niedziela, 6 stycznia 2013

Rozdział IX „Niespodzianka”



Sama nie wiem, jakim cudem udało mi się powstrzymać pragnienie i nie rzucić się na mojego ojca. Ale jestem z siebie dumna. Jestem wdzięczna mojej rodzinie za pomoc, bez nich na pewno nie dałabym rady. Renesmee cudownie się zachowywała, byłą cicha i grzeczna. Tak jak prosił ją Edward nie ujawniła na razie dziadkowi swojego daru. Całe szczęście, bo biedny Charlie nie wytrzymał by,  tylu rewelacji na raz. Co do naszej upojnej nocy, było cudownie, odkąd jestem wampirem jest to jedno z moich ulubionych zajęć. Koło czwartej nad ranem, wstałam z łóżka i poszłam do garderoby wybrać coś w co się ubiorę, bo moje ubrania jak za każdym razem, gdy się z Edwardem kochaliśmy lądowały albo za oknem, albo w strzępkach na podłodze. Wybrałam luźną, zwiewną opadającą na ramionach tunikę w kolorze brzoskwiniowym, czarne rurki i balerinki w tym samym kolorze co tunikę. Zajrzałam do Renesmee, jeszcze spała. Nie zauważyłam, że kiedy byłam w garderobie Edward ubrał się i zostawił dla mnie na łóżku kartkę:

Kochanie, noc była cudowna. Idę na polowanie, wrócę zanim wstanie Ness.”
Kocham cię Edward.


Schowałam karteczkę do nocnej szafki. Wychodząc nie musiałam zostawiać uchylonych drzwi, przecież jeśli moja córka się obudzi, albo Alice zobaczy ją w wizji, albo po prostu ją usłyszę. Na dole byli wszyscy prócz Carlisle’a i  Edwarda. Rose, Alice i Esme siedziały w kuchni i o czymś rozmawiały, a Carlisle był w pracy. No tak dziś poniedziałek.
-Witaj siostrzyczko!-To Emmet, o nie zaraz zacznie swoje obleśne żarciki na temat intymnego życia mojego i Edwarda.
-Yyy, cześć Emmet.
-I jak tam, coś cicho było.- Zaczął się śmiać jak głupie dziecko.
-Emmet, przestań! Co cię to obchodzi nie masz co robić czy jak?!-Denerwowało mnie to jego głupie zachowanie.
-Dobra, dobra sory.
-Idź lepiej pobiegaj za niedźwiedziami- Dodała Rose.
-Dzięki Rose.- Szepnęłam w jej kierunku.
-Nie ma za co, mnie też denerwuje już jego zachowanie.
-To jak kiedy jedziemy na ten babski wieczór?
-No właśnie, musimy pogadać i ustalić termin, bo Alice mówiła coś, że mają z Jasperem wyjechać na krótkie wakacje. My z Emmetem też chcielibyśmy się gdzieś wybrać.
-A no, dobra to umówimy się jak już wrócicie, mamy przecież sporo czasu.
-A wy nigdzie nie jedziecie?
-Nie, przynajmniej mi nic o tym nie wiadomo.
-Aha, rozumiem. O słyszę, że moja ulubiona bratanica się budzi, pozwól, że ja się nią zajmę.
-Dobra leć. – Edward miał być zanim mała się obudzi, ciekawe. Nim zdążyłam się odwrócić ktoś objął mnie w tali. Jasne, że był to Edward. Odwróciłam się do niego twarzą i pocałowałam go w usta.
-Zdążyłem.
-Jednak tak, myślałam, że nie zdążysz. To co jakie mamy plany na dziś?
-Alice i reszta rodziny ma dla ciebie niespodziankę, właściwie to dla ciebie, dla Ness i dla mnie.
-No nie, przecież ja nienawidzę niespodzianek. Wiedzą o tym dobrze. Ale skoro to jest dla nas to może nie będzie tak źle. To kiedy dowiemy się co to?
-Jak tylko Renesmee będzie już ubrana i nakarmiona. Zajmie się nią Rose, a my pójdziemy zobaczyć co to. –Porozmawialiśmy z Edwardem jeszcze przez jakieś 15 minut, kiedy w końcu wróciła Alice. Zeskoczyła z gracją baletnicy z wysokiej sosny rosnącej w ogrodzie, a potem jak gdyby nigdy nic podeszła do mnie i delikatnym gestem otworzyła przede mną swoją dłoń. Pośrodku jej bladej dłoni leżał mały złoty kluczyk, owinięty czerwoną kokardą.
-Wszystkiego najlepszego!-Wykrzyczała.
-Nie wiem czy nie zauważyłaś ale ja od trzech dni się nie starzeję.
-Co z tego i tak będziemy świętować.
-Alice-powiedziałam błagalnym tonem.
-Oj nie marudź tylko chodź za mną.- Pociągnęła mnie za rękę w kierunku lasu.
Szłyśmy może dwie minuty, kiedy Alice zatrzymała się i chciała zawiązać mi oczy chustką. Od razu zaczęłam się szarpać.
-Edward, dołącz do nas będzie spokojniejsza.-Powiedziała Alice. Czyżby Edward nas śledził?! Na pewno Alice się z nim umówiła.

Z PUNKTU WIDZENIA ALICE.
Wyszła za mną jak potulny baranek, aż się zdziwiłam. Byłyśmy jakieś 4-5 mil od domu. Pomyślałam, że to dobre miejsce na zawiązanie jej oczu, będzie mieć większą niespodziankę. Kiedy już przykładałam jej chustkę do oczu, zaczęła się cofać. Zobaczyłam w wizji, że będzie mega zdenerwowana, więc zawołałam Edwarda.
-Edward dołącz do nas będzie spokojniesza.

Z PUNKTU WIDZENIA BELLI.
Chwilę później Edward obejmował mnie w talii i szeptał mi do ucha:
-Spokojnie kochanie, będziesz zadowolona z tej niespodzianki. Wszyscy będziemy.-Jego aksamitny głos działał na mnie jak narkotyk. Wszystkie moje obawy minęły.
Szliśmy dalej.
W końcu doszliśmy, bo Alice rozluźniła swoje dłonie. Kiedy już całkiem je zabrała moim oczom ukazał się piękny duży dom. Właściwie to pałac.
-Witajcie w domu!-To znowu Alice krzyczała.
-I jak? Mówiłem.
-Miałeś rację, jest cudowny. Dziękuję.-Dom był cudowny, a dopiero stałam przed nim. Byłam bardzo ciekawa co będzie w środku.
-No to miłej zabawy.-I już jej nie było.
-Kochanie, chodźmy do środka.-Pociągnął mnie za ręce w stronę pięknych, dużych brązowych drzwi. Kiedy zatrzymaliśmy się  przed nimi, odsunął się od klamki i spojrzał na mnie.
-Proszę bardzo Pani Cullen. Panie przodem.
-Otworzyłam drzwi to co zobaczyłam był najpiękniejszym wyobrażeniem snu …….

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz