niedziela, 6 stycznia 2013

Rozdział I. „Nowe życie cz. I „



Z PUNKTU WIDZENIA BELLI.
Cały ten czas moją uwagę ,  próbowałam skupić na NIM, a właściwie jak się okazało to na niej. Nie potrafiłam jednak zapomnieć o bólu, o bólu który  był nie do zniesienia, czułam się tak jak by mnie palono, kłuto nożem i rozrywano jednocześnie. Ale kiedy ujrzałam jej twarzyczkę na chwilę zapomniałam o tym zamieszaniu wokół mnie. Pragnęłam tylko jednego wziąć ją na ręce i przytulić.
-Edwardzie, proszę podaj mi ją – wyszeptałam ledwo słyszalnym dla mnie samej głosem.
Edward spojrzał na mnie błagalnie, nie wiedział co ma zrobić.
-Proszę- powtórzyłam.
Wyciągnął ręce ku mnie a ja zrobiłam to samo. Kiedy przytuliłam naszą córeczkę  do piersi, mogłam się jej dokładnie przyjrzeć. Miała piękną twarzyczkę, była podobna w połowie do mnie w połowie do Edwarda. Oprócz tego miała piękne, wielkie brązowe oczy, tak jak ja. Ze ślicznej główki zwisały jej piękne rudo-kasztanowe loczki, a na policzkach kwitły różowe rumieńce.
- Renesmee – wyjąkałam- Dajmy jej na imię Renesmee.
-Renesmee, to śliczne imię kochanie – odpowiedział, po czym pocałował mnie w czoło. Jemu także się podobało to imię, było to połączenie imion naszych matek Rene i Esme. Wpatrywałam się w jej twarz gdy coś mnie ugryzło w pierś, ktoś podejrzewam że Rosalie natychmiast zabrało mi małą z rąk. Zaczynałam coraz słabiej widzieć, coraz ciężej mi się oddychało, po prostu umierałam.
Z PUNKTU WIDZENIA EDWARDA.
Były obie takie piękne. Bella przytulała naszą córeczkę, i całowała ją w główkę. Chwilę szczęścia przerwała mała, która  ugryzła Belle, w pierś.
-Rosalie zabierz małą. – rzuciłem do Rose.
Moja siostra zabrała małą, a ja zacząłem reanimować moją żonę, która właśnie odpłynęła.
- Zostajesz ze mną !! – krzyczałem, nie potrafiłem określić co się działo. Wszystko działo się w takim tempie,  że sam tego wszystkiego nie pamiętam.
- Zostajesz !!!!- pewnie słychać mnie było w całym domu, ale nie dbałem o to pragnąłem tylko ją uratować, wiedziałem, że jest tylko jedno wyjście, to od którego chciałem ją uchronić. Wysunąłem pośpiesznie szufladę i wyjąłem z niej ogromną strzykawkę z moim jadem. Wiedziałem, że jeśli wbiję ją prosto w serce mojej żony,  przemiana nastąpi o wiele szybciej niż u innych, że być może jej ulży. Wziąłem zamach i wbiłem ją tam gdzie chciałem. Prosto w słabnące serce. Nie ruszała się, zacząłem gryźć ją po nadgarstkach, po nogach, po wszystkim, żeby tylko doprowadzić do jej żył jak najwięcej jadu.
- Edwardzie !- do pokoju wszedł Carlisle- Synu spokojnie wprowadziłeś jad prosto do serca, przemiana nastąpi, musimy tylko poczekać.
- Ile ?- zapytałem.
- Dostała dużo morfiny, to może potrwać nawet kilka dni. Musisz być cierpliwy, kiedy się obudzi będziecie mieć całą wieczność.
-Ale, ale co jeśli nie zdążyłem, jeśli zrobiłem to za późno ?- modliłem się żebym nie miał racji.
- Spokojnie, zrobiłeś to w samą porę.- Co jak co ale Carlisle umiał pocieszać.
Minęły już chyba dwa dni a ja nie odstępowałem łóżka Belli na krok. Nie chodziłem nawet do Renesmee, sprawdzić jak się czuje, chciałem, ale chęć bycia przy Belli, gdy się obudzi była silniejsza. Wiedziałem, co prawda, że i tak, gdy to nadejdzie wyczytam to z myśli Alice i natychmiast wróciłbym do jej pokoju.  Siedziałem tak i trzymałem jej coraz to bledszą dłoń, z nadmiaru emocji nie zorientowałem się, że przeglądam myśli Alice. I wtedy zobaczyłem to, co zobaczyć chciałem.
Z PUNKTU WIDZENIA BELLI.

Ten ból, był teraz jeszcze gorszy. Chciałam krzyczeć, ale nie mogłam otworzyć ani ust, ani oczu. Słyszałam, że w pokoju nadal są ze mną Edward i Alice. Edward strasznie krzyczał żebym z nim została, pragnęłam  mu odpowiedzieć, że jestem tu i że go słyszę, na marne poszły moje starania.  Wiłam się w agonii bólu, chciałam się szarpać, wyrywać, ale na nic. Z podsłuchanej rozmowy usłyszałam, że nie mogę choćby mrugnąć z tego powodu, że dostałam dużą ilość morfiny. Po jakichś dwóch dniach, (nie byłam tego pewna straciłam poczucie czasu odkąd byłam w ciąży) ból był ledwie wyczuwalny. Praktycznie nic już mnie nie piekło, przynajmniej póki się nie ruszałam. Wiedziałam, że mogę ruszyć dłonią, ale wiedziałam także to, że wtedy cała moja praca nad zepchnięciem bólu pójdzie na marne i znów będę wiła się w płomieniach.  Skupiłam się na powrót na osobach, które stały w pokoju. Wiedziałam, że Edward cały czas jest przy mnie, dobrze czułam, co on teraz czuje, że się obwinia, myślał pewnie, że strasznie cierpię, ale nie mogłam się ruszyć i mu odpowiedzieć.
- Alice! - nagle krzyknął Edward.
- Już biegnę-krzyknęła z dołu, a pół sekundy później była już przy nas.
-Alice, ile jeszcze ? – chciałam zadać to samo pytanie.
Najwyraźniej skupiła się na wizji, bo w pokoju zapadła cisza.
- To dziś, lecę powiedzieć Carlisle’owi – i już jej nie było.
- Ohh, Bello kochanie słyszysz mnie ? Kochanie jeśli mnie słyszysz to nie wiem porusz chociaż dłonią, palcem cokolwiek.- W jego głosie można było wyczuć, że się o mnie martwi.
Nie usłyszałam jak do pokoju przyszedł Carlisle.
- Edwardzie ?
- Tak to prawda, ja też to widziałem. To dziś, nie wiem dokładnie za ile godzin, może to tylko minuty.
Odpowiedź Edwarda tak mnie ucieszyła, że spróbowałam ruszyć palcem u stóp. Udało mi się, a ból nie wrócił. Moje wyczyny nie uszły uwadze Edwarda.
- Bello ? Kochanie ? Zrób tak jeszcze raz jeśli mnie słyszysz. – Od razu humor mu się poprawił, wiedział to co wiedziałam ja, że już za chwilę będziemy razem. Nagle do pokoju wbiegła Alice i reszta, wszyscy prócz Rose i Renesmee. No tak Renesmee musiała być teraz chroniona. Przed kim ? Przed własną matką !! I kiedy próbowałam przypomnieć sobie jej twarz, nie mogłam, nie mogłam przypomnieć sobie twarzy babci, ani Mike, ani Jessiki, moje wspomnienia wyblakły. Nie mogłam do tego dopuścić zebrałam wszystkie siły jakie tylko miałam i nagle moje oczy same z siebie otworzyły się …………………


                                  





                                     




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz