Kiedy Renesmee znalazła się na rękach u Edwarda, Megan była
zdziwiona, zła, a zarazem zazdrosna.
-Kto to jest? Czy wy?- Megan domagała się wyjaśnień.
- Nie Megan, mała nie jest nieśmiertelnym dzieckiem. Ja jestem jej biologicznym ojcem, a Bella jej biologiczną matką. Bella ją urodziła i przypłaciła to życiem. Stała się tym, czym nie chciałem żeby się stała. Jednak jak tak patrzę na to teraz, myślę, że było to najlepsze rozwiązanie i najlepsze, co mnie spotkało w życiu. Będę miał je obie na wieczność.
- Jak to? Przecież podobno Rezme jest śmiertelniczką.- Powiedziała Megan.
-Renesmee- poprawiłam.
-Aaa, taaak, Renesmee, przepraszam.
-Renesmee jest dhamiprem, to znaczy pół człowiekiem pół wampirem. Gdy skończy siedem lat przestanie się rozwijać intelektualnie, a kiedy będzie mieć piętnaście lat przestanie rosnąć i przejdzie przemianę.
-To dziwne i nie spotykane.
-Być może, ale dla mnie to najlepsza rzecz w życiu.- Powiedział dumnie Edward.
Usiadłam obok niego, i przejęłam naszą córeczkę. Tuliłam ją do siebie, a ona pokazała mi, że nie polubiła Megan, bo ta uważa ją za dziwne zjawisko. Zaśmiałam się, a zaraz potem zaśmiał się Edward. Bo tylko nasza trójka wiedziała, o co chodzi.
-Cóż widzę, że Edward jest na stałe, a przynajmniej na razie zajęty. Więc nie mam tu czego szukać.
-Owszem nie masz. – Dodałam z uśmiechem na twarzy, a potem podeszłam do mojego męża i namiętnie go pocałowałam.
-Dobrze, dziękuję wam za gościnę, ale będę już ruszać w dalszą podróż. Do widzenia.-Carlisle odprowadził Megan pod same drzwi, a my zostaliśmy w pokoju.
-Alice, to był świetny pomysł.- podbiegłam i przybiłam jej piątkę.
-Oh, Bello nie przesadzaj, to był przecież twój pomysł.
-I twój i mój.
-Ahh, mam genialną żonę i siostrę. – Powiedział Edward, pocałował Alice w policzek a mnie namiętnie w usta.
-Bello, musicie się przygotować na jutrzejszy dzień.
-Faktycznie, trzeba jeszcze wykapać małą. Dobra to za pół godzinki jestem, tylko ją wykąpię, nakarmię i uśpię. – wzięłam, Ness na ręce i pobiegłam do łazienki. Ogarnięcie małej zajęło mi mniej czasu niż myślałam. Kiedy już spała zeszłam na dół, gdzie obgadaliśmy z resztą rodziny jak mam się jutro zachowywać i ustaliliśmy wersję związaną z Renesmee. Teraz wiedziałam już, jak wytłumaczyć Charliemu, że ja i Edward mamy dziecko. Nim się obejrzeliśmy na dworze zaczęło świtać.
-Bello, masz trzy minuty na przyszykowanie jedzenia dla małej.- Powiedziała Alice. Byłam zamyślona i dopiero po kilku sekundach dotarło do mnie, że ktoś coś do mnie powiedział.
-Coo?, aa tak. Już jej robię.- Wstałam i poszłam przyszykować jedzenie dla mojej córki.
-Kochanie- To Edward wołał mnie z salonu.
-Tak?
-Ja pójdę do małej, bo już się obudziła a ty przynieś butelkę jak będzie gotowa. I będziesz wolna. Możesz się przygotować na wizytę Charliego.
-Dziękuję Ci, że jesteś, że się mną tak zajmujesz.- Powiedziałam, po czym pocałowałam go w usta. Kiedy zaniosłam butelkę do pokoju gdzie siedziała Renesmee, postanowiłam poprosić Carlisle’a o radę jak mam się dokładnie zachowywać przy Charliem. Zapukałam do drzwi od jego gabinetu, weszłam do środka. Mój teść siedział, przy dużym, dębowym biurku i pisał coś w swoim notesie.
-Carlisle, możesz mi pomóc?
-Oczywiście, co się stało?
-Powiesz mi jak mam się zachowywać przy Charliem, nie wiem jak mam wyglądać, co robić.
-Oczywiście. Staraj się nie oddychać, będzie ci łatwiej powstrzymać pragnienie. Zamiast tego ruszaj barkami tak jak byś oddychała. Co jeszcze a tak, mrugaj co jakieś 8-10 sekund, zakładaj nogę na nogę, nie siedź wyprostowana ludzie nigdy nie siedzą prosto. A co do koloru oczu to zgłoś się do Alice, ona ma na to sposób.
-Dziękuję ci. Naprawdę bez waszych rad nie dałabym sobie rady.
-Dałabyś, na pewno. No idź do Alice, bo mamy coraz mniej czasu.-Wyszłam z pokoju tak cicho jak myszka. I nim się obejrzałam byłam w pokoju Alice.
-Bello, chodź tutaj. Jestem w łazience.-A no tak Alice na pewno widziała, że do niej przyjdę z prośbą.
-Widziałaś?-zapytałam z uśmiechem na twarzy.
-No ba. Dobra chodź tutaj. Mam tutaj soczewki sprowadzane ze Szwajcarii, specjalnie dla ciebie. Mają identyczny kolor jak twoje oczy przed przemianą, czekoladowy brąz. Charlie nie powinien widzieć zbytniej różnicy. Ale pamiętaj, że jad w twoich oczach szybko je rozpuści, będziesz musiała wymykać się co pół godziny do łazienki aby je zmienić. Uzupełnię tam zapas.
-Dzięki, Alice. Ale jak? Kiedy ty zdążyłaś je sprowadzić?
-Zanim przeszłaś przemianę.-No tak, Alice zawsze jest przygotowana. Kiedy już miałam soczewki, które strasznie mi przeszkadzały, byłam gotowa na spotkanie z Charliem.
-Bello, chodź tu szybko.-To Esme, ciekawe po co mnie woła.
-Tak, Esme?
-Carlisle dzwonił, żebyś przyszła nad rzekę. Ktoś tam na ciebie czeka.
-Kto to taki?
-Nie wiem, nic więcej nie mówił. Biegnij już.
Wzięłam z wieszaka moją czarną, skórzaną kurtkę i pobiegłam w miejsce gdzie miałam biec. Tylko po co Carlisle kazał mi tu przyjść tutaj nikogo nie ma. Przecież lada chwila ma być u nas w domu Charlie. Muszę wracać. Obróciłam się i powoli ruszyłam w kierunku domu. Ale drogę zastąpił mi……………. Edward. Co on tu robił? Nie moglibyśmy pogadać w domu?
-Co ty robisz? Po co mi tutaj kazałeś przyjść? Nie mogliśmy pogadać w domu?
-Kochanie, w domu wszyscy by nas słyszeli, a mi chodzi o rozmowę sam, na sam. Widzisz bez względu na to co dziś się stanie, wiedz, że ja cię mimo wszystko będę kochał.
-Wiem o tym, kochanie. Ale nadal uważam, że mogłeś mi to powiedzieć w domu. Wracajmy już bo Charlie zaraz powinien być.
Biegliśmy mniej niż pięć minut. Zdążyłam wejść do domu, wziąć Renesmee na ręce i się z nią przywitać a usłyszałam dźwięk kół zjeżdżających z asfaltu na leśną ścieżkę. Charlie zaraz wejdzie do naszego domu, zaraz mnie zobaczy, zobaczy Renesmee. Ja zaraz poczuję zapach jego krwi. A co jeśli nie powstrzymam mojego pragnienia? Nie, nie chcę o tym myśleć.
-Rose, weź na razie małą do pokoju obok. Zajmij ją czymś daj jej zabawki czy coś. Kiedy cię zawołam ją przyniesiesz dobrze?
-Jasne. Chodź kochanie do cioci. –Wyszły z pokoju. A tak, należy tutaj dodać, że moja córka rosła cóż szybciej niż zwykły śmiertelnik, ale wolniej niż przypuszczaliśmy. Co dwa dni rosła o jakieś 3 do 7 centymetrów. Na dzisiejszą chwilę wyglądała jak siedmiomiesięczne dziecko. Miała śliczne różowe rumieńce na policzkach, piękne duże brązowe oczy i cudowne rudo-brązowe loczki, które sięgały jej na wysokość uszu. Nagle koła auta zatrzymały się. Słyszałam bicie serca mojego ojca. Był zdenerwowany tak jak ja. Gdyby moje serce jeszcze biło, waliłoby jak nigdy dotąd. Serce mojego taty brzmiało jak serce konia, który właśnie przebiegł trasę mającą długość tysiąca metrów i zajął pierwsze miejsce. Zdenerwowana usiadłam na kanapie i zacisnęłam pięść pod poduszką. Z ganku dochodziły mnie słuchy rozmowy mojego ojca i Carlisle’a.
-Witaj Charlie!
-Eee, witaj Carlisle, gdzie jest Bella?
-Jest w salonie, zapraszam.
Byłam zdenerwowana, ale gdy go zobaczyłam moje zdenerwowanie dopiero dało o sobie znać.
-Bella? Bello córeczko, czemu się nie odzywałaś? Wszystko w porządku?
-Tak tato ja też się cieszę, że cię widzę.
-Witaj Charlie. –Edward wszedł do pokoju i zajął miejsce obok mnie.
-Cześć, Edward. Bello masz mi wszystko wyjaśnić.
-Tato, powiem ci tylko to co musisz wiedzieć.
-Wszystko, co muszę wiedzieć? To znaczy?
-Zależy od tego co już wiesz.
-Wiem tyle, że przyszła do mnie jakaś kobieta i oznajmiła mi, że zostałem dziadkiem. Co ja mam wiedzieć?!
-Tato, spokojnie. Tak to prawda jesteś dziadkiem. Przepraszam, że nic ci nie mówiłam, ale nie mogłam.
-Słucham?! Nie mogłaś mi powiedzieć, że jesteś w ciąży? Ale…. Jak to, przecież żebyś miała dziecko to musiałabyś być w ciąży jeszcze kiedy chodziłaś do szkoły!
-Tato, spokojnie. Nie nie byłam w ciąży już w szkole. To trochę skomplikowane. Widzisz, nie wiesz wszystkiego o świecie, w którym żyjemy.
-Co proszę?!
-Nie mogę ci tego bardziej wytłumaczyć.
-Co to znaczy, że nie możesz? Ty masz mi to wyjaśnić jestem twoim ojcem do cholery!
-Tato jeśli miałabym ci wszystko wytłumaczyć musiałabym wyjechać, rozumiesz.
-Co?!... Nie to nie na moje nerwy. Dobrze powiedz mi to co muszę wiedzieć. –Zanim zaczęłam mu tłumaczyć skąd wzięła się Renesmee, ona przyraczkowała do salonu i ciągnęła mojego ojca za nogawkę od spodni.
-Co, to? – spojrzał na swoją stopę. Bello czy to?
-Tak, tato to twoja wnuczka Renesmee.
-Rene –esme? Niech zgadnę ty to wymyśliłaś.-Wziął ją na ręce i zaczął oglądać od stóp do głów.
-Tak ja.
-Ma twoje oczy, czekoladowy brąz. A ten kolor włosów to chyba po Edwardzie. Ale loczki to ma po mnie. Pamiętasz jak miałaś pięć lat, a ja miałem włosy do łopatek. –zaczął się śmiać, ze starych czasów.
-Tak, pamiętam.
-To ile ona właściwie ma?
- Mogę ci powiedzieć prawdę, ale nie uwierzysz i będziesz domagał się wyjaśnień. Chyba, że zrozumiesz i nie będziesz o nic pytał.
-Dobrze nie będę o nic pytał.
-Mała ma 3 dni.
-Co?!- Był w szoku.- Aaaaaa tak miałem o nic nie pytać.
-Tato obiecuję, że gdy tylko będę mogła wszystko ci wyjaśnię. Na razie musisz tylko o niej wiedzieć, oraz to, że ja jestem jej biologiczną matką, a Edward biologicznym ojcem. I to, że mała rośnie szybciej niż inne dzieci, więc nie zdziw się jeśli za tydzień odwiedzimy cię z dzieckiem, które będzie wyglądać jak roczne, lub kilkuletnie dziecko. Obiecuję, że kiedyś ci wszystko wyjaśnię.
-Mam taką nadzieję.
Nim się obejrzeliśmy był już wieczór, tata pojechał około siedemnastej, a ja wykąpałam Renesmee i położyłam ją do jej tymczasowego łóżeczka. Sama położyłam się na łóżku koło Edwarda. Porozmawialiśmy o dzisiejszym dniu, gdy Edward zaproponował wspólny prysznic.
-To co, pójdę odkręcić wodę, a ty przyjdź zaraz.
-Przyjdę.
Kiedy weszłam do łazienki, Edward mój nieziemsko przystojny mąż stał pod strumieniami wody. Szybko zrzuciłam z siebie wszystkie ubrania i dołączyłam do niego. Niemal od razu zaczął mnie całować i dotykać po całym ciele. Nie byłam mu dłużna. Oboje oddaliśmy się tej rozkosznej chwili…………..
-Kto to jest? Czy wy?- Megan domagała się wyjaśnień.
- Nie Megan, mała nie jest nieśmiertelnym dzieckiem. Ja jestem jej biologicznym ojcem, a Bella jej biologiczną matką. Bella ją urodziła i przypłaciła to życiem. Stała się tym, czym nie chciałem żeby się stała. Jednak jak tak patrzę na to teraz, myślę, że było to najlepsze rozwiązanie i najlepsze, co mnie spotkało w życiu. Będę miał je obie na wieczność.
- Jak to? Przecież podobno Rezme jest śmiertelniczką.- Powiedziała Megan.
-Renesmee- poprawiłam.
-Aaa, taaak, Renesmee, przepraszam.
-Renesmee jest dhamiprem, to znaczy pół człowiekiem pół wampirem. Gdy skończy siedem lat przestanie się rozwijać intelektualnie, a kiedy będzie mieć piętnaście lat przestanie rosnąć i przejdzie przemianę.
-To dziwne i nie spotykane.
-Być może, ale dla mnie to najlepsza rzecz w życiu.- Powiedział dumnie Edward.
Usiadłam obok niego, i przejęłam naszą córeczkę. Tuliłam ją do siebie, a ona pokazała mi, że nie polubiła Megan, bo ta uważa ją za dziwne zjawisko. Zaśmiałam się, a zaraz potem zaśmiał się Edward. Bo tylko nasza trójka wiedziała, o co chodzi.
-Cóż widzę, że Edward jest na stałe, a przynajmniej na razie zajęty. Więc nie mam tu czego szukać.
-Owszem nie masz. – Dodałam z uśmiechem na twarzy, a potem podeszłam do mojego męża i namiętnie go pocałowałam.
-Dobrze, dziękuję wam za gościnę, ale będę już ruszać w dalszą podróż. Do widzenia.-Carlisle odprowadził Megan pod same drzwi, a my zostaliśmy w pokoju.
-Alice, to był świetny pomysł.- podbiegłam i przybiłam jej piątkę.
-Oh, Bello nie przesadzaj, to był przecież twój pomysł.
-I twój i mój.
-Ahh, mam genialną żonę i siostrę. – Powiedział Edward, pocałował Alice w policzek a mnie namiętnie w usta.
-Bello, musicie się przygotować na jutrzejszy dzień.
-Faktycznie, trzeba jeszcze wykapać małą. Dobra to za pół godzinki jestem, tylko ją wykąpię, nakarmię i uśpię. – wzięłam, Ness na ręce i pobiegłam do łazienki. Ogarnięcie małej zajęło mi mniej czasu niż myślałam. Kiedy już spała zeszłam na dół, gdzie obgadaliśmy z resztą rodziny jak mam się jutro zachowywać i ustaliliśmy wersję związaną z Renesmee. Teraz wiedziałam już, jak wytłumaczyć Charliemu, że ja i Edward mamy dziecko. Nim się obejrzeliśmy na dworze zaczęło świtać.
-Bello, masz trzy minuty na przyszykowanie jedzenia dla małej.- Powiedziała Alice. Byłam zamyślona i dopiero po kilku sekundach dotarło do mnie, że ktoś coś do mnie powiedział.
-Coo?, aa tak. Już jej robię.- Wstałam i poszłam przyszykować jedzenie dla mojej córki.
-Kochanie- To Edward wołał mnie z salonu.
-Tak?
-Ja pójdę do małej, bo już się obudziła a ty przynieś butelkę jak będzie gotowa. I będziesz wolna. Możesz się przygotować na wizytę Charliego.
-Dziękuję Ci, że jesteś, że się mną tak zajmujesz.- Powiedziałam, po czym pocałowałam go w usta. Kiedy zaniosłam butelkę do pokoju gdzie siedziała Renesmee, postanowiłam poprosić Carlisle’a o radę jak mam się dokładnie zachowywać przy Charliem. Zapukałam do drzwi od jego gabinetu, weszłam do środka. Mój teść siedział, przy dużym, dębowym biurku i pisał coś w swoim notesie.
-Carlisle, możesz mi pomóc?
-Oczywiście, co się stało?
-Powiesz mi jak mam się zachowywać przy Charliem, nie wiem jak mam wyglądać, co robić.
-Oczywiście. Staraj się nie oddychać, będzie ci łatwiej powstrzymać pragnienie. Zamiast tego ruszaj barkami tak jak byś oddychała. Co jeszcze a tak, mrugaj co jakieś 8-10 sekund, zakładaj nogę na nogę, nie siedź wyprostowana ludzie nigdy nie siedzą prosto. A co do koloru oczu to zgłoś się do Alice, ona ma na to sposób.
-Dziękuję ci. Naprawdę bez waszych rad nie dałabym sobie rady.
-Dałabyś, na pewno. No idź do Alice, bo mamy coraz mniej czasu.-Wyszłam z pokoju tak cicho jak myszka. I nim się obejrzałam byłam w pokoju Alice.
-Bello, chodź tutaj. Jestem w łazience.-A no tak Alice na pewno widziała, że do niej przyjdę z prośbą.
-Widziałaś?-zapytałam z uśmiechem na twarzy.
-No ba. Dobra chodź tutaj. Mam tutaj soczewki sprowadzane ze Szwajcarii, specjalnie dla ciebie. Mają identyczny kolor jak twoje oczy przed przemianą, czekoladowy brąz. Charlie nie powinien widzieć zbytniej różnicy. Ale pamiętaj, że jad w twoich oczach szybko je rozpuści, będziesz musiała wymykać się co pół godziny do łazienki aby je zmienić. Uzupełnię tam zapas.
-Dzięki, Alice. Ale jak? Kiedy ty zdążyłaś je sprowadzić?
-Zanim przeszłaś przemianę.-No tak, Alice zawsze jest przygotowana. Kiedy już miałam soczewki, które strasznie mi przeszkadzały, byłam gotowa na spotkanie z Charliem.
-Bello, chodź tu szybko.-To Esme, ciekawe po co mnie woła.
-Tak, Esme?
-Carlisle dzwonił, żebyś przyszła nad rzekę. Ktoś tam na ciebie czeka.
-Kto to taki?
-Nie wiem, nic więcej nie mówił. Biegnij już.
Wzięłam z wieszaka moją czarną, skórzaną kurtkę i pobiegłam w miejsce gdzie miałam biec. Tylko po co Carlisle kazał mi tu przyjść tutaj nikogo nie ma. Przecież lada chwila ma być u nas w domu Charlie. Muszę wracać. Obróciłam się i powoli ruszyłam w kierunku domu. Ale drogę zastąpił mi……………. Edward. Co on tu robił? Nie moglibyśmy pogadać w domu?
-Co ty robisz? Po co mi tutaj kazałeś przyjść? Nie mogliśmy pogadać w domu?
-Kochanie, w domu wszyscy by nas słyszeli, a mi chodzi o rozmowę sam, na sam. Widzisz bez względu na to co dziś się stanie, wiedz, że ja cię mimo wszystko będę kochał.
-Wiem o tym, kochanie. Ale nadal uważam, że mogłeś mi to powiedzieć w domu. Wracajmy już bo Charlie zaraz powinien być.
Biegliśmy mniej niż pięć minut. Zdążyłam wejść do domu, wziąć Renesmee na ręce i się z nią przywitać a usłyszałam dźwięk kół zjeżdżających z asfaltu na leśną ścieżkę. Charlie zaraz wejdzie do naszego domu, zaraz mnie zobaczy, zobaczy Renesmee. Ja zaraz poczuję zapach jego krwi. A co jeśli nie powstrzymam mojego pragnienia? Nie, nie chcę o tym myśleć.
-Rose, weź na razie małą do pokoju obok. Zajmij ją czymś daj jej zabawki czy coś. Kiedy cię zawołam ją przyniesiesz dobrze?
-Jasne. Chodź kochanie do cioci. –Wyszły z pokoju. A tak, należy tutaj dodać, że moja córka rosła cóż szybciej niż zwykły śmiertelnik, ale wolniej niż przypuszczaliśmy. Co dwa dni rosła o jakieś 3 do 7 centymetrów. Na dzisiejszą chwilę wyglądała jak siedmiomiesięczne dziecko. Miała śliczne różowe rumieńce na policzkach, piękne duże brązowe oczy i cudowne rudo-brązowe loczki, które sięgały jej na wysokość uszu. Nagle koła auta zatrzymały się. Słyszałam bicie serca mojego ojca. Był zdenerwowany tak jak ja. Gdyby moje serce jeszcze biło, waliłoby jak nigdy dotąd. Serce mojego taty brzmiało jak serce konia, który właśnie przebiegł trasę mającą długość tysiąca metrów i zajął pierwsze miejsce. Zdenerwowana usiadłam na kanapie i zacisnęłam pięść pod poduszką. Z ganku dochodziły mnie słuchy rozmowy mojego ojca i Carlisle’a.
-Witaj Charlie!
-Eee, witaj Carlisle, gdzie jest Bella?
-Jest w salonie, zapraszam.
Byłam zdenerwowana, ale gdy go zobaczyłam moje zdenerwowanie dopiero dało o sobie znać.
-Bella? Bello córeczko, czemu się nie odzywałaś? Wszystko w porządku?
-Tak tato ja też się cieszę, że cię widzę.
-Witaj Charlie. –Edward wszedł do pokoju i zajął miejsce obok mnie.
-Cześć, Edward. Bello masz mi wszystko wyjaśnić.
-Tato, powiem ci tylko to co musisz wiedzieć.
-Wszystko, co muszę wiedzieć? To znaczy?
-Zależy od tego co już wiesz.
-Wiem tyle, że przyszła do mnie jakaś kobieta i oznajmiła mi, że zostałem dziadkiem. Co ja mam wiedzieć?!
-Tato, spokojnie. Tak to prawda jesteś dziadkiem. Przepraszam, że nic ci nie mówiłam, ale nie mogłam.
-Słucham?! Nie mogłaś mi powiedzieć, że jesteś w ciąży? Ale…. Jak to, przecież żebyś miała dziecko to musiałabyś być w ciąży jeszcze kiedy chodziłaś do szkoły!
-Tato, spokojnie. Nie nie byłam w ciąży już w szkole. To trochę skomplikowane. Widzisz, nie wiesz wszystkiego o świecie, w którym żyjemy.
-Co proszę?!
-Nie mogę ci tego bardziej wytłumaczyć.
-Co to znaczy, że nie możesz? Ty masz mi to wyjaśnić jestem twoim ojcem do cholery!
-Tato jeśli miałabym ci wszystko wytłumaczyć musiałabym wyjechać, rozumiesz.
-Co?!... Nie to nie na moje nerwy. Dobrze powiedz mi to co muszę wiedzieć. –Zanim zaczęłam mu tłumaczyć skąd wzięła się Renesmee, ona przyraczkowała do salonu i ciągnęła mojego ojca za nogawkę od spodni.
-Co, to? – spojrzał na swoją stopę. Bello czy to?
-Tak, tato to twoja wnuczka Renesmee.
-Rene –esme? Niech zgadnę ty to wymyśliłaś.-Wziął ją na ręce i zaczął oglądać od stóp do głów.
-Tak ja.
-Ma twoje oczy, czekoladowy brąz. A ten kolor włosów to chyba po Edwardzie. Ale loczki to ma po mnie. Pamiętasz jak miałaś pięć lat, a ja miałem włosy do łopatek. –zaczął się śmiać, ze starych czasów.
-Tak, pamiętam.
-To ile ona właściwie ma?
- Mogę ci powiedzieć prawdę, ale nie uwierzysz i będziesz domagał się wyjaśnień. Chyba, że zrozumiesz i nie będziesz o nic pytał.
-Dobrze nie będę o nic pytał.
-Mała ma 3 dni.
-Co?!- Był w szoku.- Aaaaaa tak miałem o nic nie pytać.
-Tato obiecuję, że gdy tylko będę mogła wszystko ci wyjaśnię. Na razie musisz tylko o niej wiedzieć, oraz to, że ja jestem jej biologiczną matką, a Edward biologicznym ojcem. I to, że mała rośnie szybciej niż inne dzieci, więc nie zdziw się jeśli za tydzień odwiedzimy cię z dzieckiem, które będzie wyglądać jak roczne, lub kilkuletnie dziecko. Obiecuję, że kiedyś ci wszystko wyjaśnię.
-Mam taką nadzieję.
Nim się obejrzeliśmy był już wieczór, tata pojechał około siedemnastej, a ja wykąpałam Renesmee i położyłam ją do jej tymczasowego łóżeczka. Sama położyłam się na łóżku koło Edwarda. Porozmawialiśmy o dzisiejszym dniu, gdy Edward zaproponował wspólny prysznic.
-To co, pójdę odkręcić wodę, a ty przyjdź zaraz.
-Przyjdę.
Kiedy weszłam do łazienki, Edward mój nieziemsko przystojny mąż stał pod strumieniami wody. Szybko zrzuciłam z siebie wszystkie ubrania i dołączyłam do niego. Niemal od razu zaczął mnie całować i dotykać po całym ciele. Nie byłam mu dłużna. Oboje oddaliśmy się tej rozkosznej chwili…………..
Och ! PIEKNYYY ! <3
OdpowiedzUsuń~~San Drus