Zapraszam na najnowszy rozdział. Mam nadzieje, że wam się spodoba dodałam tutaj coś czego do tej pory nie wprowadziłam do żadnego z rozdziałów. Proszę każdego kto go przeczyta niech zostawi po sobie komentarz :D
Rozdział dedykuję "
-Izabella Bella Chróst
-Paulina Cielślak
Dzięki, że zawsze można na was liczyć :******
<3
A teraz zapraszam do czytania :D
RETROSPEKCJA
Rozdział dedykuję "
-Izabella Bella Chróst
-Paulina Cielślak
Dzięki, że zawsze można na was liczyć :******
<3
A teraz zapraszam do czytania :D
RETROSPEKCJA
Moja córeczka została porwana przez jakąś Dorothy, Edward
wyczytał z jej myśli to jak się nazywa. Ja nie wiem jak można być tak podłym,
żeby porywać cudze dzieci. Czy tak trudno jest znaleźć normalną pracę ?! W
każdym razie ja mojej córki nie pozwolę od tak porywać. Kiedy tak kłóciłam się
z porywaczką, w końcu dobiegł do nas Edward. Stanął u mego boku, lecz nic nie
powiedział. Chciał dowiedzieć się od Renesmee czy wszystko z nią w porządku.
-Wszystko jest w porządku, nic jej nie jest, ale bardzo za tobą tęskni.
-Ohh, ja za tobą też kochanie.
-Dobra mam plan jak ją zabrać z łap porywaczki. – No, no mój mąż szybko myśli. Za to go kocham. – Pamiętasz jak uczyłaś się panować nad tarczą ?
-Tak pamiętam. Ale co to ma do rzeczy?
-Nessi pokaże jej dżunglę, którą pokazywała nam Zafrina. Kobieta będzie bezsilna.
-A wtedy ja zabiorę Renesmee z jej rąk tak?
- Otóż to. –Był to plan genialny. W końcu dostałam znak. Ruszyłam w ich kierunku………
KONIEC RETROSPEKCJII.
Szybko zabrałam moje dziecko z objęć tej całej Dorothy. Jak tylko mała zniknęła, kobieta ocknęła się z transu.
-Co, co, co to do cholery było ?! Gdzie się podział ten mały bachor?-darła się jak jakiś oszołom. Nie wytrzymałam, podałam Renesmee Edwardowi a sama podeszłam to naszego więźnia.
-Chyba cię ostrzegałam żebyś nie ubliżała mojej córce?!-Wrzasnęłam.
-Oj, nie stresuj się tak, kobieto bo ci się make up rozmaże.
-Ostrzegałam. –Podeszłam do niej, wzięłam zamach i uderzyłam ją prosto w twarz. Zapomniałam jednak, że moja moc jest znacznie silniejsza niż myślałam. Giętkie ciało odbiło się od mojej dłoni i poleciało na drugą stronę polany. Zatrzymało je dopiero drzewo, które stało akurat na jej drodze. Uderzyła się o pień i upadła. Leżała tam tak bezbronna, ale mnie to nie obchodziło wróciłam do męża i zabrałam z jego rąk Nessi. Mała od razu pokazała mi, że trochę ja zdenerwowałam swoją złością.
-Kochanie nie będę się przejmować tą kobietą, ostrzegałam ją, aby ci nie ubliżała. A ona mnie nie posłuchała więc ma za swoje.
Skarbie, poczekaj tu z tą kreaturą, a ja pójdę do domu i zostawię małą z Rose. A kiedy wrócę zajmiemy się nią. A na razie może przywiążmy ją do drzewa? – Spojrzałam na męża z miną zawodowej morderczyni. Poparzył na mnie i chyba był zły.
-Bello, przestań ciągle mówić o zabiciu jej. Nie możemy tego zrobić. To, że Volturi nie będą się mieszali nie znaczy, że od razu wszystko nam wolno.
-Ale ona porwała naszą córkę ?! Czy to do ciebie w ogóle nie dotarło?!- Byłam zła, w sumie to za mało powiedziane. Byłam wściekła.!!!Mam tego dosyć, nie mam ochoty się z nim kłócić. Razem z córką na rękach ruszyłam w kierunku lasu, na odchodne krzyknęłam tylko do Edwarda:
-ZRÓB SOBIE Z NIĄ CO CHCESZ JA MAM DOŚĆ !!!- I już nas nie było……….
-Wszystko jest w porządku, nic jej nie jest, ale bardzo za tobą tęskni.
-Ohh, ja za tobą też kochanie.
-Dobra mam plan jak ją zabrać z łap porywaczki. – No, no mój mąż szybko myśli. Za to go kocham. – Pamiętasz jak uczyłaś się panować nad tarczą ?
-Tak pamiętam. Ale co to ma do rzeczy?
-Nessi pokaże jej dżunglę, którą pokazywała nam Zafrina. Kobieta będzie bezsilna.
-A wtedy ja zabiorę Renesmee z jej rąk tak?
- Otóż to. –Był to plan genialny. W końcu dostałam znak. Ruszyłam w ich kierunku………
KONIEC RETROSPEKCJII.
Szybko zabrałam moje dziecko z objęć tej całej Dorothy. Jak tylko mała zniknęła, kobieta ocknęła się z transu.
-Co, co, co to do cholery było ?! Gdzie się podział ten mały bachor?-darła się jak jakiś oszołom. Nie wytrzymałam, podałam Renesmee Edwardowi a sama podeszłam to naszego więźnia.
-Chyba cię ostrzegałam żebyś nie ubliżała mojej córce?!-Wrzasnęłam.
-Oj, nie stresuj się tak, kobieto bo ci się make up rozmaże.
-Ostrzegałam. –Podeszłam do niej, wzięłam zamach i uderzyłam ją prosto w twarz. Zapomniałam jednak, że moja moc jest znacznie silniejsza niż myślałam. Giętkie ciało odbiło się od mojej dłoni i poleciało na drugą stronę polany. Zatrzymało je dopiero drzewo, które stało akurat na jej drodze. Uderzyła się o pień i upadła. Leżała tam tak bezbronna, ale mnie to nie obchodziło wróciłam do męża i zabrałam z jego rąk Nessi. Mała od razu pokazała mi, że trochę ja zdenerwowałam swoją złością.
-Kochanie nie będę się przejmować tą kobietą, ostrzegałam ją, aby ci nie ubliżała. A ona mnie nie posłuchała więc ma za swoje.
Skarbie, poczekaj tu z tą kreaturą, a ja pójdę do domu i zostawię małą z Rose. A kiedy wrócę zajmiemy się nią. A na razie może przywiążmy ją do drzewa? – Spojrzałam na męża z miną zawodowej morderczyni. Poparzył na mnie i chyba był zły.
-Bello, przestań ciągle mówić o zabiciu jej. Nie możemy tego zrobić. To, że Volturi nie będą się mieszali nie znaczy, że od razu wszystko nam wolno.
-Ale ona porwała naszą córkę ?! Czy to do ciebie w ogóle nie dotarło?!- Byłam zła, w sumie to za mało powiedziane. Byłam wściekła.!!!Mam tego dosyć, nie mam ochoty się z nim kłócić. Razem z córką na rękach ruszyłam w kierunku lasu, na odchodne krzyknęłam tylko do Edwarda:
-ZRÓB SOBIE Z NIĄ CO CHCESZ JA MAM DOŚĆ !!!- I już nas nie było……….
Z PUNKTU WIDZENIA
EDWARDA
Co się z nią dzieje ?! Przed porwaniem małej sama siebie
broniła, żeby nie zamordować jakiegoś człowieka. A teraz co?! Chce zabić tą
kobietę, rozumiem, że jest wściekła ale bez przesady. Nie mogłem jej na to
pozwolić bo potem nie wybaczyłaby sobie tego, że zabiła człowieka. Moje
rozmyślania przerwała Alice, która biegła w naszym kierunku.
-Czego ty tu chcesz ?!-Krzyknąłem w stronę lasu.
-A ty do kogo gadasz ??Zwariowałeś gadasz z lasem. Wariaci sami wariaci.-No tak Dorothy nie słyszała kroków mojej siostry a ja owszem. Nie zdążyłem jej odpowiedzieć bo zza drzewa wyłoniła się Alice.
-Wtrącam się po to, że nie pozwolę abyście razem z Bellą byli pokłóceni chociaż przez jeden dzień. Zrozumiano?! Masz iść i się z nią pogodzić.-Alice obeszła mnie, a potem podeszła do porywaczki i przyjrzała się jej dokładnie.
-Więc to ty porwałaś moją bratanicę, jak śmiałaś?! Nie dziwię się, że Bella chce cię zabić, ja też mam taką ochotę.
-Alice, uspokój się!-Krzyknąłem.
-A ty co ją tak bronisz?!-Odkrzyknęła się.
-Wcale jej nie bronię!
-Nie wcale. –Alice odwróciła się i pobiegła w stronę domu. Kurde czy wszystkie kobiety obrażają się za nic ???
-Rozmyślania przerwała mi Dorothy, która mi się przyglądała.
-Ona na ciebie nie zasługuje- zaczęła.
-Słucham?!-oburzyłem się.
-No ta co zabrała tą małą, nie zasługuje na ciebie. –Bezczelna!!!
-Daj sobie na wstrzymanie dobrze. -Ja bym cię uszczęśliwiła bardziej.
-Nie interesuje mnie co ty sobie tam urajasz w swojej głowie, ale ja nigdy rozumiesz nigdy nie zostawię rodziny.
-Hahahahah, każdy facet tak mówi. Pffff
-Zamknij się i nie zarywaj do mojego brata, bo oberwiesz. Widzę, że Bella już ci oczko podbiła. –Roześmiałam się.
-Rosalie a ty co tu robisz?!- Po co ona tutaj!!!
-Przyszłam cię zmienić.
-Zmienić w czym?
-W pilnowaniu tej podłej baby. Mam tu poczekać na Emmeta, Alice i Jaspera, a potem zabierzemy ją do Włoch, do Volturich. Oni zrobią z nią porządek. A ty masz iść i pogodzić się z Bellą i radzę ci to zrobić szybko.
-Przecież wiesz co oni zrobią.
-Trudno mogła myśleć wcześniej.
-Jejkuuu, dobrze, że jej nie znam. Bierz ją. Ja idę do Belli. I ruszyłem w kierunku domu…………..
Z PUNKTU WIDZENIA BELLI.
Renesmee zasnęła, a ja nie mogłam zapomnieć o tym jak Edward bronił tej porywaczki. Bardzo mnie tym zranił. Musiałam pobyć sama wyjęłam walizkę i zaczęłam pakować swoje i córki rzeczy . Dobrze, że auto zostawiliśmy przy szosie, mogłam zabrać wszystkie torby i małą za jednym zamachem. Zabrałam małą, torby i kierowałam się w stronę auta. List, który napisałam do Edwarda położyłam na stole w salonie. Dotarcie do samochodu zajęło mi ledwie 3 minuty. Położyłam córeczkę wygodnie w foteliku, po czym zapakowałam wszystkie bagaże do bagażnika i zajęłam miejsce kierowcy. Zapaliłam silnik i ruszyłam. Wiedziałam, że nie mogę podjąć jeszcze decyzji gdzie się zatrzymam bo wtedy Alice to zobaczy a zaraz potem dowie się Edward, a ja właśnie przed nim teraz uciekałam. Musze sobie to wszystko przemyśleć w samotności. Postanowiłam napisać do Alice sms’a:
„Alice, posłuchaj mnie. Mam do ciebie prośbę, wiesz już pewnie, że wyjechałam z małą. Ale zrozum muszę sobie to przemyśleć, poukładać. Proszę cię jeśli zobaczysz w wizji gdzie się zatrzymamy nie mów nic Edwardowi. Chce być teraz sama…. Mam nadzieję, że zrobisz to o co cię proszę… „
Bella.
Miałam nadzieję, że mnie posłucha. W innym razie będę na nią zła do końca życia, czyli bardzo długo. Chwilę później otrzymałam odpowiedź.
„Bello, kochana na pewno tak chcesz to rozwiązać? No dobrze dam ci te kilka dni. Nie powiem nic bratu, a żeby on nie wyczytał tego z moich myśli wyjadę i zabiorę Jaspera że niby na weekend tak jak ostatnio. Mam nadzieje, że nie będziesz długo tam gdzie będziesz. Wracaj jak najszybciej. Nie zapominaj, że mała będzie tęsknić za ojcem. Pisz co się u ciebie dzieje. „
Alice.
Kochana, jak dobrze, że można na niej polegać. Postanowiłam pojechać do małego miasteczka za Seattle. Jeździłam tam z rodzicami kiedy jeszcze byłam mała a oni byli razem. Mamy tam domek nad jeziorem, o którym Edward nic nie wie. Dobrze, że byłam tam ostatnio jak miałam 3 lata, nadal spałam wtedy w łóżeczku dla małych dzieci, nie będę się martwiła o spanie dla Renesmee. Przynajmniej jeden kłopot z głowy. Zajechałam na miejsce raptem po dwóch godzinach, mała nadal spała więc zabrałam ją do domku i położyłam w łóżeczku, aby mogła dalej śnić. Sama wzięłam się za rozpakowywanie naszych rzeczy…….
Z PUNKTU WIDZENIA EDWARDA.
Wbiegłem do domu z hukiem, ale było tu za cicho.
-Bella?- odezwałem się. Ale nie otrzymałem odpowiedzi. Szybko obszedłem cały dom, nei było tu nikogo. W salonie na stole zobaczyłem kartkę. Czuć było na niej perfumy mojej żony. Wziąłem kawałek papieru do ręki i zacząłem czytać. Po pierwszych trzech linijkach zrozumiałem jak skrzywdziłem ją swoją postawą świętego obrońcy ludzi. Byłem na siebie wściekły, ale to dopiero początek listu czytałem więc od początku i starannie starając się zrozumieć co czuła moja ukochana pisząc go……
„ Edwardzie
Jest mi ciężko pisać ten list, zdałam sobie sprawę, że jest to tak naprawdę nasza pierwsza poważna kłótnia. Nawet gdy próbowałam skłonić cię do mojej przemiany nasze kłótnie nie były poważne, ale ta jest jak najbardziej poważna. Pewnie nie zdajesz sobie sprawy jak mnie dziś zraniłeś. Zachowałeś się dziś tak jak być wcale nie kochał, ani mnie ani naszej córki. Wyglądało to tak jakbyś się nie przejął tym, że ktoś ją porwał. Zraniłeś mnie bardziej niż wtedy gdy mnie zostawiłeś i wyjechałeś z rodziną. Pamiętasz to jeszcze ? Do tej pory tamte miesiące były dla mnie najgorsze w życiu, lecz po dzisiejszym dniu, właśnie ten dzień stał się najgorszym. Muszę wszystko sobie przemyśleć, sama na spokojnie. Dlatego zabieram Renesmee ze sobą i wyjeżdżam na jakiś czas , proszę cię nie dręcz Alice, żeby powiedziała ci gdzie jesteśmy, bo będę zmuszona zmieniać nasze miejsce pobytu codziennie. Kiedy sobie wszystko ułożę, wrócę, przecież mała na pewno się stęskni i za tobą i za resztą rodziny.
Kocham cię
Bella”……
-Czego ty tu chcesz ?!-Krzyknąłem w stronę lasu.
-A ty do kogo gadasz ??Zwariowałeś gadasz z lasem. Wariaci sami wariaci.-No tak Dorothy nie słyszała kroków mojej siostry a ja owszem. Nie zdążyłem jej odpowiedzieć bo zza drzewa wyłoniła się Alice.
-Wtrącam się po to, że nie pozwolę abyście razem z Bellą byli pokłóceni chociaż przez jeden dzień. Zrozumiano?! Masz iść i się z nią pogodzić.-Alice obeszła mnie, a potem podeszła do porywaczki i przyjrzała się jej dokładnie.
-Więc to ty porwałaś moją bratanicę, jak śmiałaś?! Nie dziwię się, że Bella chce cię zabić, ja też mam taką ochotę.
-Alice, uspokój się!-Krzyknąłem.
-A ty co ją tak bronisz?!-Odkrzyknęła się.
-Wcale jej nie bronię!
-Nie wcale. –Alice odwróciła się i pobiegła w stronę domu. Kurde czy wszystkie kobiety obrażają się za nic ???
-Rozmyślania przerwała mi Dorothy, która mi się przyglądała.
-Ona na ciebie nie zasługuje- zaczęła.
-Słucham?!-oburzyłem się.
-No ta co zabrała tą małą, nie zasługuje na ciebie. –Bezczelna!!!
-Daj sobie na wstrzymanie dobrze. -Ja bym cię uszczęśliwiła bardziej.
-Nie interesuje mnie co ty sobie tam urajasz w swojej głowie, ale ja nigdy rozumiesz nigdy nie zostawię rodziny.
-Hahahahah, każdy facet tak mówi. Pffff
-Zamknij się i nie zarywaj do mojego brata, bo oberwiesz. Widzę, że Bella już ci oczko podbiła. –Roześmiałam się.
-Rosalie a ty co tu robisz?!- Po co ona tutaj!!!
-Przyszłam cię zmienić.
-Zmienić w czym?
-W pilnowaniu tej podłej baby. Mam tu poczekać na Emmeta, Alice i Jaspera, a potem zabierzemy ją do Włoch, do Volturich. Oni zrobią z nią porządek. A ty masz iść i pogodzić się z Bellą i radzę ci to zrobić szybko.
-Przecież wiesz co oni zrobią.
-Trudno mogła myśleć wcześniej.
-Jejkuuu, dobrze, że jej nie znam. Bierz ją. Ja idę do Belli. I ruszyłem w kierunku domu…………..
Z PUNKTU WIDZENIA BELLI.
Renesmee zasnęła, a ja nie mogłam zapomnieć o tym jak Edward bronił tej porywaczki. Bardzo mnie tym zranił. Musiałam pobyć sama wyjęłam walizkę i zaczęłam pakować swoje i córki rzeczy . Dobrze, że auto zostawiliśmy przy szosie, mogłam zabrać wszystkie torby i małą za jednym zamachem. Zabrałam małą, torby i kierowałam się w stronę auta. List, który napisałam do Edwarda położyłam na stole w salonie. Dotarcie do samochodu zajęło mi ledwie 3 minuty. Położyłam córeczkę wygodnie w foteliku, po czym zapakowałam wszystkie bagaże do bagażnika i zajęłam miejsce kierowcy. Zapaliłam silnik i ruszyłam. Wiedziałam, że nie mogę podjąć jeszcze decyzji gdzie się zatrzymam bo wtedy Alice to zobaczy a zaraz potem dowie się Edward, a ja właśnie przed nim teraz uciekałam. Musze sobie to wszystko przemyśleć w samotności. Postanowiłam napisać do Alice sms’a:
„Alice, posłuchaj mnie. Mam do ciebie prośbę, wiesz już pewnie, że wyjechałam z małą. Ale zrozum muszę sobie to przemyśleć, poukładać. Proszę cię jeśli zobaczysz w wizji gdzie się zatrzymamy nie mów nic Edwardowi. Chce być teraz sama…. Mam nadzieję, że zrobisz to o co cię proszę… „
Bella.
Miałam nadzieję, że mnie posłucha. W innym razie będę na nią zła do końca życia, czyli bardzo długo. Chwilę później otrzymałam odpowiedź.
„Bello, kochana na pewno tak chcesz to rozwiązać? No dobrze dam ci te kilka dni. Nie powiem nic bratu, a żeby on nie wyczytał tego z moich myśli wyjadę i zabiorę Jaspera że niby na weekend tak jak ostatnio. Mam nadzieje, że nie będziesz długo tam gdzie będziesz. Wracaj jak najszybciej. Nie zapominaj, że mała będzie tęsknić za ojcem. Pisz co się u ciebie dzieje. „
Alice.
Kochana, jak dobrze, że można na niej polegać. Postanowiłam pojechać do małego miasteczka za Seattle. Jeździłam tam z rodzicami kiedy jeszcze byłam mała a oni byli razem. Mamy tam domek nad jeziorem, o którym Edward nic nie wie. Dobrze, że byłam tam ostatnio jak miałam 3 lata, nadal spałam wtedy w łóżeczku dla małych dzieci, nie będę się martwiła o spanie dla Renesmee. Przynajmniej jeden kłopot z głowy. Zajechałam na miejsce raptem po dwóch godzinach, mała nadal spała więc zabrałam ją do domku i położyłam w łóżeczku, aby mogła dalej śnić. Sama wzięłam się za rozpakowywanie naszych rzeczy…….
Z PUNKTU WIDZENIA EDWARDA.
Wbiegłem do domu z hukiem, ale było tu za cicho.
-Bella?- odezwałem się. Ale nie otrzymałem odpowiedzi. Szybko obszedłem cały dom, nei było tu nikogo. W salonie na stole zobaczyłem kartkę. Czuć było na niej perfumy mojej żony. Wziąłem kawałek papieru do ręki i zacząłem czytać. Po pierwszych trzech linijkach zrozumiałem jak skrzywdziłem ją swoją postawą świętego obrońcy ludzi. Byłem na siebie wściekły, ale to dopiero początek listu czytałem więc od początku i starannie starając się zrozumieć co czuła moja ukochana pisząc go……
„ Edwardzie
Jest mi ciężko pisać ten list, zdałam sobie sprawę, że jest to tak naprawdę nasza pierwsza poważna kłótnia. Nawet gdy próbowałam skłonić cię do mojej przemiany nasze kłótnie nie były poważne, ale ta jest jak najbardziej poważna. Pewnie nie zdajesz sobie sprawy jak mnie dziś zraniłeś. Zachowałeś się dziś tak jak być wcale nie kochał, ani mnie ani naszej córki. Wyglądało to tak jakbyś się nie przejął tym, że ktoś ją porwał. Zraniłeś mnie bardziej niż wtedy gdy mnie zostawiłeś i wyjechałeś z rodziną. Pamiętasz to jeszcze ? Do tej pory tamte miesiące były dla mnie najgorsze w życiu, lecz po dzisiejszym dniu, właśnie ten dzień stał się najgorszym. Muszę wszystko sobie przemyśleć, sama na spokojnie. Dlatego zabieram Renesmee ze sobą i wyjeżdżam na jakiś czas , proszę cię nie dręcz Alice, żeby powiedziała ci gdzie jesteśmy, bo będę zmuszona zmieniać nasze miejsce pobytu codziennie. Kiedy sobie wszystko ułożę, wrócę, przecież mała na pewno się stęskni i za tobą i za resztą rodziny.
Kocham cię
Bella”……


