niedziela, 6 stycznia 2013

Rozdział XI "Wyjazd"



Odkąd otrzymałam list z Włoch minęło już pięć dni. Trochę się u nas pozmieniało. Alice i Jasper wyjechali na weekend na jakąś wyspę. Rosalie i Emmet postanowili też wyjechać na weekned, tylko, że znacznie bliżej. Są gdzieś w górach za Seattle, bo mój szwagier domagał się gór, więc Rose dla świętego spokoju się zgodziła. Carlisle i Esme mają teraz cały dom dla siebie, bo ja, Edward i Renesmee mieszkamy już na stałe w naszym domku. Codziennie ich odwiedzamy, a właściwie to odwiedzamy Esme, bo mój teść musiał chodzić na dyżury do szpitala. Nasza córeczka zmieniła się znacząco. Pięć dni temu wyglądała na 8 miesięczne dziecko, a dziś wygląda już jak by miała rok i dwa miesiące, co najmniej. Już sama siada, nuci pod noskiem jakąś melodię, którą sama pewnie wymyśliła. Raczkuje po całym domu, wszędzie jej pełno. Codziennie rano wita mnie jej piękny uśmiech, któremu towarzyszą piękne dwa rumieńce na jej policzkach. Jej piękne rudo-brązowe loczki sięgają już do jej łopatek. Robiła się coraz piękniejsza. Ja i Edward codziennie cieszyliśmy się sobą. Co noc rozkoszowaliśmy się sobą nawzajem. Co do zmian, nawet wybaczyłam Jacobowi, że wpoił sobie Ness, w końcu to nie jego wina, że jest jednym z wilkołaków, które mają takie głupie wilcze coś. Uzgodniliśmy z Edwardem, że Jacob będzie mógł widywać Nessie, na razie tylko dwa razy w tygodniu. Tak zadecydowaliśmy, ponieważ potrzebujemy trochę czasu na przedyskutowanie co z Volturi. Nie wiedziałam o co chodzi, czego Aro ode mnie chciał. Przecież ja ani nikogo nie zabiłam, ani nic nikomu nie mówiłam o wampirach. Co ja zrobiłam? Pozostawało mi tylko pojechać do Włoch i się tego dowiedzieć, ale tu był problem. Edward nie zgadzał się na to abym pojechała sama, a ja nie chciałam zostawiać małej bez rodzica. Miałby oczywiście opiekę w postaci Rose, Alice i reszty rodziny, ale on upierał się przy swoim.
-Skarbie, ale Aro na pewno chce tylko dowiedzieć się, czy to prawda, że jestem już wampirem. Nic innego na mnie nie może mieć.-Próbowałam go przekonać.
-Jasne, już ja za dobrze znam Ara. Nie pojedziesz tam sama i koniec tej rozmowy.-Byliśmy u nas w domku sami, więc przyszedł mi do głowy pomysł przekupstwa.
-Kochanie…..
-Tak?
-Wiesz na co mam teraz ochotę?-zapytałam uwodzicielskim głosem.
-Nie, nie wiem uświadom mnie.-Mówiąc to, popatrzył na mnie a na jego twarzy zawitał złowieszczy uśmieszek. Podeszłam do niego i musnęłam jego wargi. Potem zaczęłam rozpinać jego koszulę. Edward od razu zrozumiał co mam na myśli i zaczął zdejmować ze mnie ubrania. Już po chwili nasze ubrania leżały na podłodze a my nadzy na łóżku. Edward namiętnie całował każdy kawałek mojego ciała. Ja za to pieściłam jego włosy i co chwila całowałam w usta. Czułam się jak w niebie, Edward był taki namiętny. Uwielbiałam się z nim kochać, czułam się wtedy spełniona.
**********************************************************************************

Kiedy w naszym pokoju pojawiły się pierwsze promienie słońca zerwałam się z łóżka i udałam się do garderoby. Matko ona była większa niż pokój mojej córki. Alice musiała przywieźć te wszystkie ubrania chyba ciężarówką. Było ich tyle. No cóż przyszła pora na kolejne grzebanie po szafach. Chciałam znaleźć jakieś rurki i zwiewną koszulkę, ale jak w tej twierdzy je znaleźć ?! Wtedy przypomniał mi się sposób Edwarda. Poszłam za węchem, jak to powiedział mój mąż każdy materiał pachnie inaczej. Udało mi się. Kiedy już się ubrałam, uczesałam i pomalowałam poszłam zobaczyć czy Renesmee się obudziła. Przeczucie mnie nie myliło, ba Ness nawet nie było w łóżeczku. Edward zdążył ją już ubrać. Znalazłam ich w kuchni. Edward karmił naszą córeczkę. Był to taki słodki widok.
-Kochanie, jak nakarmisz małą to pójdziemy do Esme, dobrze?-powiedziałam.
-Jasne, nasz mały potworek już kończy śniadanko i się zbieramy.
-Dobrze to ja pójdę posłać łóżko.-Wyszłam z kuchni. Kiedy wróciłam mój mąż czekał z córeczką na rękach, gotowy do drogi.
-A jedziemy autem, czy biegniemy ?
-Świeci słońce więc możemy pobiec, tylko może weźmy to nosidełko dla małej bo będzie jej wygodniej, no i mi zresztą też.-dodał.
-Dobrze, to poczekajcie a ja po nie pójdę.-trzy sekundy później byłam z powrotem. Edward założył na ramiona nosidełko, a właściwie to raczej chustę. Dostaliśmy ją od Esme, żebyśmy nie musieli małej nosić ciągle na rękach. Kiedy maluszek był już w ramionach taty, pobiegliśmy w las. Jakieś pięć minut później byliśmy już pod domem Cullenów.  Mój wzrok przykuł czerwony kabriolet Rose. Wrócili. Weszliśmy do domu, a tam od progu przywitała nas cała rodzina. Oczywiście Renesmee została porwana przez Rosalie. Ja miałam teraz ważniejsze rzeczy do zrobienia. Musiałam przekonać Edwarda, że mogę pojechać do Włoch sama. Moim sojusznikiem miała być Esme. Była akurat sama w kuchni, więc skorzystałam z okazji.
-Esme?-zapytałam wchodząc.
-Tak, Bello?
-Mam do ciebie prośbę.
-Mów.
-No bo widzisz, Edward uparł się, że nie pojadę do Włoch sama, a ja nie chcę zostawiać małej bez żadnego rodzica. Nawet na te 2 dni. Ale on uparł się, że pojedzie ze mną. Więc mam do ciebie prośbę, czy mogłabyś przekonać go, że mogę jechać sama?-Nie wiedziałam czy się zgodzi.
-Oh. Bello, w tej sprawie uważam, że Edward ma rację, nie powinnaś jechać tam sama.
-Esme, ty też.
-Kochanie, każdy z nas jest takiego samego zdania, nawet twoja córka. Mało tego uważam, że wszyscy powinniśmy tam z tobą pojechać, tak dla bezpieczeństwa.
-A co z Renesmee przecież jej tam nie wezmę.
-Spokojnie, małą zająłby się na przykład Jacob.
-O nie, co to to nie. Moja córka nie będzie w domu pełnym wilkołaków, które przez byle co się wściekają. I mogą jej zrobić krzywdę.
-Bello, Esme chodźcie tutaj.-To Carlisle zawołał nas do salonu. Na naradę rodzinną.
-A więc, postanowiliśmy z Edwardem, że pojedziemy do Włoch wszyscy.-Powiedział spokojnym tonem.
-Ale zaraz jak to wszyscy? A co z Renesmee, ona tam nie pojedzie.- Wybuchłam.
-Nie, kochanie spokojnie.- Edward zaczął mnie uspokajać.- Małą zajmie się dziadek.
-Jak to dziadek, przecież Carlisle jedzie z nami.
-Ale nie zapominaj, że ona ma dwóch dziadków.-Dodał z uśmiechem na twarzy.
-Charlie?!-z wrażenia usiadłam na kanapie.
-Kochanie, spokojnie, jeśli tylko poprosimy małą, żeby nie pokazywała mu swoich wspomnień tylko, żeby zachowywała się normlanie, na pewno Charlie nie będzie nic podejrzewał. Zresztą sama mu obiecałaś, że niedługo będzie mógł jej popilnować przez kilka dni.
-Ale….
-Nie ma żadnego ale. Dzwoń do niego i się umów, bo zaraz ja to zrobię. –Pocałował mnie w usta i poszedł do naszej córeczki na górę. A ja wyszłam na taras i wyjęłam komórkę ze spodni. Wybrałam numer do taty i czekałam na sygnał.
-Halo-odezwał się Charlie.
-Cześć tato, tu Bella.
-O Bella, córeczko co tam u was słychać?
-W porządku. Tato mam do ciebie małą prośbę.
-Wal śmiało.
-Widzisz, pamiętasz jak prosiłeś mnie, żebyś mógł zająć się wnuczką przez kilka dni?-zapytałam.
-Tak, pamiętam.
-No bo nadarzyła się ku temu okazja. Musimy polecieć całą rodziną do Włoch na jakieś dwa, trzy dni, ale nie chcemy ciągać małej samolotami. Więc czy mógłbyś jej popilnować przez ten czas, gdy nas nie będzie?
-Ależ, oczywiście. W końcu to moja ukochana wnusia. To kiedy ją przywieziecie?
-Jutro po południu. Dziękuję tato.
-Nie ma sprawy, będę czekał. Do zobaczenia.- Po zakończonej rozmowie przekazałam wszystko reszcie rodziny. Edward wyjaśnił wszystko małej, o dziwo zrozumiała. Koło 17.00 zebraliśmy się i wróciliśmy do naszego domku. Edward poszedł wykapać Nessi, a ja wyjęłam torbę i naszykowałam jej rzeczy do spakowania. Niby trzy dni, ale musiała mieć wszystkiego po cztery. Cztery pary rajstopek, cztery pary bluzeczek, dwie sukieneczki, cztery pary spodenek, do tego jeszcze skarpetki. Potem zapakowałam paczkę pampersów, oliwkę i takie łazienkowe rzeczy. Noc minęła szybko. Głównie na pakowaniu mnie i Edwarda. Rano ja zajęłam się naszą córką, a Edward zapakował do auta wózek i torby. Kiedy byliśmy gotowi, podjechaliśmy pod dom Cullenów. Oni także byli gotowi. Zajechaliśmy do Charliego, zostawić małą.
-Witajcie dzieci. Gdzie jest moja ukochana wnusia.
-W samochodzie, już ją wyjmuję. –powiedziałam.- Kochanie, może wypakuj jej rzeczy.
-Już się robi.-Edward wyjął z bagażnika wózek, oraz torby. A mój ojciec się zdziwił gdy zobaczył trzy duże torby należące tylko do małej.
-Zrozumiesz jak zostaniecie sami. –dodałam widząc jego wyraz twarzy. Nagle z domu wyszła Sue. Matka Setha i Leii.
-Witajcie.
-O cześć Sue.
-Widzicie bo my jesteśmy razem, już od jakiegoś czasu.-wytłumaczył mój ojciec.
-Naprawdę. Gratuluję. –dodałam.
-Widzisz kochanie, a ty się bałaś, że Charlie sam sobie nie poradzi. Teraz będzie miał kobiecą pomoc.
-Kamień z serca. Sue jestem twoją dłużniczką. –powiedziałam z uśmiechem na twarzy.
-Eeej. Wątpicie we mnie?
-Nie tato, nie. Ale my musimy już lecieć bo się spóźnimy na samolot.
-Jasne, jedźcie.-Pożegnaliśmy się ze wszystkimi i ruszyliśmy na lotnisko…..

Odprawa poszła bardzo szybko. Nim się obejrzeliśmy siedzieliśmy już w samolocie.  Zamyślona, położyłam głowę na ramieniu Edwarda.
-Martwisz się?-zapytał.
-Trochę, ale nie tak bardzo, bo mam ciebie obok.-powiedziałam.
-Nie bój się, nic nam nie zrobią. Nie pozwolę cię skrzywdzić.-Kończąc ostatnie słowa namiętnie mnie pocałował. Wkrótce usłyszeliśmy sygnał od pilota:
-Proszę państwa, prosimy o zapięcie pasów. Lądujemy we Włoszech.-Moje ciało przeszły ciarki, jesteśmy coraz bliżej spotkania z Volturi…………

3 komentarze:

  1. Kiedy dalszy ciąg ?

    Pozdrawiam Zakręcona Gabi.
    Zapraszam do siebie w wolnej chwili :)
    http://zakrecona-gabi.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Czekam na kolejny rozdział ! .;))
    Karolla ;*

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozdział jest w trakcie pisania. Tak więc powinien dziś koło 22-23 się pojawić :D :**



    ~KriStew

    OdpowiedzUsuń