Gdy odebraliśmy kartę do pokoju, od razu ruszyliśmy
w kierunku windy. Zajechaliśmy tutaj wieczorem i bardzo dobrze bo było już
ciemno. Inaczej ludzie zobaczyli by nas jako kule dyskotekowe. W pokoju od razu
poszłam pod prysznic. Nic tak nie uspokaja jak gorąca woda, która spływa po lodowatym ciele. Stałam
pod prysznicem dobre pół godziny, a kiedy wyszłam od razu czułam się lepiej.
Nerwy minęły. Podczas mojej nieobecności Edward rozpakował nasze walizki.
-Skarbie, wyszłaś już. Nie zauważyłem.
-Tak, woda była cudowna. Widzę, że już nas rozpakowałeś.
-A tak. Alice powiedziała, że ustalili razem z resztą, że pojedziemy do voltierry wszyscy razem. Jutro jedenastej. Tak więc mamy trochę czasu. –Usiadłam na kanapie, a mój mąż do mnie dołączył. Przez całą noc siedzieliśmy i oglądaliśmy telewizję, zastanawiałam się, co teraz robi Charlie i Renesmee…..
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
OCZAMI CHARLIEGO:
Moja wnusia obudziła się po dziewiątej. Porannymi czynnościami zajęła się Sue. Jak dobrze, że miałem ją przy sobie. Nessi bardzo ją lubiła z wzajemnością. Po śniadaniu postanowiliśmy wybrać się na spacer, po mieście.
-Sue, idę wyprowadzić wózek z garażu. –Krzyknąłem gdy wychodziłem, a ona na górze ubierała małą.
-Dobrze, my zaraz też już zejdziemy.-Jak na Forks, dziś była przepiękna pogoda. Świeciło słońce i było 25 stopni. Właśnie zamykałem garaż gdy zadzwonił mój telefon.
To Bella.
-Halo. –powiedziałem do słuchawki.
-Hej, tato. Chciałam się zapytać co u was, jak mała?
-U nas bardzo dobrze, właśnie idziemy na spacer. Renesmee bardzo dobrze, całą noc grzecznie spała. A jak u was?
-U nas, też dobrze. Za dwie godziny mamy spotkanie. A na razie siedzimy i rozmawiamy.
-Ah to dobrze. No córeczko kończę, bo Sue z małą właśnie wychodzą z domu. To na razie. Pa.
-Pa tato, ucałuj ją ode mnie.-Rozłączyłem się. Sue właśnie posadziła szkraba w wózku. Szliśmy w kierunku centrum. Mijaliśmy właśnie sklep Newtonów, gdy usłyszeliśmy znajomy głos.
-Hej Charlie!-To Mike Newton.
-Witaj Mike, co u rodziców?
-Bardzo dobrze, dziękuję. A co u ciebie, jak tam Bella i Edward? Co to za piękne panie ?
-Ah tak, Mike poznaj proszę, to Sue moja partnerka, a to moja wnuczka Renesmee.
-Wnuczka ?
-Tak. Bella i Edward ją adoptowali, Edward jest jej wujkiem. To córka jego kuzyna.
-Ahh. No dawno się z nią nie widziałem, jak widać dużo się pozmieniało. Ale na pewno to nie jest ich biologiczna córka? Jest do niej taka podobna, te oczy, ta twarz.
-Tak na pewno. Uwierz mi wiedziałbym o tym.
-No faktycznie, to do zobaczenia. Pozdrów Bellę i Edwarda.
-Jasne pozdrowię, dzięki. –Szliśmy dalej. Po godzinie Ness całkiem zasnęła, więc postanowiliśmy wrócić do domu…….
OCZAMI BELLI:
-Skarbie, wyszłaś już. Nie zauważyłem.
-Tak, woda była cudowna. Widzę, że już nas rozpakowałeś.
-A tak. Alice powiedziała, że ustalili razem z resztą, że pojedziemy do voltierry wszyscy razem. Jutro jedenastej. Tak więc mamy trochę czasu. –Usiadłam na kanapie, a mój mąż do mnie dołączył. Przez całą noc siedzieliśmy i oglądaliśmy telewizję, zastanawiałam się, co teraz robi Charlie i Renesmee…..
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
OCZAMI CHARLIEGO:
Moja wnusia obudziła się po dziewiątej. Porannymi czynnościami zajęła się Sue. Jak dobrze, że miałem ją przy sobie. Nessi bardzo ją lubiła z wzajemnością. Po śniadaniu postanowiliśmy wybrać się na spacer, po mieście.
-Sue, idę wyprowadzić wózek z garażu. –Krzyknąłem gdy wychodziłem, a ona na górze ubierała małą.
-Dobrze, my zaraz też już zejdziemy.-Jak na Forks, dziś była przepiękna pogoda. Świeciło słońce i było 25 stopni. Właśnie zamykałem garaż gdy zadzwonił mój telefon.
To Bella.
-Halo. –powiedziałem do słuchawki.
-Hej, tato. Chciałam się zapytać co u was, jak mała?
-U nas bardzo dobrze, właśnie idziemy na spacer. Renesmee bardzo dobrze, całą noc grzecznie spała. A jak u was?
-U nas, też dobrze. Za dwie godziny mamy spotkanie. A na razie siedzimy i rozmawiamy.
-Ah to dobrze. No córeczko kończę, bo Sue z małą właśnie wychodzą z domu. To na razie. Pa.
-Pa tato, ucałuj ją ode mnie.-Rozłączyłem się. Sue właśnie posadziła szkraba w wózku. Szliśmy w kierunku centrum. Mijaliśmy właśnie sklep Newtonów, gdy usłyszeliśmy znajomy głos.
-Hej Charlie!-To Mike Newton.
-Witaj Mike, co u rodziców?
-Bardzo dobrze, dziękuję. A co u ciebie, jak tam Bella i Edward? Co to za piękne panie ?
-Ah tak, Mike poznaj proszę, to Sue moja partnerka, a to moja wnuczka Renesmee.
-Wnuczka ?
-Tak. Bella i Edward ją adoptowali, Edward jest jej wujkiem. To córka jego kuzyna.
-Ahh. No dawno się z nią nie widziałem, jak widać dużo się pozmieniało. Ale na pewno to nie jest ich biologiczna córka? Jest do niej taka podobna, te oczy, ta twarz.
-Tak na pewno. Uwierz mi wiedziałbym o tym.
-No faktycznie, to do zobaczenia. Pozdrów Bellę i Edwarda.
-Jasne pozdrowię, dzięki. –Szliśmy dalej. Po godzinie Ness całkiem zasnęła, więc postanowiliśmy wrócić do domu…….
OCZAMI BELLI:
Nadeszła jedenasta a wraz z nią, coraz większe obawy.
Wsiedliśmy do auta i pojechaliśmy na być może nasze ostatnie spotkanie. Gdy
samochód zatrzymał się, na pewno gdybym mogła zemdlałabym. Szliśmy za sługami
Ara, prosto do głównej komnaty. Kiedy straże zatrzymały się przed głównym
wejściem spanikowałam i przytuliłam się do mojego męża najmocniej jak tylko
potrafiłam.
-Edward?
-Tak, kochanie?
-Jeśli zginiemy, wiedz, że jesteś moją nagrodą za całe życie.
-Bello co ty wygadujesz?! Nic nam się nie stanie. A jeśli już musisz wiedzieć to ty jesteś moją nagrodą.
-WEJŚĆ!-usłyszeliśmy donośny głos Ara.
Całą rodziną, równym krokiem podążyliśmy w kierunku, szkarłatnych oczu.
-Witaj, Aro!-zaczął Carlisle.
-Carlisle, przyjacielu. Witam cię. Jak miło znów cię widzieć. Mimo, że zaprosiliśmy tylko Bellę, cieszymy się, że jesteście wszyscy.
-Cieszę się, że nie masz nic przeciwko.
-Chciałabym wiedzieć, po co mnie wezwałeś.-Nie wytrzymałam tego napięcia. Aro wstał.
-Droga Bello, czy pamiętasz pewną sytuację zaistniałą podczas twojej wizyty na zakupach w Seattle?
-Tak, pamiętam, ale co to ma do tego?
-Otóż, uratowałaś wtedy pewną dziewczynę, pamiętasz ?
-Tak, Vanessę Volt. Ale czego ty od niej chcesz?-co to miało znaczyć?!
-Vanesso!-wykrzyczał Aro-Dołącz do nas kochana.-Do wielkiej Sali weszła ta sama Vanessa, którą wtedy spotkałam w Seattle. Ale co ona tu robiła ?! Ruszyłam w jej kierunku.
-Vanessa, co ty tu robisz? Czego oni od ciebie chcą?- Dziewczyna spokojnym krokiem podeszła do mnie i przytuliła mnie.
-Witaj, Bello. Chcę ci jeszcze raz podziękować, za tamtą pomoc, gdyby nie ty, to nie wiem co by się ze mną teraz działo.
-Aro czego od niej chcesz?!-wykrzyczałam.
-Spokojnie kochanie. To nic takiego o czym myślisz. –uspokoił mnie mój mąż.
-Jak to ? O co tu chodzi? Edward?-Za chwilę ponownie odezwał się Aro.
-Bello zaprosiłem cię tu ponieważ chciałem ci z całego serca podziękować.
-Mi ! Podziękować! Za co ?
-Za uratowanie mojej córki.
-CÓRKI !!!!
Jak to córki, podobno wampiry nie mogą mieć, dzieci.
-Skarbie, Arowi przytrafiła się taka sama przygoda jak nam. Miał kiedyś słabość do pewnej śmiertelniczki. A ona miała do niego. Stało się dokładnie to samo co i stało się z tobą. Tamta kobieta zaszła w ciążę. Jednak przy porodzie zmarła. A Aro nie mógł sobie wybaczyć, tego, że to przez niego umarła, gdyby nie uległ jej pokusom, ona nadal by żyła. Pewnie po pewnym czasie zamienił by ją w wampira, aby móc żyć z nią do końca świata.
-To prawda?- zapytałam.
-Tak, droga, Bello. To wszystko to prawda.-zapewnił Aro.
-Tak jak twoja córka jestem pół człowiekiem, pół wampirem, a właściwie to byłam.
-Jak to byłaś ?
-Dwa tygodnie temu, moje serce zaczęło mnie strasznie piec, więc chciałam pojechać do lekarza, ale wtedy przyjechali po mnie słudzy ojca. Powiedzieli mi o nim i o tym kim jestem. Okazało się, że zamieniam się w prawdziwego wampira. I tak oto znalazłam się tutaj. Gdybyś mi wtedy nie pomogła nie wiedziałabym, że mam ojca. Prawdopodobnie moje ciało leżałoby tam i gniło.
-Nie mogę w to uwierzyć. Ale tylko po to wezwałeś mnie do siebie?
-Nie, nie tylko. Jestem ci tak wdzięczny, że pozwalam ci zażądać od nas dwóch rzeczy. Jakich tylko sobie życzysz. Dobrze się zastanów, zanim podejmiesz decyzję.
-Bello, chodźmy przemyślisz to w hotelu, na spokojnie.-powiedziała Alice.
-NIE!-krzyknęłam. Już wiedziałam czego sobie zażądam.-Wiem czego chcę.
-Śmiało, mów.
-Chcę mieć prawo do wyjawienia mojej rodzinie, kim jesteśmy. Chcę im powiedzieć, że moja córka jest moją biologiczną córką, że jestem wampirem. Chcę mieć gwarancję, że gdy im powiem nie zostaną wampirami, lub po prostu zabici.!!!!
-Widzę, że dobrze się zastanowiłaś. To pierwsza prośba a druga?
-Chcę abyście nigdy, ale to nigdy nie wtrącali się w życie moje moich bliskich, mojego męża ,mojej córki oraz całej tu obecnej rodziny. Chcemy żyć w spokoju. My nigdy nie łamiemy waszych praw. Więc chcemy mieć z wami jak najmniej kontaktu. Jeśli któreś z nas będzie miało ochotę, samo napisze lub przyjedzie do was z wizytą. To są moje warunki. I mam nadzieję, że tak jak mi obiecałeś dotrzymasz słowa.
-Bello, Volturi nigdy nie łamią słowa. Twoje prośby zostaną spełnione, idźcie wracajcie do rodziny, do córki. Powiedźcie wszystko rodzinie. Nic im z naszej stron nie grozi. Jeszcze raz dziękuję ci Bello. Dzięki tobie moje długie życie nie będzie już nudne i szare. – Kiedy tylko wsiedliśmy do auta i ruszyliśmy w kierunku hotelu, by zabrać swoje rzeczy i jak najszybciej wracać do Forks, Edward namiętnie mnie pocałował.
-Kochanie, wybrałaś te warunki idealnie, sam bym lepiej nie postąpił.
-No właśnie. Jesteś moją ulubioną siostrą, bez urazy Alice-powiedział Emmet.
-Nie gniewam się, w końcu Bella to moja najlepsza przyjaciółka, no i siostra. Ahh jak cudownie jest mieć taką rodzinę. –Powiedziała i szturchnęła Rose w ramię.
-Edward?
-Tak, kochanie?
-Jeśli zginiemy, wiedz, że jesteś moją nagrodą za całe życie.
-Bello co ty wygadujesz?! Nic nam się nie stanie. A jeśli już musisz wiedzieć to ty jesteś moją nagrodą.
-WEJŚĆ!-usłyszeliśmy donośny głos Ara.
Całą rodziną, równym krokiem podążyliśmy w kierunku, szkarłatnych oczu.
-Witaj, Aro!-zaczął Carlisle.
-Carlisle, przyjacielu. Witam cię. Jak miło znów cię widzieć. Mimo, że zaprosiliśmy tylko Bellę, cieszymy się, że jesteście wszyscy.
-Cieszę się, że nie masz nic przeciwko.
-Chciałabym wiedzieć, po co mnie wezwałeś.-Nie wytrzymałam tego napięcia. Aro wstał.
-Droga Bello, czy pamiętasz pewną sytuację zaistniałą podczas twojej wizyty na zakupach w Seattle?
-Tak, pamiętam, ale co to ma do tego?
-Otóż, uratowałaś wtedy pewną dziewczynę, pamiętasz ?
-Tak, Vanessę Volt. Ale czego ty od niej chcesz?-co to miało znaczyć?!
-Vanesso!-wykrzyczał Aro-Dołącz do nas kochana.-Do wielkiej Sali weszła ta sama Vanessa, którą wtedy spotkałam w Seattle. Ale co ona tu robiła ?! Ruszyłam w jej kierunku.
-Vanessa, co ty tu robisz? Czego oni od ciebie chcą?- Dziewczyna spokojnym krokiem podeszła do mnie i przytuliła mnie.
-Witaj, Bello. Chcę ci jeszcze raz podziękować, za tamtą pomoc, gdyby nie ty, to nie wiem co by się ze mną teraz działo.
-Aro czego od niej chcesz?!-wykrzyczałam.
-Spokojnie kochanie. To nic takiego o czym myślisz. –uspokoił mnie mój mąż.
-Jak to ? O co tu chodzi? Edward?-Za chwilę ponownie odezwał się Aro.
-Bello zaprosiłem cię tu ponieważ chciałem ci z całego serca podziękować.
-Mi ! Podziękować! Za co ?
-Za uratowanie mojej córki.
-CÓRKI !!!!
Jak to córki, podobno wampiry nie mogą mieć, dzieci.
-Skarbie, Arowi przytrafiła się taka sama przygoda jak nam. Miał kiedyś słabość do pewnej śmiertelniczki. A ona miała do niego. Stało się dokładnie to samo co i stało się z tobą. Tamta kobieta zaszła w ciążę. Jednak przy porodzie zmarła. A Aro nie mógł sobie wybaczyć, tego, że to przez niego umarła, gdyby nie uległ jej pokusom, ona nadal by żyła. Pewnie po pewnym czasie zamienił by ją w wampira, aby móc żyć z nią do końca świata.
-To prawda?- zapytałam.
-Tak, droga, Bello. To wszystko to prawda.-zapewnił Aro.
-Tak jak twoja córka jestem pół człowiekiem, pół wampirem, a właściwie to byłam.
-Jak to byłaś ?
-Dwa tygodnie temu, moje serce zaczęło mnie strasznie piec, więc chciałam pojechać do lekarza, ale wtedy przyjechali po mnie słudzy ojca. Powiedzieli mi o nim i o tym kim jestem. Okazało się, że zamieniam się w prawdziwego wampira. I tak oto znalazłam się tutaj. Gdybyś mi wtedy nie pomogła nie wiedziałabym, że mam ojca. Prawdopodobnie moje ciało leżałoby tam i gniło.
-Nie mogę w to uwierzyć. Ale tylko po to wezwałeś mnie do siebie?
-Nie, nie tylko. Jestem ci tak wdzięczny, że pozwalam ci zażądać od nas dwóch rzeczy. Jakich tylko sobie życzysz. Dobrze się zastanów, zanim podejmiesz decyzję.
-Bello, chodźmy przemyślisz to w hotelu, na spokojnie.-powiedziała Alice.
-NIE!-krzyknęłam. Już wiedziałam czego sobie zażądam.-Wiem czego chcę.
-Śmiało, mów.
-Chcę mieć prawo do wyjawienia mojej rodzinie, kim jesteśmy. Chcę im powiedzieć, że moja córka jest moją biologiczną córką, że jestem wampirem. Chcę mieć gwarancję, że gdy im powiem nie zostaną wampirami, lub po prostu zabici.!!!!
-Widzę, że dobrze się zastanowiłaś. To pierwsza prośba a druga?
-Chcę abyście nigdy, ale to nigdy nie wtrącali się w życie moje moich bliskich, mojego męża ,mojej córki oraz całej tu obecnej rodziny. Chcemy żyć w spokoju. My nigdy nie łamiemy waszych praw. Więc chcemy mieć z wami jak najmniej kontaktu. Jeśli któreś z nas będzie miało ochotę, samo napisze lub przyjedzie do was z wizytą. To są moje warunki. I mam nadzieję, że tak jak mi obiecałeś dotrzymasz słowa.
-Bello, Volturi nigdy nie łamią słowa. Twoje prośby zostaną spełnione, idźcie wracajcie do rodziny, do córki. Powiedźcie wszystko rodzinie. Nic im z naszej stron nie grozi. Jeszcze raz dziękuję ci Bello. Dzięki tobie moje długie życie nie będzie już nudne i szare. – Kiedy tylko wsiedliśmy do auta i ruszyliśmy w kierunku hotelu, by zabrać swoje rzeczy i jak najszybciej wracać do Forks, Edward namiętnie mnie pocałował.
-Kochanie, wybrałaś te warunki idealnie, sam bym lepiej nie postąpił.
-No właśnie. Jesteś moją ulubioną siostrą, bez urazy Alice-powiedział Emmet.
-Nie gniewam się, w końcu Bella to moja najlepsza przyjaciółka, no i siostra. Ahh jak cudownie jest mieć taką rodzinę. –Powiedziała i szturchnęła Rose w ramię.
Zebranie wszystkich rzeczy nie trwało długo. Po dwóch
godzinach byliśmy już na lotnisku. Rosalie i Carlisle poszli załatwić bilety, a
my z resztą rodziny czekaliśmy na nich z walizkami, śmiejąc się i rozmawiając.
Przerwał mi telefon.
To Charlie.
-Halo, tato? Coś się stało?-W tym samym momencie twarz Alice zesztywniała i zrobiła się jeszcze bledsza niż zwykle. Obydwoje jak by chórem wykrzyczeli:
-RENESMEE!!!!!
--------------------------------------------------------------------------
I jak ???
Proszę o komentarze i wasze opinie. :D
~KriStew
To Charlie.
-Halo, tato? Coś się stało?-W tym samym momencie twarz Alice zesztywniała i zrobiła się jeszcze bledsza niż zwykle. Obydwoje jak by chórem wykrzyczeli:
-RENESMEE!!!!!
--------------------------------------------------------------------------
I jak ???
Proszę o komentarze i wasze opinie. :D
~KriStew
Kiedy dalsza część ? Jeszcze dziś ?
OdpowiedzUsuńPozdrawiam Zakręcona Gabi.
Zapraszam do siebie w wolnej chwili :)
http://zakrecona-gabi.blogspot.com/
Dziś, nie dodam, ale może zacznę.
OdpowiedzUsuńBo muszę iśc lekcje zrobić. :P
Ale postaram się zacząć więc możliwe bardzo, że będzie jutro :D
~KriStew
Super blog :)
OdpowiedzUsuńDziękuję :D
Usuń~KriStew
Blog wspaniały <3
OdpowiedzUsuńCzekam na kolejny rozdział jest bardzo ciekawa co się stało z Renesmee i jak Bella wszystko wyjaśni Charliemu no i jak to zaakceptuje :D Nie mogę się doczekać <3
Olaa M. (~Alice) ;*
Dziękuję za cudowny komentarz. A co do twoich niepewności dowiesz się niedługo :D
Usuń~KriStew
Genialny. ! Nie mogę doczekać się następnego. ;)) Pozdrawiam :D
OdpowiedzUsuńPo prostu super, brak mi słów.
OdpowiedzUsuńMogę tylko czekać na dalszą część.
~Bella
Fajny Rozdział :)
OdpowiedzUsuńSuper nie mogę się już doczekać następnego rozdziału :)
OdpowiedzUsuńZajebistyy, dziewczyno skad ty bierzesz te historieee ? Genialnie piszesz <3
OdpowiedzUsuń~~San Drus