czwartek, 31 stycznia 2013

Rozdział XIV " Kłotnia, wyjazd, przemyślenia"

Zapraszam na najnowszy rozdział. Mam nadzieje, że wam się spodoba dodałam tutaj coś czego do tej pory nie wprowadziłam do żadnego z rozdziałów. Proszę każdego kto go przeczyta niech zostawi po sobie komentarz :D

Rozdział dedykuję "
-Izabella Bella Chróst
-Paulina Cielślak
Dzięki, że zawsze można na was liczyć :******
<3


A teraz zapraszam do czytania :D




RETROSPEKCJA
Moja córeczka została porwana przez jakąś Dorothy, Edward wyczytał z jej myśli to jak się nazywa. Ja nie wiem jak można być tak podłym, żeby porywać cudze dzieci. Czy tak trudno jest znaleźć normalną pracę ?! W każdym razie ja mojej córki nie pozwolę od tak porywać. Kiedy tak kłóciłam się z porywaczką, w końcu dobiegł do nas Edward. Stanął u mego boku, lecz nic nie powiedział. Chciał dowiedzieć się od Renesmee czy wszystko z nią w porządku.
-Wszystko jest w porządku, nic jej nie jest, ale bardzo za tobą tęskni.
-Ohh, ja za tobą też kochanie.
-Dobra mam plan jak ją zabrać z łap porywaczki. – No, no mój mąż szybko myśli. Za to go kocham. – Pamiętasz jak uczyłaś się panować nad tarczą ?
-Tak pamiętam. Ale co to ma do rzeczy?
-Nessi pokaże jej dżunglę, którą pokazywała nam Zafrina. Kobieta będzie bezsilna.
-A wtedy ja zabiorę Renesmee z jej rąk tak?
- Otóż to. –Był to plan genialny. W końcu dostałam znak. Ruszyłam w ich kierunku………
KONIEC RETROSPEKCJII.

Szybko zabrałam moje dziecko z objęć tej całej Dorothy. Jak tylko mała zniknęła, kobieta ocknęła się z transu.
-Co, co, co to do cholery było ?! Gdzie się podział ten mały bachor?-darła się jak jakiś oszołom. Nie wytrzymałam, podałam Renesmee Edwardowi a sama podeszłam to naszego więźnia.
-Chyba cię ostrzegałam żebyś nie ubliżała mojej córce?!-Wrzasnęłam.
-Oj, nie stresuj się tak, kobieto bo ci się make up rozmaże.
-Ostrzegałam. –Podeszłam do niej, wzięłam zamach i uderzyłam ją prosto w twarz. Zapomniałam jednak, że moja moc jest znacznie silniejsza niż myślałam. Giętkie ciało odbiło się od mojej dłoni i poleciało na drugą stronę polany. Zatrzymało je dopiero drzewo, które stało akurat na jej drodze. Uderzyła się o pień i upadła. Leżała tam tak bezbronna, ale mnie to nie obchodziło wróciłam do męża i zabrałam z jego rąk Nessi. Mała od razu pokazała mi, że trochę ja zdenerwowałam swoją złością.
-Kochanie nie będę się przejmować tą kobietą, ostrzegałam ją, aby ci nie ubliżała. A ona mnie nie posłuchała więc ma za swoje.
Skarbie, poczekaj tu z tą kreaturą, a ja pójdę do domu i zostawię małą z Rose. A kiedy wrócę zajmiemy się nią. A na razie może przywiążmy ją do drzewa? – Spojrzałam na męża z miną zawodowej morderczyni.  Poparzył na mnie i chyba był zły.
-Bello, przestań ciągle mówić o zabiciu jej. Nie możemy tego zrobić. To, że Volturi nie będą się mieszali nie znaczy, że od razu wszystko nam wolno.
-Ale ona porwała naszą córkę ?! Czy to do ciebie w ogóle nie dotarło?!- Byłam zła, w sumie to za mało powiedziane. Byłam wściekła.!!!Mam tego dosyć, nie mam ochoty się z nim kłócić. Razem z córką na rękach ruszyłam w kierunku lasu, na odchodne krzyknęłam tylko do Edwarda:
-ZRÓB SOBIE Z NIĄ CO CHCESZ JA MAM DOŚĆ !!!- I już nas nie było……….
Z PUNKTU WIDZENIA EDWARDA
Co się z nią dzieje ?! Przed porwaniem małej sama siebie broniła, żeby nie zamordować jakiegoś człowieka. A teraz co?! Chce zabić tą kobietę, rozumiem, że jest wściekła ale bez przesady. Nie mogłem jej na to pozwolić bo potem nie wybaczyłaby sobie tego, że zabiła człowieka. Moje rozmyślania przerwała Alice, która biegła w naszym kierunku.
-Czego ty tu chcesz ?!-Krzyknąłem w stronę lasu.
-A ty do kogo gadasz ??Zwariowałeś gadasz z lasem. Wariaci sami wariaci.-No tak Dorothy nie słyszała kroków mojej siostry a ja owszem. Nie zdążyłem jej odpowiedzieć bo zza drzewa wyłoniła się Alice.
-Wtrącam się po to, że nie pozwolę abyście razem z Bellą byli pokłóceni chociaż przez jeden dzień. Zrozumiano?! Masz iść i się z nią pogodzić.-Alice obeszła mnie, a potem podeszła do porywaczki i przyjrzała się jej dokładnie.
-Więc to ty porwałaś moją bratanicę, jak śmiałaś?! Nie dziwię się, że Bella chce cię zabić, ja też mam taką ochotę.
-Alice, uspokój się!-Krzyknąłem.
-A ty co ją tak bronisz?!-Odkrzyknęła się.
-Wcale jej nie bronię!
-Nie wcale. –Alice odwróciła się i pobiegła w stronę domu. Kurde czy wszystkie kobiety obrażają się za nic ???
-Rozmyślania przerwała mi Dorothy, która mi się przyglądała.
-Ona na ciebie nie zasługuje- zaczęła.
-Słucham?!-oburzyłem się.
-No ta co zabrała tą małą, nie zasługuje na ciebie. –Bezczelna!!!
-Daj sobie na wstrzymanie dobrze.
 -Ja bym cię uszczęśliwiła bardziej.
-Nie interesuje mnie co ty sobie tam urajasz w swojej głowie, ale ja nigdy rozumiesz nigdy nie zostawię rodziny.
-Hahahahah, każdy facet tak mówi. Pffff
-Zamknij się i nie zarywaj do mojego brata, bo oberwiesz. Widzę, że Bella już ci oczko podbiła. –Roześmiałam się.
-Rosalie a ty co tu robisz?!- Po co ona tutaj!!!
-Przyszłam cię zmienić.
-Zmienić w czym?
-W pilnowaniu tej podłej baby. Mam tu poczekać na Emmeta, Alice i Jaspera, a potem zabierzemy ją do Włoch, do Volturich. Oni zrobią z nią porządek. A ty masz iść i pogodzić się z Bellą i radzę ci to zrobić szybko.
-Przecież wiesz co oni zrobią.
-Trudno mogła myśleć wcześniej.
-Jejkuuu, dobrze, że jej nie znam. Bierz ją. Ja idę do Belli. I ruszyłem w kierunku domu…………..
Z PUNKTU WIDZENIA BELLI.

Renesmee zasnęła, a ja nie mogłam zapomnieć o tym jak Edward bronił tej porywaczki. Bardzo mnie tym zranił. Musiałam pobyć sama wyjęłam walizkę i zaczęłam pakować swoje i córki rzeczy . Dobrze, że auto zostawiliśmy przy szosie, mogłam zabrać wszystkie torby i małą za jednym zamachem. Zabrałam małą, torby i kierowałam się w stronę auta. List, który napisałam do Edwarda położyłam na stole w salonie. Dotarcie do samochodu zajęło mi ledwie 3 minuty. Położyłam córeczkę wygodnie w foteliku, po czym zapakowałam wszystkie bagaże do bagażnika i zajęłam miejsce kierowcy. Zapaliłam silnik i ruszyłam. Wiedziałam, że nie mogę podjąć jeszcze decyzji gdzie się zatrzymam bo wtedy Alice to zobaczy a zaraz potem dowie się Edward, a ja właśnie przed nim teraz uciekałam. Musze sobie to wszystko przemyśleć w samotności. Postanowiłam napisać do Alice sms’a:

„Alice, posłuchaj mnie. Mam do ciebie prośbę, wiesz już pewnie, że wyjechałam z małą. Ale zrozum muszę sobie to przemyśleć, poukładać. Proszę cię jeśli zobaczysz w wizji gdzie się zatrzymamy nie mów nic Edwardowi. Chce być teraz sama…. Mam nadzieję, że zrobisz to o co cię proszę… „
Bella.


Miałam nadzieję, że mnie posłucha. W innym razie będę na nią zła do końca życia, czyli bardzo długo. Chwilę później otrzymałam odpowiedź.


„Bello, kochana na pewno tak chcesz to rozwiązać? No dobrze dam ci te kilka dni. Nie powiem nic bratu, a żeby on nie wyczytał tego z moich myśli wyjadę i zabiorę Jaspera że niby na weekend tak jak ostatnio. Mam nadzieje, że nie będziesz długo tam gdzie będziesz. Wracaj jak najszybciej. Nie zapominaj, że mała będzie tęsknić za ojcem. Pisz co się u ciebie dzieje. „
Alice.

Kochana, jak dobrze, że można na niej polegać. Postanowiłam pojechać do małego miasteczka za Seattle.
  Jeździłam tam z rodzicami kiedy jeszcze byłam mała a oni byli razem. Mamy tam domek nad jeziorem, o którym Edward nic nie wie. Dobrze, że byłam tam ostatnio jak miałam 3 lata, nadal spałam wtedy w łóżeczku dla małych dzieci, nie będę się martwiła o spanie dla Renesmee. Przynajmniej jeden kłopot z głowy. Zajechałam na miejsce raptem po dwóch godzinach, mała nadal spała więc zabrałam ją do domku i położyłam w łóżeczku, aby mogła dalej śnić. Sama wzięłam się za rozpakowywanie  naszych rzeczy…….

Z PUNKTU WIDZENIA EDWARDA.


Wbiegłem do domu z hukiem, ale było tu za cicho.

-Bella?- odezwałem się. Ale nie otrzymałem odpowiedzi. Szybko obszedłem cały dom, nei było tu nikogo. W  salonie na stole zobaczyłem kartkę. Czuć było na niej perfumy mojej żony. Wziąłem kawałek papieru do ręki i zacząłem czytać. Po pierwszych trzech linijkach zrozumiałem jak skrzywdziłem ją swoją postawą świętego obrońcy ludzi. Byłem na siebie wściekły, ale to dopiero początek listu czytałem więc od początku i starannie starając się zrozumieć co czuła moja ukochana pisząc go……
„ Edwardzie
Jest mi ciężko pisać ten list, zdałam sobie sprawę, że jest to tak naprawdę nasza pierwsza poważna kłótnia. Nawet gdy próbowałam skłonić cię do mojej przemiany nasze kłótnie nie były poważne, ale ta jest jak najbardziej poważna. Pewnie nie zdajesz sobie sprawy jak mnie dziś zraniłeś. Zachowałeś się dziś tak jak być wcale nie kochał, ani mnie ani naszej córki. Wyglądało to tak jakbyś się nie przejął tym, że ktoś ją porwał. Zraniłeś mnie bardziej niż wtedy gdy mnie zostawiłeś i wyjechałeś z rodziną. Pamiętasz to jeszcze ? Do tej pory tamte miesiące były dla mnie najgorsze w życiu, lecz po dzisiejszym dniu, właśnie ten dzień stał się najgorszym. Muszę wszystko sobie przemyśleć, sama na spokojnie. Dlatego zabieram Renesmee ze sobą i wyjeżdżam na jakiś czas , proszę cię nie dręcz Alice, żeby powiedziała ci gdzie jesteśmy, bo będę zmuszona zmieniać nasze miejsce pobytu codziennie. Kiedy sobie wszystko ułożę, wrócę, przecież mała na pewno się stęskni i za tobą i za resztą rodziny.
Kocham cię
Bella”……




niedziela, 27 stycznia 2013

ogłoszenia parafilane :D

Hejka.
Dawno nie pisałam, ale to dlatego, że przyjaciółka która była i nadal jest mi bliska, mnie olała. Sprawiając mi przy tym ogromną przykrość.
Dziś byłam na koncercie Honey (Honoraty Skarbek) w Blue City. Było super, w końcu się odważyłam i kiedy Honey poprosiła kogoś na scenę aby zaśpiewał refren do piosenki no one, zgłosiłam się. Nie jestem zadowolona ze swojego wykonu, bo wiem, że stac mnie na więcej. No ale skoro pierwszy raz gapiło się na mnie tylu ludzi to miałam prawo miec tremę no nie ? :)
A teraz co z nowym rozdziałem. No to tak mam go na kartce, jutro rano wstaję i przepisuję na kompa, a potem wrzucam na bloga :D
Mam nadzieję, że będziecie go czytać.
A no i jutro podam wam informacje  tym konkursie za 1000 wejść. Nagroda może nie będzie do końca związana ze zmierzchem ale też coś takiego dorzucę. :)
Tak więc całuski i do jutra :******

~KriStew

niedziela, 20 stycznia 2013

Dziekuje, dziekuje, dziekuje :**

Boże, kochani nie przypuszczałam, że kiedykolwiek mój blog w ciągu 2 tygodni zyska aż 1009 wejść !!
Nawet nie wiecie jak się ciesze, cudownie jest widzieć, że wchodzicie, że czytacie no i że się wam podoba. Jeszcze raz wam bardzo, bardzo bardzo ale to bardzo wam dziękuję :***
I oczywiście tak jak obiecałam, już wkrótce pojawi się notka dotycząca konkursu :)
Czekam na 6 lajkow pod ostatnim rozdziałem i biorę się za pisanie nowego. Powiem wam, że nowy powinien pojawić się koło przyszłej soboty, niestety tak  późno, bo mam w tym tygodniu 3 sprawdziany, wypracowanie z krzyżaków !! No tak, tak wypadałaby ich w końcu przeczytać :P

Chcę was zaprosić na moją kochaną stronkę na facebooku, gdzie razem z ~Bellą,~~Esme, oraz innymi adminami robimy różne, quizy, zabawy, no i oczywiście konkursy :D

Buziaki, trzymajcie się cieplutko :***

~KriStew

sobota, 19 stycznia 2013

Rozdział XIII " Zabiję tego kto to zrobił" !!!!

Kochani, najnowszy rozdział przed wami. Przepraszam, że tak późno, ale nie miałam internetu w tygodniu. Ale jest i mam nadzieje, że się spodoba.

Specjalna dedykacja dla moich wariatów :
-Karolina Sz.
-Paulina Sz,
-Kamila O.
Oraz dla mamusi czyli ~Belli z Cała Saga Zmierzch Kocham was :*****


RETROSPEKCJA:
Aro wezwał mnie do siebie, tylko po to, żeby mi podziękować. Nigdy bym się nie domyśliła, ba nawet nie pomyślałabym, że dziewczyna, którą uratowałam przed zasztyletowaniem okaże się córką przywódcy Volturi. Ale dlaczego nie miała na nazwisko Volturi, tylko Volt ? Może jej matka wiedziała, że Aro to wampir i nie chciała, aby Vanessa go poznała? Trudno to już nie moja sprawa, ważne, że od wczorajszego dnia moja rodzina jest bezpieczna. A przynajmniej, nie będą zagrażali nam Volturi. Nasze życie miało być teraz spokojne, niczym nie zagrożone, aż do tego federalnego telefonu mojego ojca, gdy byliśmy na lotnisku……..
-Halo ? Tato.
-Bella!!! Przepraszam, nie wiem jak to się stało. Ja nie, nie. Odnajdziemy ją. Zrobię wszystko. Wybacz mi, zostawiłem ja w aucie tylko na chwilę, musiałem iść zapłacić za tankowanie. To była minuta.
-Tato, o czym ty mówisz?!-O co mu chodzi ?
-RENESMEE!!!, ktoś ją porwał.!-Mój ojciec był zdruzgotany. Cały w nerwach. A ja nie wiem jak to możliwe zdołałam wydusić z siebie tylko cichy krzyk:
-Renesmee!, moje dziecko!-Carlisle zabrał mi telefon by uspokoić mojego ojca. A ja stałam jak słup. Nic do mnie nie dochodziło. A potem moje oczy zamgliły się, zachwiałam się i upadłam.
KONIEC RETROSPEKCJI.
Z PUNKTU WIDZENIA EDWARDA.
-Jak to możliwe, że Bella zemdlała?-zapytałem Carlisle’a.
-Ona jest jeszcze młodym wampirem, minęły dopiero 2 miesiące odkąd nastąpiła przemiana. W jej organizmie są jeszcze ludzkie komórki. Najwidoczniej to spowodowało omdlenie. Spokojnie poleży i wróci do siebie.
-A co z Renesmee? Musimy jej szukać, jesteśmy wampirami do cholery!, mamy większe możliwości niż ludzie. !
-Spokojnie, jak tylko Bella się ocknie, pojedziecie do Charliego, uspokoicie go, on się o wszystko obwinia. Wszystko wam opowie, co do każdej sekundy, odkąd tylko się obudził. Znajdziemy, ją.
-Mam nadzieję, nie dopuszczam do siebie myśli, że moglibyśmy ją stracić, co Bella by czuła. Znowu by cierpiała, tak jak wtedy.-Na te wspomnienia aż się wzdrygnąłem.

Z PUNKTU WIDZENIA BELLI:

Słyszałam o czym rozmawia Edward z Carlisle’m.  Otworzyłam oczy, mój mąż stał nade mną i patrzył na moje nieruchome ciało. Na jego twarzy widziałam ból, strach i poczucie winy. Jak zawsze obwiniał się za porwanie naszej córki. Ale ja wiedziałam, że to nie nasza wina, ani nie mojego ojca, nie! To wina jakiegoś, kretyna, który targnął się na śmierć. Przyrzekłam sobie, że jak tylko znajdę tego drania to go zabiję. Moja świadomość i władza nad ciałem wróciły. Zerwałam się na równe nogi i wybiegłam z pokoju, zanim Edward zdążył zapytać mnie jak się czuję i czy już się czuję dobrze. Pobiegłam do naszego domku, aby się przebrać i potem wrócić pod dom moich teściów, a następnie wsiąść w pierwszy lepszy samochód. Akurat trafiło na volvo Edwarda. Wsiadłam, trzasnęłam drzwiczkami i zapaliłam silnik. Samochód warknął. Nacisnęłam na pedał najmocniej jak potrafiłam i z piskiem opon wypadłam z garażu. Zatrzymałam się przed samymi drzwiami do domu na podjeździe, usłyszałam jak mój mąż bierze kurtkę i idzie w moim kierunku. Wiedział, że wybieram się do Charliego. ……………...................................................................

Pod domem mojego ojca był już wóz z policji, widać, że się martwi i zadręcza. Ale mógł poczekać na nas, z tym wezwaniem policji. Weszliśmy do domu, bez pukania. Charlie siedział na kanapie, obok niego Sue, która go pocieszała, a nad nimi stał przyjaciel taty z policji niejaki Edvin Clark. Ojciec składał właśnie zeznania. Weszliśmy do pokoju, wyglądałam jak tysiąc jeden nieszczęść, widziałam to po minie mojego ojca. Pierwszy odezwał się Edward.
-Witam, panie Clark. Czy już coś wiadomo? Co tam się dokładnie wydarzyło. ?-Zapytał.
-Witam, na razie nic nie wiemy. Pana teść właśnie zeznawał. Myślę, że będzie lepiej jeśli najpierw opowie to wszystko wam.
Charlie, przyjedź na komendę jak będziesz w stanie zeznawać. Do widzenia.-Wyszedł.
A ja od razu rzuciłam się na fotel, by móc wysłuchać co mój ojciec ma nam do powiedzenia.
-Tato, co tam się do cholery stało ?!
-Bella, ja tylko wyszedłem na chwilę zapłacić za paliwo. Przepraszam to moja wina.
-Nie tato, spokojnie to nie twoja wina, niczyja poza tym skur****.
-Charlie opowiedz nam wszystko po kolei, od samego rana.-Dodał Edward.
-Dobrze. No to rano małą zajmowała się Sue, bo ja byłem w pracy. Koło 13.00 wróciłem do domu. Sue gotowała obiad a mała spała. Około 17.00 wsiedliśmy w samochód  i pojechaliśmy odwieść Sue do domu. Wracając zajechałem na stację BP. Mała spała w foteliku, więc nie chciałem jej budzić, biorąc jej ze sobą  do środka. Zamknąłem drzwiczki tylko aby zamknąć, na zamek nie blokowałem. To było zaledwie 100 metrów. Kiedy wróciłem małej już nie było. !! Rozumiesz to nie było jej tam.-zaczął płakać.
-Tato ,spokojnie. Uspokajałam go, choć pewnie gdybym mogła sama bym się rozpłakała.
-Charlie, czy tamtego dnia zauważyłeś, że ktoś was śledzi? –zapytał mój mąż.
-Nie, nikogo nie widziałem. Chociaż…..
-Chociaż co ?!-zapytał,
-Jedną kobietę, spotkałem w środę w parku, gdy byłem z małą na spacerze, a tamtego dnia rano przy ulicy w którą się skręca, aby do nas dojechać.
-Jak wyglądała ta kobieta ?!
-No, jak przeciętna kobieta. Wysoka, brązowe włosy, szczupła. Z tego co zauważyłem miała na sobie  granatowy płaszcz. Była taka dziwna, rozglądała się we wszystkich kierunkach. Oh..Dlaczego ja się nie domyśliłem. Dlaczego !!!!
-Tato spokojnie, tu przecież ja powinnam się najbardziej denerwować to w końcu moja córka.  Moja mała bezbronna  córeczka. Zabije tą wstrętną babę. –Wstałam z fotela i chciałam wyjść, ale powstrzymał mnie Edward. W tamtej chwili byłam na niego za to zła.
-Bello, nie możesz teraz wyjść. Musimy poczekać aż Sue wróci, nie zostawimy go przecież w takim stanie samego. –no tak Sue poszła do apteki po coś na uspokojenie. Oby szybko wróciła, chciałam jak najszybciej stamtąd wybiec i zacząć  szukać tropu. Dzięki bogu, chwile potem w drzwiach pojawiła się Sue. Pożegnałam się z tatą, wzięłam Edwarda za rękę i wyszłam szybkim krokiem z domu.
-Mogę poprowadzić ?-Zapytałam .
-Nie wiem kochanie, jesteś za bardzo zdenerwowana. Jeszcze rozbijesz mi samochód.
-oj nie żartuj sobie.
-Dobrze, możesz. Łap. –Rzucił we mnie kluczykami. Złapałam je od razu. Ruszyliśmy. Zatrzymała samochód dopiero przy stacji benzynowej. Tam ta idiotka porwała moją córkę, więc tam powinnam złapać trop. Edward załapał o co mi chodzi, ale ktoś musiał udawać, że tankuje. Ja zostałam w aucie, ale otworzyłam okno, ja szukałam woni, mojej córeczki, tylko tak mogłam ja odnaleźć, a Edward tankował samochód. Szukałam i szukałam, aż nagle……. Złapałam tą woń, cudowną, słodką woń mojego aniołka. Edward wracał właśnie ze sklepu. Wsiadł do auta, ledwo zamknal drzwiczki a ja ruszyłam pędem………

Z PUNKTU WIDZENIA ALICE:
Widziałam jak Bella złapała trop, jednak martwiło mnie to, że nie widzę mojej bratanicy w wizjach, czy ona… Nie, nie mogła, jest w końcu poł wampirem. A może.. Może ten ktoś uprowadził ją do La Push, przecież Belli też nie widziałam, gdy tam chodziła. Muszę im to powiedzieć. Złapałam za komórkę i wybrałam numer do Belli.
-Halo, Bella, słuchaj mam ważną wskazówkę.
-Alice, ja nie mam czasu na wskazówki. Mów co masz.
-Sprawdźcie w rezerwacie, nie widzę jej w wizjach, ona musi być w La Push.
-Że co ?!, Zabiję tego kundla. !!!
-Bello, to nie Jacob. Ten ktoś po prostu ją tam zabrał, może tylko przejazdem. Ale sprawdźcie to.
-Dobra i tak trop nas prowadził jak na razie w tamta stronę. Ok, Alice jak będziesz mieć coś nowego to dzwoń.
Muszę się skupić. Muszę ją zobaczyć. ……..

Z PUNKTU WIDZENIA BELLI:
Jechaliśmy do rezerwatu. W samochodzie panowała głucha cisza. Gdy przerwał ją telefon, od Jacoba.
-Halo, cześć Bells, słuchaj mam sprawę, co wy robicie w rezerwacie ?
-co, jak to, przecież ja z Edwardem dopiero co do was jedziemy. Jeszcze nie przekroczyliśmy granicy.
-Jak to nie, przecież wyraźnie czuję Ness. –popatrzyłam na Edwarda, wiedział, co zaraz zrobię. Zatrzymałam auto na poboczu i wyskoczyłam. Zaczęłam biec najszybciej jak potrafiłam. Jacob wiedział, że zaraz będę w rezerwacie, więc nic mi nie groziło. Jedyną zagrożoną osobą, była tamta kobieta. Edward zaparkował gdzieś na poboczu i ruszył pędem za mną. Kiedy tak biegliśmy, coś mi się przypomniało. Zatrzymałam się.
-Wiem!- krzyknęłam.
-Co?. Co wiesz.
-Wiem, kto porwał Renesmee.
-Jak, to skąd ty to możesz wiedzieć.
-Pamiętasz, ten artykuł w gazecie ? O porwaniach dzieci w Seattle?
-Artykuł, pamiętam. Ale myślisz, że to ta sama osoba ?
-Tak, jestem tego pewna, na stacji nie wyczułam żadnego wampira poza małą. To jest człowiek, na pewno, w sumie nawet lepiej latwiej będzie go zabić.
-Bello co ty  mówisz. Nie możemy zabić człowieka.
-Ten człowiek porwał mi córkę, mógł pomyśleć wcześniej. Teraz to jego strata.
-Opanuj się….. Biegnijmy dalej. – Biegliśmy, aż w końcu  słyszałam bicie serduszka mojego aniołka. Przyspieszyłam kroku. Byłam tak rozpędzona, że nie zauważyłam krzaków. Przebiegłam przez sam ich środek, a kiedy się z nich wydostałam zobaczyłam moją córkę na rękach u tej baby.
-Co  ty sobie wyobrażasz ?!-wykrzyczałam. –oddaj mi dziecko! W tej chwili. Bo zrobię ci krzywdę. – Kobieta odwróciła się. Była zaskoczona i przerażona w jednym. Nie mogła się domyślić co zrobiła źle, że ktoś ją odnalazł. Dla mnie ważne było tylko aby odzyskać córkę.
-Oddaj mi dziecko. Już!!!!-Krzyknęłam raz jeszcze, tym razem echo odbiło się głęboko w las. Jacob na pewno mnie usłyszał.
-Na pewno, możesz sobie pomarzyć paniusiu, nie po to obserwowałam was przez miesiąc aby teraz to wszystko zawalić. Nie znajdziesz mnie w życiu.
-Nie denerwuj mnie!
-A co zadzwonisz na policję ? Hahaha, zanim ona tu przyedzie ja już dawno stąd ucieknę. –Wtedy dobiegł tu Edward. Słyszał nasza kłótnie. Ale gdy przybiegł stanął obok mnie i nic nie powiedział. Domyśliłam się, że komunikuje się z Ness. Co jej pokazał ?
-kochanie, Renesmee, spokojnie mama już tu jest. Nic ci nie będzie. Słuchaj tatusia. –Mała popatrzyła na mnie, w oczkach miała łzy. Tęskniła za mną. Rozpłakała się, pszochała a w pewnym momencie zrobiła coś czego się nie spodziewałam.
-Mama ! –wykrzyczała jedocześnie dalej szlochając. Jej pierwsze słowo, moja córka powiedziała swoje pierwsze słowo. To taka cudowna chwila , szkoda, że w takich warunkach. Jednak dalej nie mogłam patrzeć jak moja córka płacze i wyrywa się z objęć nieznajomej. Wyrwałam się z miejsca, ruszyłam w ich kierunku……………

piątek, 18 stycznia 2013

Nowy rozdział i podziękowanie :**

Kochani !!!
Na początku chcę was powiadomić, że jutro na pewno skończę nowy rozdział i jutro się pojawi, jak nie będę mogła wejść na kompie to przeniosę sobie na pendrive i wrzucę z tableta. Więc wyczekujcie :D

Druga sprawa jaką do was mam to podziękowanie, dla was. Kochani bardzo, ale to bardzo chcę wam podziękować, że wchodzicie, czytacie i komentujecie. Jest was już tyle, że spodziewam się do poniedziałku 900 wejść. Mam ogromną nadzieję, że w przyszłym tygodniu będzie was aż okrągły 1000 a kiedy wejdę na bloga i zobaczę na liczniku 1000 wejść. Zorganizuję dla was konkurs :D
Nagrody myślę, że będą fajne :D

No to tyle na dziś buziaki i papap :*****

~KriStew

środa, 9 stycznia 2013

Uwaga nowy rozdział informacja.

To tak po pierwsze chciałam wam bardzo, ale to bardzo podziękować, że aż tyle osób weszło na mojego bloga mianowicie od daty założenia czyli 6.01.13 weszło na niego aż 580 osób !!!!
Przy ostatnim najnowszym rozdziale jest aż 8 waszych komentarzy !!!!!
Bardzo się cieszę i ustanawiam zasadę 6 komentarzy :)
Wiecie na czym to polega, kiedy dodam nowy rozdział zacznę pisać nowy dopiero gdy będzie 6 komentarzy. 
Mam nadzieję, że będzie ich o wiele więcej. : D
To tyle na dzisiaj.
Buziaki i do następnego postu :********


~KriStew

wtorek, 8 stycznia 2013

Rozdział XII. „Jeśli zginiemy wiedz, że jesteś moją nagrodą za całe życie…



Przed wami mój najnowszy rozdział. Przepraszam, żę tak długo czekaliście, ale już jest i mam nadzieję, że się wam spodoba. Rozdział dedykuję wszystkim fanom, oraz mojej kochanej  Kamci :***z klasy.(Smerfusi :D)

Samolot wylądował, a my poszliśmy odebrać swoje bagaże. Im bliżej volturi byliśmy, tym bardziej się denerwowałam. Uspokajałam się myślą, że Aro chce po prostu na własne szkarłatne oczy zobaczyć mnie jako wampira. Tak jak poprzednim razem, gdy tu byliśmy Alice ukradła auto. Dorwała jakiegoś czarnego mercedesa. Trochę przypominał mi samochód Carlisle’a. Zatrzymaliśmy się w hotelu jakieś 100 km od twierdzy volturich. Woleliśmy nie być za blisko nich. Każda para miała swój pokój. To dobrze, nie chciałam, aby reszta rodziny widziała jak się denerwuję. Gdy odebraliśmy kartę do pokoju, od razu ruszyliśmy w kierunku windy. Zajechaliśmy tutaj wieczorem i bardzo dobrze bo było już ciemno. Inaczej ludzie zobaczyli by nas jako kule dyskotekowe. W pokoju od razu poszłam pod prysznic. Nic tak nie uspokaja jak gorąca  woda, która spływa po lodowatym ciele. Stałam pod prysznicem dobre pół godziny, a kiedy wyszłam od razu czułam się lepiej. Nerwy minęły. Podczas mojej nieobecności Edward rozpakował nasze walizki.
-Skarbie, wyszłaś już. Nie zauważyłem.
-Tak, woda była cudowna. Widzę, że już nas rozpakowałeś.
-A tak. Alice powiedziała, że ustalili razem z resztą, że pojedziemy do voltierry wszyscy razem. Jutro jedenastej. Tak więc mamy trochę czasu. –Usiadłam na kanapie, a mój mąż do mnie dołączył. Przez całą noc siedzieliśmy i oglądaliśmy telewizję, zastanawiałam się, co teraz robi Charlie i Renesmee…..

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
OCZAMI CHARLIEGO:
Moja wnusia obudziła się po dziewiątej. Porannymi czynnościami zajęła się Sue. Jak dobrze, że miałem ją przy sobie. Nessi bardzo ją lubiła z wzajemnością. Po śniadaniu postanowiliśmy wybrać się na spacer, po mieście.
-Sue, idę wyprowadzić wózek z garażu. –Krzyknąłem gdy wychodziłem, a ona na górze ubierała małą.
-Dobrze, my zaraz też już zejdziemy.-Jak na Forks, dziś była przepiękna pogoda. Świeciło słońce i było 25 stopni. Właśnie zamykałem garaż gdy zadzwonił mój telefon.
To Bella.
-Halo. –powiedziałem do słuchawki.
-Hej, tato. Chciałam się zapytać co u was, jak mała?
-U nas bardzo dobrze, właśnie idziemy na spacer. Renesmee bardzo dobrze, całą noc grzecznie spała. A jak u was?
-U nas, też dobrze. Za dwie godziny mamy spotkanie. A na razie siedzimy i rozmawiamy.
-Ah to dobrze. No córeczko kończę, bo Sue z małą właśnie wychodzą z domu. To na razie. Pa.
-Pa tato, ucałuj ją ode mnie.-Rozłączyłem się. Sue właśnie posadziła szkraba w wózku. Szliśmy w kierunku centrum. Mijaliśmy właśnie sklep Newtonów, gdy usłyszeliśmy znajomy głos.
-Hej Charlie!-To Mike Newton.
-Witaj Mike, co u rodziców?
-Bardzo dobrze, dziękuję. A co u ciebie, jak tam Bella i Edward? Co to za piękne panie ?
-Ah tak, Mike poznaj proszę, to Sue moja partnerka, a to moja wnuczka Renesmee.
-Wnuczka ?
-Tak. Bella i Edward ją adoptowali, Edward jest jej wujkiem. To córka jego kuzyna.
-Ahh. No dawno się z nią nie widziałem, jak widać dużo się pozmieniało. Ale na pewno to nie jest ich biologiczna córka? Jest do niej taka podobna, te oczy, ta twarz.
-Tak na pewno. Uwierz mi wiedziałbym o tym.
-No faktycznie, to do zobaczenia. Pozdrów Bellę i Edwarda.
-Jasne pozdrowię, dzięki. –Szliśmy dalej. Po godzinie Ness całkiem zasnęła, więc postanowiliśmy wrócić do domu…….

OCZAMI BELLI:
Nadeszła jedenasta a wraz z nią, coraz większe obawy. Wsiedliśmy do auta i pojechaliśmy na być może nasze ostatnie spotkanie. Gdy samochód zatrzymał się, na pewno gdybym mogła zemdlałabym. Szliśmy za sługami Ara, prosto do głównej komnaty. Kiedy straże zatrzymały się przed głównym wejściem spanikowałam i przytuliłam się do mojego męża najmocniej jak tylko potrafiłam.
-Edward?
-Tak, kochanie?
-Jeśli zginiemy, wiedz, że jesteś moją nagrodą za całe życie.
-Bello co ty wygadujesz?! Nic nam się nie stanie. A jeśli już musisz wiedzieć to ty jesteś moją nagrodą.
-WEJŚĆ!-usłyszeliśmy donośny głos Ara.
Całą rodziną, równym krokiem podążyliśmy w kierunku, szkarłatnych oczu.
-Witaj, Aro!-zaczął Carlisle.
-Carlisle, przyjacielu. Witam cię. Jak miło znów cię widzieć. Mimo, że zaprosiliśmy tylko Bellę, cieszymy się, że jesteście wszyscy.
-Cieszę się, że nie masz nic przeciwko.
-Chciałabym wiedzieć, po co mnie wezwałeś.-Nie wytrzymałam tego napięcia. Aro wstał.
-Droga Bello, czy pamiętasz pewną sytuację zaistniałą podczas twojej wizyty na zakupach w Seattle?
-Tak, pamiętam, ale co to ma do tego?
-Otóż, uratowałaś wtedy pewną dziewczynę, pamiętasz ?
-Tak, Vanessę Volt. Ale czego ty od niej chcesz?-co to miało znaczyć?!
-Vanesso!-wykrzyczał Aro-Dołącz do nas kochana.-Do wielkiej Sali weszła ta sama Vanessa, którą wtedy spotkałam w Seattle. Ale co ona tu robiła ?! Ruszyłam w jej kierunku.
-Vanessa, co ty tu robisz? Czego oni od ciebie chcą?- Dziewczyna spokojnym krokiem podeszła do mnie i przytuliła mnie.
-Witaj, Bello. Chcę ci jeszcze raz podziękować, za tamtą pomoc, gdyby nie ty, to nie wiem co by się ze mną teraz działo.
-Aro czego od niej  chcesz?!-wykrzyczałam.
-Spokojnie kochanie. To nic takiego o czym myślisz. –uspokoił mnie mój mąż.
-Jak to ? O co tu chodzi? Edward?-Za chwilę ponownie odezwał się Aro.
-Bello zaprosiłem cię tu ponieważ chciałem ci z całego serca podziękować.
-Mi ! Podziękować! Za co ?
-Za uratowanie mojej córki.
-CÓRKI !!!!
Jak to córki, podobno wampiry nie mogą mieć, dzieci.
-Skarbie, Arowi przytrafiła się taka sama przygoda jak nam. Miał kiedyś słabość do pewnej śmiertelniczki. A ona miała do niego. Stało się dokładnie to samo co i stało się z tobą. Tamta kobieta zaszła w ciążę. Jednak przy porodzie zmarła. A Aro nie mógł sobie wybaczyć, tego, że to przez niego umarła, gdyby nie uległ jej pokusom, ona nadal by żyła. Pewnie po pewnym czasie zamienił by ją w wampira, aby móc żyć z nią do końca świata.
-To prawda?- zapytałam.
-Tak, droga, Bello. To wszystko to prawda.-zapewnił Aro.
-Tak jak twoja córka jestem pół człowiekiem, pół wampirem, a właściwie to byłam.
-Jak to byłaś ?
-Dwa tygodnie temu, moje serce zaczęło mnie strasznie piec, więc chciałam pojechać do lekarza, ale wtedy przyjechali po mnie słudzy ojca. Powiedzieli mi o nim i o tym kim jestem. Okazało się, że zamieniam się w prawdziwego wampira. I tak oto znalazłam się tutaj. Gdybyś mi wtedy nie pomogła nie wiedziałabym, że mam ojca. Prawdopodobnie moje ciało leżałoby tam i gniło.
-Nie mogę w to uwierzyć. Ale tylko po to wezwałeś mnie do siebie?
-Nie, nie tylko. Jestem ci tak wdzięczny, że pozwalam ci zażądać od nas dwóch rzeczy. Jakich tylko sobie życzysz. Dobrze się zastanów, zanim podejmiesz decyzję.
-Bello, chodźmy przemyślisz to w hotelu, na spokojnie.-powiedziała Alice.
-NIE!-krzyknęłam. Już wiedziałam czego sobie zażądam.-Wiem czego chcę.
-Śmiało, mów.
-Chcę mieć prawo do wyjawienia mojej rodzinie, kim jesteśmy. Chcę im powiedzieć, że moja córka jest moją biologiczną córką, że jestem wampirem. Chcę mieć gwarancję, że gdy im powiem nie zostaną wampirami, lub po prostu zabici.!!!!
-Widzę, że dobrze się zastanowiłaś. To pierwsza prośba a druga?
-Chcę abyście nigdy, ale to nigdy nie wtrącali się w życie moje moich bliskich, mojego męża ,mojej córki oraz całej tu obecnej rodziny. Chcemy żyć w spokoju. My nigdy nie łamiemy waszych praw. Więc chcemy mieć z wami jak najmniej kontaktu. Jeśli któreś z nas będzie miało ochotę, samo napisze lub przyjedzie do was z wizytą. To są moje warunki. I mam nadzieję, że tak jak mi obiecałeś dotrzymasz słowa.
-Bello, Volturi nigdy nie łamią słowa. Twoje prośby zostaną spełnione, idźcie wracajcie do rodziny, do córki. Powiedźcie wszystko rodzinie. Nic im z naszej stron nie grozi. Jeszcze raz dziękuję ci Bello. Dzięki tobie moje długie życie nie będzie już nudne i szare. – Kiedy tylko wsiedliśmy do auta i ruszyliśmy w kierunku hotelu, by zabrać swoje rzeczy i jak najszybciej wracać do Forks, Edward namiętnie mnie pocałował.
-Kochanie, wybrałaś te warunki idealnie, sam bym lepiej nie postąpił.
-No właśnie. Jesteś moją ulubioną siostrą, bez urazy Alice-powiedział Emmet.
-Nie gniewam się, w końcu Bella to moja najlepsza przyjaciółka, no i siostra. Ahh jak cudownie jest mieć taką rodzinę. –Powiedziała i szturchnęła Rose w ramię.


Zebranie wszystkich rzeczy nie trwało długo. Po dwóch godzinach byliśmy już na lotnisku. Rosalie i Carlisle poszli załatwić bilety, a my z resztą rodziny czekaliśmy na nich z walizkami, śmiejąc się i rozmawiając. Przerwał mi telefon.
To Charlie.
-Halo, tato? Coś się stało?-W tym samym momencie twarz Alice zesztywniała i zrobiła się jeszcze bledsza niż zwykle. Obydwoje jak by chórem wykrzyczeli:
-RENESMEE!!!!!


--------------------------------------------------------------------------
I jak ???
Proszę o komentarze i wasze opinie. :D

~KriStew


poniedziałek, 7 stycznia 2013

NOWY ROZDZIAŁ KOMUNIKAT!

Przepraszam po raz kolejny, ale dziś rozdziału nie będzie.
Skończyłam lekcje o godzinie 14.50 a potem szłam do koleżanki robić prezentację. :P
Tyle nam to zajęło, że wyszłam od niej o godzinie 20.00.
Przepraszam was za to bardzo, ale w zadośćuczynienie postaram się napisać i dodać nowy a może nawet dwa nowe do czwartku. Co prawda w środę mam kartkówkę, ale myślę, że się wyrobię. :D
Tak więc jeszcze raz was przepraszam :*********

PS.Muszę sobie pobrać bloggera na telefon, to będę do was pisać ze szkoły. :D
Bo na razie mogę tylko zaglądać i patrzeć na rozdziały i komentarze :P
~KriStew

niedziela, 6 stycznia 2013

Rozdział XI "Wyjazd"



Odkąd otrzymałam list z Włoch minęło już pięć dni. Trochę się u nas pozmieniało. Alice i Jasper wyjechali na weekend na jakąś wyspę. Rosalie i Emmet postanowili też wyjechać na weekned, tylko, że znacznie bliżej. Są gdzieś w górach za Seattle, bo mój szwagier domagał się gór, więc Rose dla świętego spokoju się zgodziła. Carlisle i Esme mają teraz cały dom dla siebie, bo ja, Edward i Renesmee mieszkamy już na stałe w naszym domku. Codziennie ich odwiedzamy, a właściwie to odwiedzamy Esme, bo mój teść musiał chodzić na dyżury do szpitala. Nasza córeczka zmieniła się znacząco. Pięć dni temu wyglądała na 8 miesięczne dziecko, a dziś wygląda już jak by miała rok i dwa miesiące, co najmniej. Już sama siada, nuci pod noskiem jakąś melodię, którą sama pewnie wymyśliła. Raczkuje po całym domu, wszędzie jej pełno. Codziennie rano wita mnie jej piękny uśmiech, któremu towarzyszą piękne dwa rumieńce na jej policzkach. Jej piękne rudo-brązowe loczki sięgają już do jej łopatek. Robiła się coraz piękniejsza. Ja i Edward codziennie cieszyliśmy się sobą. Co noc rozkoszowaliśmy się sobą nawzajem. Co do zmian, nawet wybaczyłam Jacobowi, że wpoił sobie Ness, w końcu to nie jego wina, że jest jednym z wilkołaków, które mają takie głupie wilcze coś. Uzgodniliśmy z Edwardem, że Jacob będzie mógł widywać Nessie, na razie tylko dwa razy w tygodniu. Tak zadecydowaliśmy, ponieważ potrzebujemy trochę czasu na przedyskutowanie co z Volturi. Nie wiedziałam o co chodzi, czego Aro ode mnie chciał. Przecież ja ani nikogo nie zabiłam, ani nic nikomu nie mówiłam o wampirach. Co ja zrobiłam? Pozostawało mi tylko pojechać do Włoch i się tego dowiedzieć, ale tu był problem. Edward nie zgadzał się na to abym pojechała sama, a ja nie chciałam zostawiać małej bez rodzica. Miałby oczywiście opiekę w postaci Rose, Alice i reszty rodziny, ale on upierał się przy swoim.
-Skarbie, ale Aro na pewno chce tylko dowiedzieć się, czy to prawda, że jestem już wampirem. Nic innego na mnie nie może mieć.-Próbowałam go przekonać.
-Jasne, już ja za dobrze znam Ara. Nie pojedziesz tam sama i koniec tej rozmowy.-Byliśmy u nas w domku sami, więc przyszedł mi do głowy pomysł przekupstwa.
-Kochanie…..
-Tak?
-Wiesz na co mam teraz ochotę?-zapytałam uwodzicielskim głosem.
-Nie, nie wiem uświadom mnie.-Mówiąc to, popatrzył na mnie a na jego twarzy zawitał złowieszczy uśmieszek. Podeszłam do niego i musnęłam jego wargi. Potem zaczęłam rozpinać jego koszulę. Edward od razu zrozumiał co mam na myśli i zaczął zdejmować ze mnie ubrania. Już po chwili nasze ubrania leżały na podłodze a my nadzy na łóżku. Edward namiętnie całował każdy kawałek mojego ciała. Ja za to pieściłam jego włosy i co chwila całowałam w usta. Czułam się jak w niebie, Edward był taki namiętny. Uwielbiałam się z nim kochać, czułam się wtedy spełniona.
**********************************************************************************

Kiedy w naszym pokoju pojawiły się pierwsze promienie słońca zerwałam się z łóżka i udałam się do garderoby. Matko ona była większa niż pokój mojej córki. Alice musiała przywieźć te wszystkie ubrania chyba ciężarówką. Było ich tyle. No cóż przyszła pora na kolejne grzebanie po szafach. Chciałam znaleźć jakieś rurki i zwiewną koszulkę, ale jak w tej twierdzy je znaleźć ?! Wtedy przypomniał mi się sposób Edwarda. Poszłam za węchem, jak to powiedział mój mąż każdy materiał pachnie inaczej. Udało mi się. Kiedy już się ubrałam, uczesałam i pomalowałam poszłam zobaczyć czy Renesmee się obudziła. Przeczucie mnie nie myliło, ba Ness nawet nie było w łóżeczku. Edward zdążył ją już ubrać. Znalazłam ich w kuchni. Edward karmił naszą córeczkę. Był to taki słodki widok.
-Kochanie, jak nakarmisz małą to pójdziemy do Esme, dobrze?-powiedziałam.
-Jasne, nasz mały potworek już kończy śniadanko i się zbieramy.
-Dobrze to ja pójdę posłać łóżko.-Wyszłam z kuchni. Kiedy wróciłam mój mąż czekał z córeczką na rękach, gotowy do drogi.
-A jedziemy autem, czy biegniemy ?
-Świeci słońce więc możemy pobiec, tylko może weźmy to nosidełko dla małej bo będzie jej wygodniej, no i mi zresztą też.-dodał.
-Dobrze, to poczekajcie a ja po nie pójdę.-trzy sekundy później byłam z powrotem. Edward założył na ramiona nosidełko, a właściwie to raczej chustę. Dostaliśmy ją od Esme, żebyśmy nie musieli małej nosić ciągle na rękach. Kiedy maluszek był już w ramionach taty, pobiegliśmy w las. Jakieś pięć minut później byliśmy już pod domem Cullenów.  Mój wzrok przykuł czerwony kabriolet Rose. Wrócili. Weszliśmy do domu, a tam od progu przywitała nas cała rodzina. Oczywiście Renesmee została porwana przez Rosalie. Ja miałam teraz ważniejsze rzeczy do zrobienia. Musiałam przekonać Edwarda, że mogę pojechać do Włoch sama. Moim sojusznikiem miała być Esme. Była akurat sama w kuchni, więc skorzystałam z okazji.
-Esme?-zapytałam wchodząc.
-Tak, Bello?
-Mam do ciebie prośbę.
-Mów.
-No bo widzisz, Edward uparł się, że nie pojadę do Włoch sama, a ja nie chcę zostawiać małej bez żadnego rodzica. Nawet na te 2 dni. Ale on uparł się, że pojedzie ze mną. Więc mam do ciebie prośbę, czy mogłabyś przekonać go, że mogę jechać sama?-Nie wiedziałam czy się zgodzi.
-Oh. Bello, w tej sprawie uważam, że Edward ma rację, nie powinnaś jechać tam sama.
-Esme, ty też.
-Kochanie, każdy z nas jest takiego samego zdania, nawet twoja córka. Mało tego uważam, że wszyscy powinniśmy tam z tobą pojechać, tak dla bezpieczeństwa.
-A co z Renesmee przecież jej tam nie wezmę.
-Spokojnie, małą zająłby się na przykład Jacob.
-O nie, co to to nie. Moja córka nie będzie w domu pełnym wilkołaków, które przez byle co się wściekają. I mogą jej zrobić krzywdę.
-Bello, Esme chodźcie tutaj.-To Carlisle zawołał nas do salonu. Na naradę rodzinną.
-A więc, postanowiliśmy z Edwardem, że pojedziemy do Włoch wszyscy.-Powiedział spokojnym tonem.
-Ale zaraz jak to wszyscy? A co z Renesmee, ona tam nie pojedzie.- Wybuchłam.
-Nie, kochanie spokojnie.- Edward zaczął mnie uspokajać.- Małą zajmie się dziadek.
-Jak to dziadek, przecież Carlisle jedzie z nami.
-Ale nie zapominaj, że ona ma dwóch dziadków.-Dodał z uśmiechem na twarzy.
-Charlie?!-z wrażenia usiadłam na kanapie.
-Kochanie, spokojnie, jeśli tylko poprosimy małą, żeby nie pokazywała mu swoich wspomnień tylko, żeby zachowywała się normlanie, na pewno Charlie nie będzie nic podejrzewał. Zresztą sama mu obiecałaś, że niedługo będzie mógł jej popilnować przez kilka dni.
-Ale….
-Nie ma żadnego ale. Dzwoń do niego i się umów, bo zaraz ja to zrobię. –Pocałował mnie w usta i poszedł do naszej córeczki na górę. A ja wyszłam na taras i wyjęłam komórkę ze spodni. Wybrałam numer do taty i czekałam na sygnał.
-Halo-odezwał się Charlie.
-Cześć tato, tu Bella.
-O Bella, córeczko co tam u was słychać?
-W porządku. Tato mam do ciebie małą prośbę.
-Wal śmiało.
-Widzisz, pamiętasz jak prosiłeś mnie, żebyś mógł zająć się wnuczką przez kilka dni?-zapytałam.
-Tak, pamiętam.
-No bo nadarzyła się ku temu okazja. Musimy polecieć całą rodziną do Włoch na jakieś dwa, trzy dni, ale nie chcemy ciągać małej samolotami. Więc czy mógłbyś jej popilnować przez ten czas, gdy nas nie będzie?
-Ależ, oczywiście. W końcu to moja ukochana wnusia. To kiedy ją przywieziecie?
-Jutro po południu. Dziękuję tato.
-Nie ma sprawy, będę czekał. Do zobaczenia.- Po zakończonej rozmowie przekazałam wszystko reszcie rodziny. Edward wyjaśnił wszystko małej, o dziwo zrozumiała. Koło 17.00 zebraliśmy się i wróciliśmy do naszego domku. Edward poszedł wykapać Nessi, a ja wyjęłam torbę i naszykowałam jej rzeczy do spakowania. Niby trzy dni, ale musiała mieć wszystkiego po cztery. Cztery pary rajstopek, cztery pary bluzeczek, dwie sukieneczki, cztery pary spodenek, do tego jeszcze skarpetki. Potem zapakowałam paczkę pampersów, oliwkę i takie łazienkowe rzeczy. Noc minęła szybko. Głównie na pakowaniu mnie i Edwarda. Rano ja zajęłam się naszą córką, a Edward zapakował do auta wózek i torby. Kiedy byliśmy gotowi, podjechaliśmy pod dom Cullenów. Oni także byli gotowi. Zajechaliśmy do Charliego, zostawić małą.
-Witajcie dzieci. Gdzie jest moja ukochana wnusia.
-W samochodzie, już ją wyjmuję. –powiedziałam.- Kochanie, może wypakuj jej rzeczy.
-Już się robi.-Edward wyjął z bagażnika wózek, oraz torby. A mój ojciec się zdziwił gdy zobaczył trzy duże torby należące tylko do małej.
-Zrozumiesz jak zostaniecie sami. –dodałam widząc jego wyraz twarzy. Nagle z domu wyszła Sue. Matka Setha i Leii.
-Witajcie.
-O cześć Sue.
-Widzicie bo my jesteśmy razem, już od jakiegoś czasu.-wytłumaczył mój ojciec.
-Naprawdę. Gratuluję. –dodałam.
-Widzisz kochanie, a ty się bałaś, że Charlie sam sobie nie poradzi. Teraz będzie miał kobiecą pomoc.
-Kamień z serca. Sue jestem twoją dłużniczką. –powiedziałam z uśmiechem na twarzy.
-Eeej. Wątpicie we mnie?
-Nie tato, nie. Ale my musimy już lecieć bo się spóźnimy na samolot.
-Jasne, jedźcie.-Pożegnaliśmy się ze wszystkimi i ruszyliśmy na lotnisko…..

Odprawa poszła bardzo szybko. Nim się obejrzeliśmy siedzieliśmy już w samolocie.  Zamyślona, położyłam głowę na ramieniu Edwarda.
-Martwisz się?-zapytał.
-Trochę, ale nie tak bardzo, bo mam ciebie obok.-powiedziałam.
-Nie bój się, nic nam nie zrobią. Nie pozwolę cię skrzywdzić.-Kończąc ostatnie słowa namiętnie mnie pocałował. Wkrótce usłyszeliśmy sygnał od pilota:
-Proszę państwa, prosimy o zapięcie pasów. Lądujemy we Włoszech.-Moje ciało przeszły ciarki, jesteśmy coraz bliżej spotkania z Volturi…………