niedziela, 6 stycznia 2013

Rozdział II. „Nowe życie cz.II”



Moim oczom ukazały się latające w powietrzu drobinki kurzu, były tak wyraziste, że wyciągnęłam dłoń by ich dotknąć. Instynktownie usiadłam, rozejrzałam się po pokoju zobaczyłam uśmiechnięte twarze Alice, Esme, Carlisle, uśmiechniętego od ucha do ucha Emmeta, a tuż przed nimi stał Jasper widać było, że próbuje kontrolować moje emocje. Nie dostrzegłam Edwarda i natychmiast zaczęłam obracać głową na wszystkie boki, spojrzałam pytająco na Alice. Ta wskazała mi palcem drzwi wychodzące na balkon, stał w nich oparty o ścianę z moim ukochanym łobuzerskim uśmiechem. Wyciągnął ku mnie rękę a ja ostrożnie podałam mu swoją.
- Jesteś taka piękna, kocham cię- szeptał mi do ucha.
- Ja ciebie też. – powiedziałam i natychmiast przytuliłam go, nie zdałam sobie sprawy, jaka jestem silna i że sprawiam, Edwardowi ból.
-Ehm…. Bello , to boli.- wyjąkał tak jak by się dusił, natychmiast zwolniłam uścisk.
-Upss, przepraszam.
- Musisz pamiętać, że jesteś silniejsza niż kiedyś.- Mówiąc to uśmiechnął się do mnie i wpił się w moje usta. Pocałunek nie był taki jak zawsze, był inny. Edward się już nie hamował, a i ja nie byłam mu dłużna. Oboje zapomnieliśmy, że nie jesteśmy w pokoju sami.
- Emm, Edwardzie ?- do mojego męża zwrócił się Carlisle- myślę, że Bella powinna zapolować.
- A tak, przepraszam już ją zabieram. Chodźmy Bello.
- Zaraz ! – krzyknęła Alice i zniknęła nam z oczu. Wróciła do pokoju z jakąś ramą, przykrytą starym materiałem.
- Obiecałaś, że będę mogła być przy tobie ten pierwszy raz. – Szarpnęła za materiał, który spadł z ramy. Było to lustro, podeszłam do niego niepewna czego się spodziewać, odwagi dodał mi Edward, który cały czas trzymał mnie za rękę.
-Śmiało kochanie, jesteś piękna.- szeptał mi do ucha.
Śmiałym krokiem podeszłam do wielkiej złotej ramy, pochodziła chyba z XVI wieku. Moim oczom ukazała się piękna kobieta, to z pewnością nie byłam ja. Przeanalizowałam sobie siebie jako człowieka  i z pewnością to nie byłam ja. Owa istota miała piękne długie brązowe włosy, długie zgrabne nogi, cała była blada jak kość słoniowa, jej  figura była o tysiąc razy lepsza od figury jakiejś super modelki, a co najważniejsze to nie mogłam być ja bo ta piękność miała szkarłatne czerwone oczyska. Co prawda oczy jako oczy były piękne jak cała reszta, ale ten kolor.
-Te oczy.- wyjąkałam
- Tak, na początku mogą się wydawać straszne , ale to minie. – zapewniała mnie Alice.
- Jesteś najpiękniejsza na świecie, a teraz chodźmy zapolować kochanie.
- Ale ja nie wiem jak. – nie miałam bladego pojęcia jak się do tego zabrać.
-Pokaże ci.- Posłał mi jeden ze swoich uśmiechów.
-No dobrze, ale…..-urwałam.
-Ale co ?
- Renesmee, chcę ją zobaczyć. – Ruszyłam w kierunku drzwi. Nim się obejrzałam zostały zablokowane przez resztę rodziny, a na czele stał Edward.
-Kochanie, nie możesz, musisz się najpierw posilić, ona ma serce, w jej żyłach płynie krew, najpierw musisz nauczyć się kontrolować.
- Ale… No dobrze. – Tak bardzo pragnęłam ją zobaczyć, odnowić moje wspomnienia, ale  wiedziałam że dla bezpieczeństwa Renesmee muszę nauczyć się kontrolować.
- Ale jak zejdziemy ?, przecież Rose jest z małą na dole.- zapytałam
- Kochanie po co nam drzwi , wyskoczymy oknem .- Oczywiście i tu nie mogło zabraknąć łobuzerskiego uśmiechu.
- Oknem !!- czy on sobie ze mnie żartował ???
-Przecież ja nie umiem, połamię się, albo co gorsza zrobię krzywdę tobie.
- Bello, mi krzywdy nie zrobisz, a i sama się nie połamiesz. Popatrz jak ja to robię. – pocałował mnie czule w usta , a następnie podszedł do krawędzi otwartego ogromnego okna.  Międzyczasie spojrzałam na to w co jestem ubrana i od razu  tego pożałowałam.
-Alice !!- syknęłam, Edward od razu znalazł się przy mnie. – Alice coś ty na mnie nałożyła ?!
Miałam na sobie, krótką granatową sukienkę kawałek przed kolano. A na nogach także w tym kolorze wysokie chyba na 10 cm, szpilki. – Czyś ty zwariowała !!
- Bello, spokojnie, pamiętasz na co się decydowałaś wychodząc za mojego brata ?
Tak, tak na to, że będziesz poddawać się mojej stylizacji. – Niemal skakała z radości.
- O ile mi wiadomo, decydowałam się na wspólne życie, do końca mojego i Edwarda istnienia, a nie na to !- Mówiąc te ostatnie słowa wskazałam na swój ubiór.
- Oj Bello, nie przesadzaj. – Alice nie dawała za wygraną. Spojrzałam na nią wściekłym okiem, a potem obróciłam się w stronę mojego boga.
- Jestem prawie gotowa. –rzuciłam uśmiechając się do niego serdecznie.
- Prawie ?- był zakłopotany, nie wiedział co mam na myśli.
- Tak prawie- jednym zgrabnym ruchem zdjęłam szpilki z nóg i rzuciłam w stronę Alice.
- Teraz już na sto procent. Możemy iść. Ty przodem. – uśmiechnęłam się zachęcająco.
Edward pociągnął mnie za sobą do krawędzi okna, po czym puścił moją dłoń i dał wielkiego susa w gęsty las. Obserwując go zauważyłam rzeczy, których jako człowiek bym nie zauważyła. Zrobiłam dokładnie to co on. Wzięłam krótki rozbieg, odbiłam się od krawędzi okna i poleciałam w las. Wylądowałam spory kawałek za nim. Więc musiał mnie gonić, ale był szybki, więc nie sprawiało mu to trudności.
- To na co będziemy polować ?- zapytałam zaciekawiona.
- Ja na jakąś pumę a ty , może na początek na Daniele ?- posłał mi uśmiech.
- Ehm… Jeśli uważasz że są dla mnie odpowiednie. – Nie miałam pojęcia jak polować, a co dopiero stanąć  do siłowania się z pumą.
- Stań przede mną. Zamknij oczy, wsłuchaj się w to co nas otacza.- szeptał takim pięknym głosem.
Słyszałam, jakąś sowę,  która właśnie się obudziła, samochody jadące po szosie, mnóstwo ptaków, a nawet pozostałe krople po porannym deszczu, które opadały na ziemię. Ale po dokładniejszym wsłuchaniu się usłyszałam to, o co nam chodziło.
- Jakieś 3 kilometry stąd, na północ,  na łące, na wzgórzach. – spojrzałam na niego pytająco.
- Brawo, no to teraz zdaj się na instynkt i podążaj za zapachem . – Ruszył przodem.
Dogonienie Edwarda nie sprawiało mi trudności, biegliśmy jak równy z równym. Byliśmy coraz bliżej celu. Ale nagle mój nowy nos wyczuł jakąś inną woń, owa woń była o stokroć lepsza od tej za którą podążaliśmy. Mój instynkt podpowiedział mi, że mam się zatrzymać. Stanęłam jak wryta w jednej sekundzie puszczając  Edwarda przodem. Próbowałam zlokalizować tą woń, aby móc jej skosztować. Edward zorientował się że mnie za nim nie ma, słyszałam jak biegnie w moim kierunku.
Czułam krew, dużo krwi, kiedyś mdlałabym na samą myśl o tym a teraz pragnęłam tylko ją pić. Zerwałam się z miejsca i ruszyłam w jej kierunku. Zaczaiłam się mniej więcej pośrodku drzewa, na którym akurat siedziałam. Na dole zobaczyłam turystę, który chyba się zgubił, lub poluje bo widziałam, że ma broń. Na sąsiednim drzewie zobaczyłam pumę, która również polowała, ale na owego turystę. Musieli stoczyć już pojedynek bo puma miała zakrwawioną tylną łapę.  Kiedy kot chciał skoczyć, instynktownie to ja rzuciłam się na nią. Turysta odszedł od nas na jakieś trzysta metrów więc nie mógł mnie widzieć. Puma szarpała się ze mną, próbowała mnie ugryźć, podrapać ale jej wysiłki były na nic jednym dotknięciem położyłam ją na ziemi tak żeby nie mogła mi się wyrwać . Wzięłam lekki zamach i zatopiłam kły w jej żyłach. Puma wydała z siebie tylko głośny ryk i więcej się nie odezwała. Ptaki z okolicznych drzew odleciały wystraszone. Napita do syta odwróciłam się i zobaczyłam, że Edward stoi i patrzy na mnie z ostrożnością jak i ze zdumieniem.
- Bello ? – zapytał niepewnie .
- Tak kochanie ? – zapytałam z uśmiechem na twarzy.
- Nic ci nie jest ?
- Nie, a dlaczego pytasz ?- skinął głową na moją sukienkę. Dopiero teraz dostrzegłam, że jest ona cała poszarpana.
- Ohh, nie nic mi nie jest. Dobrze mi poszło nie licząc zniszczonej sukienki ? – zapytałam
-Ale jak ci się to udało ? – był zafascynowany .
- Zdałam się na instynkt tak jak kazałeś.- podeszłam do niego i dałam mu buziaka w policzek.
- Bello ja nie mówię o pumie, ja mówię o tym jak udało ci się powstrzymać i nie zaatakować tego turysty . – najwyraźniej był zaniepokojony a zarazem zdumiony.
-A to , nie wiem po prostu nie zawracałam sobie nim głowy,  przyciągnęła mnie tu woń krwi tej pumy. A nie krew tego człowieka .
- Skąd wiesz, że był ranny ?
-  No nie widziałeś, miał zabandażowaną rękę, a na bandażu była krew.
- Jesteś spostrzegawcza nie ma co. Ja wyczułem jego krew, ale nie widziałem co mu jest bałem się że ty… no wiesz.
- Nie … ja naprawdę nie miałam na niego ochoty.. – zabrzmiało to dziwnie..
- Kiedy tu przybiegłam , zobaczyłam go ale nie o to mi chodziło, potem zobaczyłam tą pumę no i wyczułam, że to ona krwawi i to ona mnie przyciągnęła.  No a potem to już wiesz.
- Bello , wiesz co to znaczy ?
- Nie , nie wiem co ?
- Ty się w pełni kontrolujesz, żaden nowonarodzony wampir nie opuściłby krwawiącego człowieka. A tobie się to udało.
- Naprawdę… Wow czy to znaczy, że będę mogła zobaczyć dziś Renesmee ?
- Tak, według mnie tak, jeśli przekonamy jeszcze Carlisle to na pewno.
- Ohh… tak się cieszę. – Rzuciłam mu się na szyję, nie zdałam sobie sprawy, że zaczął mnie całować.
- To co ścigamy się kto pierwszy do domu ? – zapytał mnie, zadowolony.
- Jasne.
Pędziłam ile sił w nogach, ale on i tak mnie dogonił. Wyprzedziłam go dopiero, gdy skakaliśmy przez strumyk. Stanęłam przed wejściem do domu.  Zaczekałam na niego. 
- Edwardzie, mogę cię o coś prosić ?
-Oczywiście o co chodzi ?
- W razie potrzeby przytrzymasz mnie ?
- Kochanie, nie będzie takiej potrzeby uwierz mi.
- No dobrze, obyś miał rację.
Weszliśmy do domu, zdążyłam tylko zobaczyć, że Rosalie znika z małą na górze.
- Rose !! – krzyknęłam. – Zatrzymała się u szczytu schodów i odwróciła się lekko zdenerwowana.

1 komentarz: