Obok wózeczka mojej córki stała wysoka kobieta o
rudo-brązowych włosach. Kobieta a raczej wampir. Instynktownie szarpnęłam
za rączkę od wózka i przyciągnęłam ją do
siebie. Kobieta odezwała się.
-Witaj Bello.
-Skąd wiesz jak mam na imię, skąd wiesz gdzie mnie szukać, skąd wiesz gdzie mieszka mój ojciec, czego ty w ogóle ode mnie chcesz?
-Spokojnie. Dowiesz się w swoim czasie. A tak przy okazji Bello…masz prześliczną córeczkę.
-Czego chcesz?!
-Spokojnie, jestem wysłannikiem Volturi. Miałam za zadanie poinformować twojego ojca o tym, że urodziłaś dziecko. Tak, tak Aro wie o twojej córce.
-Ale czego on chce, po co mój ojciec miałby znać prawdę?
- Tego nie wiem, Aro nakazał ja muszę wykonać.
-Ale przecież Aro za ujawnienie tajemnicy zabija. O co mu chodzi?
-Nie chcę ci nic mówić, ale wiem, że Aro miał kiedyś dziecko. Tak tak jak ty i twój mąż. Nie powiedział o niej swoim rodzicom. To było bardzo dawno, kiedy Aro był około dwa lata po przemianie. Jego wybranka była człowiekiem tak jak ty. Aro nie spodziewał się, że może mieć dziecko z człowiekiem. Ona zmarła przy porodzie, mieli córkę. Ale Aro był za młody i nie potrafił opanować pragnienia. Żeby nie zabić swojej córki, zaniósł ją do domu swoich dawnych przyjaciół, którzy nie mogli mieć dzieci. Teraz Aro żałuje że jego rodzice nie poznali prawdy. Że nie poznali wnuczki. Dlatego chciał, żeby twój ojciec poznał prawdę. Nie powiedziałam mu o wampirach, ale o tej małej. A teraz wybacz ale twój mąż tu idzie. A nikt nie może mnie zobaczyć, prócz ciebie i twojego ojca. Żegnaj Bello. I już jej nie było.
-Bello. Kochanie gdzie jesteście?-Usłyszałam Edwarda.
-Tutaj. –Odpowiedziałam, jak gdyby stał przy mnie, wiadomo że mnie usłyszał.
-Witaj. –Objął mnie w talii i namiętnie pocałował. Wyczuł, że coś jest nie tak.-Kochanie co jest?
-No bo widzisz, była tutaj ta kobieta, która była u mojego ojca.
-Co?, nic wam nie jest?-Spojrzał na mnie, potem na wózek gdzie spała Renesmee.
-Nie, nic. Ale ona była od Volturi. To oni ją wysłali. Wiedzą o małej. Kazali powiedzieć mojemu ojcu, że urodziłam. Wszystko dlatego, że Aro miał kiedyś dziecko tak jak my. Tyle, że on nie mógł jej wychować i nie zdążył powiedzieć o niej swoim rodzicom. Nie rozumiem o co mu chodziło, ale przynajmniej wiemy po co Charlie chce do nas przyjechać.
- Kochanie, poradzimy sobie. Powiemy mu, że już na ślubie byłaś w ciąży. Przecież małą wygląda na góra miesiąc. Zawsze można powiedzieć, że jest przerośniętym noworodkiem. A teraz wracajmy do domu, robi się późno.- Szybko zebraliśmy wszystko, tym razem niosłam małą na rękach, a Edward niósł wózek i torby. Sprawnie zapakowaliśmy wszystko do samochodu i ruszyliśmy w stronę domu. Wracając zajechaliśmy do supermarketu, po pieluchy. Kiedy już jechaliśmy do domu na drodze spostrzegłam Charliego. Spanikowałam bałam się, że nas zatrzyma żeby pogadać. Ale on tylko nam pomachał. Na szczęście nie zauważył wózka w bagażniku, ani małej na tylnym siedzeniu. W końcu dojechaliśmy do domu. Dziś była kolej Rosalie i Alice na kąpanie i usypianie małej więc mieliśmy z Edwardem trochę wolnego czasu. Zdążyliśmy zajechać pod dom, a Alice wyciągnęła Renesmee z auta i pognała do domu.
-Ahh, te szalone ciocie. – Mruknął Edward pod nosem, a potem wybuchnął śmiechem. Dołączyłam do niego. Śmiejąc się wysiedliśmy z auta. Zaprowadziłam wózek do garażu, a zakupy do domu. Usiadłam na kanapie w salonie, gdzie siedzieli wszyscy prócz Rose i Alice.
- I jak było na łące?-Zapytała Esme.
-Cóż, bardzo miło. Tylko…ta kobieta z wizji Alice się tam zjawiła. –Opowiedziałam im całą historię. A potem poszłam na górę. Musiałam odpocząć. Dołączył do mnie Edward. Dziewczyny szybko się uwinęły, bo mała już spała. Położyłam się na łóżku, odwróciłam się do Edwarda plecami. Jednym zgrabnym ruchem przysunął mnie do siebie, objął mnie w talii i zaczął całować moje ucho.
-Skarbie co ty robisz?-Zapytałam chichocząc.
-Przecież dobrze wiesz. Od twojej przemiany minęły już kilka dni a ty wszystkich zadziwiasz, ani razu się nie kochaliśmy. Tęsknię za tobą Bello, pragnę cię.
-Ja ciebie też pragnę, ale co jeśli mała się obudzi ?
-Ah to cię trapi. Dobrze załatwię to poczekaj tu.
Z PUNKTU WIDZENIA EDWARDA:
-Alice.
-Tak?
-Czy zajęłybyście się z Rose małą dziś wieczór?
-Jasne, bawcie się dobrze.-posłała mi perskie oko.
-Dzięki.
Wszystko było zaplanowane. Musiałem teraz tylko poinformować Bellę o moich planach. Poszedłem do pokoju. Stała nad łóżeczkiem naszej córeczki i bujała ją delikatnie.
-Kochanie, mam dla ciebie niespodziankę. Chodź ze mną małą zajmą się dziewczyny.
-Ale dokąd.
-Dowiesz się.
Z PUNKTU WIDZENIA BELLI:
Wyskoczyliśmy przez okno. Wzięliśmy samochód. Jechaliśmy do Port Angeles. Edward zatrzymał się przed pięciogwiazdkowym hotelem. Wysiedliśmy, poszliśmy do recepcji. Edward odebrał kartę i pojechaliśmy na czwarte piętro. Pokój był przestronny, bardzo ładnie udekorowany. Ale moją uwagę przykuło duże brązowe łóżko. Edward zamknął za nami drzwi. Natychmiast znalazł się przy mnie, zaczął mnie całować, powoli rozpinać guziki na mojej bluzce. Wiedziałam, że zrobimy to dzisiaj. Zaczęłam czynić z jego ubraniami to co on z moimi. Po chwili byliśmy już nadzy. Edward całował mnie po całym ciele, reszty możecie się domyślić. To byłą jedna z najwspanialszych chwili w moim życiu. Nie potrafiłam porównać tego razu, do tego pierwszego, kiedy jeszcze byłam człowiekiem. Teraz seks z Edwardem był o wiele bardziej przyjemny. Dobrze, że nie musieliśmy spać bo ani ja, ani Edward nie mieliśmy ochoty przerywać. Kiedy w końcu spostrzegliśmy się, że już świta, zaczęliśmy zbierać części swojej garderoby. Doprowadziliśmy pokój do porządku i poszliśmy się wymeldować .W recepcji młoda kobieta była bardzo zdziwiona, że nas o tej porze widzi.
-Dzień dobry, w czym mogę państwu pomóc?
-Dzień dobry, chcielibyśmy się wymeldować.
-Oczywiście. Czy podobało się państwu w naszym hotelu?-zapytała uroczym głosem.
-Oh….tak, bardzo. –odpowiedziałam.
-Proszę, oto rachunek.-Edward wyjął z kieszenie portfel i zapłacił. Ruszyliśmy do auta. W drodze powrotnej przypominałam sobie, naszą pierwszą odkąd jestem wampirem wspólną prawdziwą noc. Nim się zorientowałam byliśmy już na podjeździe.
-Bella, Edward !- Wykrzyczała Alice od progu. – Cieszę się, że wróciliście, mała cały czas płacze i nie chce się uspokoić, pokazuje tylko, że chce do mamy i do mamy. Lepiej idź do niej Bello.
-Ohh. Dobrze to ja już pójdę. Poszłam na górę. Gdy weszłam do sypialni, ujrzałam Rosalie z małą na rękach, która próbuje uspokoić mojego diabełka.
-Rose, już jestem daj mi ją, a ty idź odpocznij.
-O, Bella już wróciliście. Jak było?- zapytała z uśmiechem na twarzy.- No nic opowiesz mi wieczorem, teraz masz ją bo zaraz znowu zacznie się drzeć w niebogłosy.
-No chodź do mnie kochanie. –Maleńka, u mnie w ramionach od razu się uspokoiła.
Jak to noworodek, zaraz zasnęła. Zniosłam ją na dół i ułożyłam w wózku. Usiadłam obok Edwarda i oparłam się o jego tors. Leżeliśmy na kanapie i oglądaliśmy telewizję.
-Bello.-zwróciła się do mnie Alice.
-Tak?
-Co ty na to, abyśmy we cztery wybrały się na taki babski wypad na dwa dni gdzieś za miasto?
-Hm, świetny pomysł, tylko nie wiem co z Renesmee.
-Chłopaki sobie poradzą. To zgadzasz się czy nie?
-No dobrze zgadzam się.
-Przepraszam was kochane ale ja odpadam, muszę zostać w domu. No przy okazji zostanę z wnuczką.- Dodała Esme.
-Witaj Bello.
-Skąd wiesz jak mam na imię, skąd wiesz gdzie mnie szukać, skąd wiesz gdzie mieszka mój ojciec, czego ty w ogóle ode mnie chcesz?
-Spokojnie. Dowiesz się w swoim czasie. A tak przy okazji Bello…masz prześliczną córeczkę.
-Czego chcesz?!
-Spokojnie, jestem wysłannikiem Volturi. Miałam za zadanie poinformować twojego ojca o tym, że urodziłaś dziecko. Tak, tak Aro wie o twojej córce.
-Ale czego on chce, po co mój ojciec miałby znać prawdę?
- Tego nie wiem, Aro nakazał ja muszę wykonać.
-Ale przecież Aro za ujawnienie tajemnicy zabija. O co mu chodzi?
-Nie chcę ci nic mówić, ale wiem, że Aro miał kiedyś dziecko. Tak tak jak ty i twój mąż. Nie powiedział o niej swoim rodzicom. To było bardzo dawno, kiedy Aro był około dwa lata po przemianie. Jego wybranka była człowiekiem tak jak ty. Aro nie spodziewał się, że może mieć dziecko z człowiekiem. Ona zmarła przy porodzie, mieli córkę. Ale Aro był za młody i nie potrafił opanować pragnienia. Żeby nie zabić swojej córki, zaniósł ją do domu swoich dawnych przyjaciół, którzy nie mogli mieć dzieci. Teraz Aro żałuje że jego rodzice nie poznali prawdy. Że nie poznali wnuczki. Dlatego chciał, żeby twój ojciec poznał prawdę. Nie powiedziałam mu o wampirach, ale o tej małej. A teraz wybacz ale twój mąż tu idzie. A nikt nie może mnie zobaczyć, prócz ciebie i twojego ojca. Żegnaj Bello. I już jej nie było.
-Bello. Kochanie gdzie jesteście?-Usłyszałam Edwarda.
-Tutaj. –Odpowiedziałam, jak gdyby stał przy mnie, wiadomo że mnie usłyszał.
-Witaj. –Objął mnie w talii i namiętnie pocałował. Wyczuł, że coś jest nie tak.-Kochanie co jest?
-No bo widzisz, była tutaj ta kobieta, która była u mojego ojca.
-Co?, nic wam nie jest?-Spojrzał na mnie, potem na wózek gdzie spała Renesmee.
-Nie, nic. Ale ona była od Volturi. To oni ją wysłali. Wiedzą o małej. Kazali powiedzieć mojemu ojcu, że urodziłam. Wszystko dlatego, że Aro miał kiedyś dziecko tak jak my. Tyle, że on nie mógł jej wychować i nie zdążył powiedzieć o niej swoim rodzicom. Nie rozumiem o co mu chodziło, ale przynajmniej wiemy po co Charlie chce do nas przyjechać.
- Kochanie, poradzimy sobie. Powiemy mu, że już na ślubie byłaś w ciąży. Przecież małą wygląda na góra miesiąc. Zawsze można powiedzieć, że jest przerośniętym noworodkiem. A teraz wracajmy do domu, robi się późno.- Szybko zebraliśmy wszystko, tym razem niosłam małą na rękach, a Edward niósł wózek i torby. Sprawnie zapakowaliśmy wszystko do samochodu i ruszyliśmy w stronę domu. Wracając zajechaliśmy do supermarketu, po pieluchy. Kiedy już jechaliśmy do domu na drodze spostrzegłam Charliego. Spanikowałam bałam się, że nas zatrzyma żeby pogadać. Ale on tylko nam pomachał. Na szczęście nie zauważył wózka w bagażniku, ani małej na tylnym siedzeniu. W końcu dojechaliśmy do domu. Dziś była kolej Rosalie i Alice na kąpanie i usypianie małej więc mieliśmy z Edwardem trochę wolnego czasu. Zdążyliśmy zajechać pod dom, a Alice wyciągnęła Renesmee z auta i pognała do domu.
-Ahh, te szalone ciocie. – Mruknął Edward pod nosem, a potem wybuchnął śmiechem. Dołączyłam do niego. Śmiejąc się wysiedliśmy z auta. Zaprowadziłam wózek do garażu, a zakupy do domu. Usiadłam na kanapie w salonie, gdzie siedzieli wszyscy prócz Rose i Alice.
- I jak było na łące?-Zapytała Esme.
-Cóż, bardzo miło. Tylko…ta kobieta z wizji Alice się tam zjawiła. –Opowiedziałam im całą historię. A potem poszłam na górę. Musiałam odpocząć. Dołączył do mnie Edward. Dziewczyny szybko się uwinęły, bo mała już spała. Położyłam się na łóżku, odwróciłam się do Edwarda plecami. Jednym zgrabnym ruchem przysunął mnie do siebie, objął mnie w talii i zaczął całować moje ucho.
-Skarbie co ty robisz?-Zapytałam chichocząc.
-Przecież dobrze wiesz. Od twojej przemiany minęły już kilka dni a ty wszystkich zadziwiasz, ani razu się nie kochaliśmy. Tęsknię za tobą Bello, pragnę cię.
-Ja ciebie też pragnę, ale co jeśli mała się obudzi ?
-Ah to cię trapi. Dobrze załatwię to poczekaj tu.
Z PUNKTU WIDZENIA EDWARDA:
-Alice.
-Tak?
-Czy zajęłybyście się z Rose małą dziś wieczór?
-Jasne, bawcie się dobrze.-posłała mi perskie oko.
-Dzięki.
Wszystko było zaplanowane. Musiałem teraz tylko poinformować Bellę o moich planach. Poszedłem do pokoju. Stała nad łóżeczkiem naszej córeczki i bujała ją delikatnie.
-Kochanie, mam dla ciebie niespodziankę. Chodź ze mną małą zajmą się dziewczyny.
-Ale dokąd.
-Dowiesz się.
Z PUNKTU WIDZENIA BELLI:
Wyskoczyliśmy przez okno. Wzięliśmy samochód. Jechaliśmy do Port Angeles. Edward zatrzymał się przed pięciogwiazdkowym hotelem. Wysiedliśmy, poszliśmy do recepcji. Edward odebrał kartę i pojechaliśmy na czwarte piętro. Pokój był przestronny, bardzo ładnie udekorowany. Ale moją uwagę przykuło duże brązowe łóżko. Edward zamknął za nami drzwi. Natychmiast znalazł się przy mnie, zaczął mnie całować, powoli rozpinać guziki na mojej bluzce. Wiedziałam, że zrobimy to dzisiaj. Zaczęłam czynić z jego ubraniami to co on z moimi. Po chwili byliśmy już nadzy. Edward całował mnie po całym ciele, reszty możecie się domyślić. To byłą jedna z najwspanialszych chwili w moim życiu. Nie potrafiłam porównać tego razu, do tego pierwszego, kiedy jeszcze byłam człowiekiem. Teraz seks z Edwardem był o wiele bardziej przyjemny. Dobrze, że nie musieliśmy spać bo ani ja, ani Edward nie mieliśmy ochoty przerywać. Kiedy w końcu spostrzegliśmy się, że już świta, zaczęliśmy zbierać części swojej garderoby. Doprowadziliśmy pokój do porządku i poszliśmy się wymeldować .W recepcji młoda kobieta była bardzo zdziwiona, że nas o tej porze widzi.
-Dzień dobry, w czym mogę państwu pomóc?
-Dzień dobry, chcielibyśmy się wymeldować.
-Oczywiście. Czy podobało się państwu w naszym hotelu?-zapytała uroczym głosem.
-Oh….tak, bardzo. –odpowiedziałam.
-Proszę, oto rachunek.-Edward wyjął z kieszenie portfel i zapłacił. Ruszyliśmy do auta. W drodze powrotnej przypominałam sobie, naszą pierwszą odkąd jestem wampirem wspólną prawdziwą noc. Nim się zorientowałam byliśmy już na podjeździe.
-Bella, Edward !- Wykrzyczała Alice od progu. – Cieszę się, że wróciliście, mała cały czas płacze i nie chce się uspokoić, pokazuje tylko, że chce do mamy i do mamy. Lepiej idź do niej Bello.
-Ohh. Dobrze to ja już pójdę. Poszłam na górę. Gdy weszłam do sypialni, ujrzałam Rosalie z małą na rękach, która próbuje uspokoić mojego diabełka.
-Rose, już jestem daj mi ją, a ty idź odpocznij.
-O, Bella już wróciliście. Jak było?- zapytała z uśmiechem na twarzy.- No nic opowiesz mi wieczorem, teraz masz ją bo zaraz znowu zacznie się drzeć w niebogłosy.
-No chodź do mnie kochanie. –Maleńka, u mnie w ramionach od razu się uspokoiła.
Jak to noworodek, zaraz zasnęła. Zniosłam ją na dół i ułożyłam w wózku. Usiadłam obok Edwarda i oparłam się o jego tors. Leżeliśmy na kanapie i oglądaliśmy telewizję.
-Bello.-zwróciła się do mnie Alice.
-Tak?
-Co ty na to, abyśmy we cztery wybrały się na taki babski wypad na dwa dni gdzieś za miasto?
-Hm, świetny pomysł, tylko nie wiem co z Renesmee.
-Chłopaki sobie poradzą. To zgadzasz się czy nie?
-No dobrze zgadzam się.
-Przepraszam was kochane ale ja odpadam, muszę zostać w domu. No przy okazji zostanę z wnuczką.- Dodała Esme.
-Dobrze, dobrze jak sobie chcesz.
-To kiedy?- Zapytałam
-Hmm, w przyszłym tygodniu.
-No to jesteśmy umówione.- Na powrót zajęliśmy się oglądaniem telewizji, gdy Alice wyszła z pokoju.
-Co z nią? –zapytałam Edwarda.
-Nie, wiem idź się zapytaj.
-Alice?
-T….tak, Bello?
-Co jest?
-No bo widzisz, przed wizytą Charliego, będziemy mieli jeszcze jednego gościa.
-Kogo?
-To Megan, ona….-zamilkła.
-Co ona?
-No bo ona kocha się w Edwardzie od jakichś czterdziestu lat. On jej milion razy mówił, żeby się odczepiła, bo on do niej nic nie czuje, ale nie ona swoje. No i właśnie zamierza złożyć mu wizytę.
-Kiedy?
-Dziś.
-Jak to dziś?
-Normlanie, ale mam pomysł. Ona nie wie nic o waszym ślubie, ani o twojej przemianie, o Renesmee już w ogóle. Możemy to wykorzystać.
-Myślimy chyba podobnie. –Obgadałyśmy swój plan szczegółowo. Dołączyła się do niego Rosalie, która także nie trawiła Megan. Potem wróciłyśmy do pokoju jak gdyby nigdy nic.
-Co wy tam tak obgadywałyście? – Edward spojrzał na mnie pytająco.
-A nic, nie ważne.
Dochodziła trzynasta. Wszyscy siedzieli na dole, część oglądała telewizję, a część rozmawiała w kuchni. Gdy nagle usłyszeliśmy, że jakiś samochód zjeżdża z szosy na leśną drogę. Megan była już niedaleko. Carlisle ruszył w kierunku drzwi, aby je otworzyć naszemu gościowi. Edward i reszta panów podążyła za nim. Ja, Rose, Alice i Esme zostałyśmy z małą w salonie. Ale Alice kazała mi iść i stanąć obok Edwarda, zanim ta przylepa się do niego przyczepi.
-Edward!, Oh ile to lat się nie widzieliśmy. A ty cały czas taki zabójczo przystojny. –Już miała rzucić mu się na szyję, ale wtedy wkroczyłam ja. Stanęłam przed nią, i przytuliłam Edwarda, tak żeby dac jej do zrozumienia, że on jest tylko mój.
-Witaj. Jestem Bella Cullen, miło mi cię poznać, kochanie nie przedstawisz nas sobie?- zwróciłam się do Edwarda, nie wiedział co ma robić, wtedy Alice pokazała mu nasz plan. Był tak samo zachwycony jak my.
-A tak, Megan poznaj proszę moją ŻONĘ Bellę Cullen, Bello kochanie to Megan.
-Yhm… miło mi cię poznać Bello.- wyjąkała, było widać, że się tego nie spodziewała. Z salonu dobiegł nas płacz Ness, która właśnie się przebudziła.
-O.. przepraszam was na chwilkę, kochanie zaproś naszego gościa do salonu. – Poszłam przodem, wzięłam córeczkę na ręce i zaczęłam ją kołysać. Reszta mojej rodziny weszła razem z naszym gościem. Zajęłam miejsce obok Edwarda.
-Kochanie, idź do taty. – Podałam mu naszą córkę. Megan była widocznie rozczarowana i zła.
-To kiedy?- Zapytałam
-Hmm, w przyszłym tygodniu.
-No to jesteśmy umówione.- Na powrót zajęliśmy się oglądaniem telewizji, gdy Alice wyszła z pokoju.
-Co z nią? –zapytałam Edwarda.
-Nie, wiem idź się zapytaj.
-Alice?
-T….tak, Bello?
-Co jest?
-No bo widzisz, przed wizytą Charliego, będziemy mieli jeszcze jednego gościa.
-Kogo?
-To Megan, ona….-zamilkła.
-Co ona?
-No bo ona kocha się w Edwardzie od jakichś czterdziestu lat. On jej milion razy mówił, żeby się odczepiła, bo on do niej nic nie czuje, ale nie ona swoje. No i właśnie zamierza złożyć mu wizytę.
-Kiedy?
-Dziś.
-Jak to dziś?
-Normlanie, ale mam pomysł. Ona nie wie nic o waszym ślubie, ani o twojej przemianie, o Renesmee już w ogóle. Możemy to wykorzystać.
-Myślimy chyba podobnie. –Obgadałyśmy swój plan szczegółowo. Dołączyła się do niego Rosalie, która także nie trawiła Megan. Potem wróciłyśmy do pokoju jak gdyby nigdy nic.
-Co wy tam tak obgadywałyście? – Edward spojrzał na mnie pytająco.
-A nic, nie ważne.
Dochodziła trzynasta. Wszyscy siedzieli na dole, część oglądała telewizję, a część rozmawiała w kuchni. Gdy nagle usłyszeliśmy, że jakiś samochód zjeżdża z szosy na leśną drogę. Megan była już niedaleko. Carlisle ruszył w kierunku drzwi, aby je otworzyć naszemu gościowi. Edward i reszta panów podążyła za nim. Ja, Rose, Alice i Esme zostałyśmy z małą w salonie. Ale Alice kazała mi iść i stanąć obok Edwarda, zanim ta przylepa się do niego przyczepi.
-Edward!, Oh ile to lat się nie widzieliśmy. A ty cały czas taki zabójczo przystojny. –Już miała rzucić mu się na szyję, ale wtedy wkroczyłam ja. Stanęłam przed nią, i przytuliłam Edwarda, tak żeby dac jej do zrozumienia, że on jest tylko mój.
-Witaj. Jestem Bella Cullen, miło mi cię poznać, kochanie nie przedstawisz nas sobie?- zwróciłam się do Edwarda, nie wiedział co ma robić, wtedy Alice pokazała mu nasz plan. Był tak samo zachwycony jak my.
-A tak, Megan poznaj proszę moją ŻONĘ Bellę Cullen, Bello kochanie to Megan.
-Yhm… miło mi cię poznać Bello.- wyjąkała, było widać, że się tego nie spodziewała. Z salonu dobiegł nas płacz Ness, która właśnie się przebudziła.
-O.. przepraszam was na chwilkę, kochanie zaproś naszego gościa do salonu. – Poszłam przodem, wzięłam córeczkę na ręce i zaczęłam ją kołysać. Reszta mojej rodziny weszła razem z naszym gościem. Zajęłam miejsce obok Edwarda.
-Kochanie, idź do taty. – Podałam mu naszą córkę. Megan była widocznie rozczarowana i zła.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz