ZAPRASZAM WAS NA NASTĘPNY ROZDZIAŁ. MAM NADZIEJE, ŻE WAM SIĘ O TYM SPODOBA. PROSZĘ O DUŻO KOMENTARZY WASZE OPINIE SĄ DLA MNIE BARDZO WAŻNE I SĄ DLA MNIE INSPIRACJĄ DO PISANIA NASTĘPNYCH ROZDZIAŁÓW....
BUZIAKI KRISTEW :****
BUZIAKI KRISTEW :****
-On tu jedzie !!!- wydobyło się z małych ust Alice.
-Co?, ale kto? Edward?-no mów, wreszcie.
-Tak, domyślił się, że ty też tu będziesz. Zaraz tu będzie. Bello przepraszam cię.
-Nie to nie wasza wina. Ale teraz przepraszam muszę już jechać. Nie jestem jeszcze gotowa na spotkanie z nim. Zadzwonię do was. –Zerwałam się z krzesła, zebrałam swoje rzeczy i pobiegłam w stronę samochodu. Zdążyłam ułożyć dziecko w foteliku i sama usiąść na miejscu kierowcy, gdy zobaczyłam go. Zaparkował przed samym wejściem do kawiarenki. Wysiadł bardzo szybko i wbiegł do środka. Mam bardzo dobry słuch więc wszystko słyszę. Dopytuje się gdzie jestem. Wie, że tu byłam bo mnie czuje. O nie! Wyczuł gdzie moje perfumy. Odwrócił głowę w moją stronę, patrzy na mnie wzrokiem pełnym bólu, poczucia winy i tęsknoty. Kocham go, ale nie, nie jestem jeszcze gotowa mu wybaczyć. Nacisnęłam na pedał gazu. Moje auto z piskiem opon rusza do przodu. Edward natychmiast wsiada do swojego srebrnego volvo i rusza za mną. Słyszę jak błaga mnie żebym się zatrzymała, ale ja to ignoruję. Udało mi się go zgubić dopiero w centrum. Kiedy byłam na sto procent pewna, że mnie nie śledzi zjechałam na leśną dróżkę prowadzącą do mojego tymczasowego lokum. Wkrótce zobaczyłam letni domek rodziców. Renesmee ciągle spała więc położyłam ją do łóżeczka. Dawno nie rozmawiałam z tatą, więc postanowiłam do niego zadzwonić.
-Cześć tato.
-Cześć córeczko co u ciebie? Coś się stało?
-Nie, nie tak chciałam się zapytać co u ciebie i u Sue.
-A o nas bardzo dobrze, wiesz my…. Planujemy ślub.
-Oh naprawdę, to cudownie. Cieszę się, że ci się poszczęściło. Naprawdę cieszę się, że masz przy sobie taką kobietę jak Sue.
-A co u was ?
-Wiesz, ostatnio pokłóciłam się trochę z Edwardem, ale nie chcę o tym mówić.
-Ale co się stało, wy zawsze byliście tacy zgodni ze sobą.
-Tato, nie chcę o tym mówić.
-Dobrze, już dobrze.
-Dobra tato kończę, bo mała się chyba obudziła. Kocham cię paa.
-Pa córeczko. –Odłożyłam telefon na stolik. A sama poszłam do pokoju, skąd dobiegał płacz mojego aniołeczka. Wzięłam ją na ręce i zajęłam się zabawą z nią. Tak minął nam ten dzień pełen szaleństw.
……………………………………….
Kolejny dzień zaczął się normalnie, najpierw karmienie, przewijanie i zabawa z Renesmee. Tak do południa. Potem musiałam zając się sprzątaniem domu. Małą posadziłam na kocyku i dałam jej klocki i inne zabawki. Sama poszłam do kuchni zaczęłam myć kuchenkę, potem blaty. Następna w kolejce była łazienka. Sprzątanie jej było męczące nigdy nie lubiłam sprzątać łazienek. Sprzątałam i sprzątałam, aż w końcu wyrwał mnie od tego telefon. Zostawiłam szmatkę, którą akurat wycierałam kurze i ruszyłam w kierunku znanej melodii mojego dzwonka. Przelotnie zajrzałam co robi mała, siedziała nadal na kocyku i przytulała misia. Podniosłam komórkę na wyświetlaczu widniało zdjęcia Alice. Ciekawe co ona chce.
-Halo?
-Bello, gdzie jest Renesmee?
- W pokoju, bawi się. A co ?
-Idź do niej, prędko.!!
-Ale co się dzieje?-Miedzy czasie weszłam do salonu.
-Zabierz jej klocki.
-Ale dlaczego?- Kiedy zerknęłam na córkę, wiedziałam dlaczego miałam zabrać jej klocki. Renesmee była cała zsiniała i kaszlała, nie przepraszam ona się DUSIŁA !!!! Podbiegłam do niej natychmiast, telefon rzuciłam w kąt. Nie miałam pojęcia co robić. Ona robi się coraz bardziej fioletowa. W tej chwili nie ważne było, że gniewam się na Edwarda. To on był moją podporą i kimś kto umiał mną potrząsnąć. Właśnie teraz, w tej chwili go potrzebowałam. Zaczęłam lokalizować moją komórkę, leżała przy fotelu. Wyciągnęłam po nią dłoń. Wybrałam numer męża. Byłam zdenerwowana, na pewno jako człowiek z moich oczu lałyby się strumienie łez, byłam na siebie wściekła, że nie wiedziałam co mam zrobić. W końcu odebrał. Zaczęłam wyrzucać z siebie strumienie słów.
-Przepraszam, nie wiem co robić przyjedź, proszę cię. Ona jest cała sina. Proszę cię przyjedź. Dusi się. Przyjedź……- Zaczęłam szlochać tak jak bym płakała, zaczęłam po prostu płakać ale bez łez.
-Bello, spokojnie. Co się dzieje. –Był zdenerwowany nie wiedział co ja wygaduje.
-Sprzątałam dom, wtedy zadzwoniła Alice powiedziała, że mam zabrać Renesmee klocki, poszłam do pokoju a ona była coraz bardziej sina musiała go połknąć. Pomóż mi ona zaraz przestanie oddychać. Proszę cię przyjedź……
-Spokojnie podaj mi adres.. Brzozowa 114 dobrze, już jadę, dam ci Carlisle on powie ci co robić…………
Z PUNKTU WIDZENIA EDWARDA
-Co?, ale kto? Edward?-no mów, wreszcie.
-Tak, domyślił się, że ty też tu będziesz. Zaraz tu będzie. Bello przepraszam cię.
-Nie to nie wasza wina. Ale teraz przepraszam muszę już jechać. Nie jestem jeszcze gotowa na spotkanie z nim. Zadzwonię do was. –Zerwałam się z krzesła, zebrałam swoje rzeczy i pobiegłam w stronę samochodu. Zdążyłam ułożyć dziecko w foteliku i sama usiąść na miejscu kierowcy, gdy zobaczyłam go. Zaparkował przed samym wejściem do kawiarenki. Wysiadł bardzo szybko i wbiegł do środka. Mam bardzo dobry słuch więc wszystko słyszę. Dopytuje się gdzie jestem. Wie, że tu byłam bo mnie czuje. O nie! Wyczuł gdzie moje perfumy. Odwrócił głowę w moją stronę, patrzy na mnie wzrokiem pełnym bólu, poczucia winy i tęsknoty. Kocham go, ale nie, nie jestem jeszcze gotowa mu wybaczyć. Nacisnęłam na pedał gazu. Moje auto z piskiem opon rusza do przodu. Edward natychmiast wsiada do swojego srebrnego volvo i rusza za mną. Słyszę jak błaga mnie żebym się zatrzymała, ale ja to ignoruję. Udało mi się go zgubić dopiero w centrum. Kiedy byłam na sto procent pewna, że mnie nie śledzi zjechałam na leśną dróżkę prowadzącą do mojego tymczasowego lokum. Wkrótce zobaczyłam letni domek rodziców. Renesmee ciągle spała więc położyłam ją do łóżeczka. Dawno nie rozmawiałam z tatą, więc postanowiłam do niego zadzwonić.
-Cześć tato.
-Cześć córeczko co u ciebie? Coś się stało?
-Nie, nie tak chciałam się zapytać co u ciebie i u Sue.
-A o nas bardzo dobrze, wiesz my…. Planujemy ślub.
-Oh naprawdę, to cudownie. Cieszę się, że ci się poszczęściło. Naprawdę cieszę się, że masz przy sobie taką kobietę jak Sue.
-A co u was ?
-Wiesz, ostatnio pokłóciłam się trochę z Edwardem, ale nie chcę o tym mówić.
-Ale co się stało, wy zawsze byliście tacy zgodni ze sobą.
-Tato, nie chcę o tym mówić.
-Dobrze, już dobrze.
-Dobra tato kończę, bo mała się chyba obudziła. Kocham cię paa.
-Pa córeczko. –Odłożyłam telefon na stolik. A sama poszłam do pokoju, skąd dobiegał płacz mojego aniołeczka. Wzięłam ją na ręce i zajęłam się zabawą z nią. Tak minął nam ten dzień pełen szaleństw.
……………………………………….
Kolejny dzień zaczął się normalnie, najpierw karmienie, przewijanie i zabawa z Renesmee. Tak do południa. Potem musiałam zając się sprzątaniem domu. Małą posadziłam na kocyku i dałam jej klocki i inne zabawki. Sama poszłam do kuchni zaczęłam myć kuchenkę, potem blaty. Następna w kolejce była łazienka. Sprzątanie jej było męczące nigdy nie lubiłam sprzątać łazienek. Sprzątałam i sprzątałam, aż w końcu wyrwał mnie od tego telefon. Zostawiłam szmatkę, którą akurat wycierałam kurze i ruszyłam w kierunku znanej melodii mojego dzwonka. Przelotnie zajrzałam co robi mała, siedziała nadal na kocyku i przytulała misia. Podniosłam komórkę na wyświetlaczu widniało zdjęcia Alice. Ciekawe co ona chce.
-Halo?
-Bello, gdzie jest Renesmee?
- W pokoju, bawi się. A co ?
-Idź do niej, prędko.!!
-Ale co się dzieje?-Miedzy czasie weszłam do salonu.
-Zabierz jej klocki.
-Ale dlaczego?- Kiedy zerknęłam na córkę, wiedziałam dlaczego miałam zabrać jej klocki. Renesmee była cała zsiniała i kaszlała, nie przepraszam ona się DUSIŁA !!!! Podbiegłam do niej natychmiast, telefon rzuciłam w kąt. Nie miałam pojęcia co robić. Ona robi się coraz bardziej fioletowa. W tej chwili nie ważne było, że gniewam się na Edwarda. To on był moją podporą i kimś kto umiał mną potrząsnąć. Właśnie teraz, w tej chwili go potrzebowałam. Zaczęłam lokalizować moją komórkę, leżała przy fotelu. Wyciągnęłam po nią dłoń. Wybrałam numer męża. Byłam zdenerwowana, na pewno jako człowiek z moich oczu lałyby się strumienie łez, byłam na siebie wściekła, że nie wiedziałam co mam zrobić. W końcu odebrał. Zaczęłam wyrzucać z siebie strumienie słów.
-Przepraszam, nie wiem co robić przyjedź, proszę cię. Ona jest cała sina. Proszę cię przyjedź. Dusi się. Przyjedź……- Zaczęłam szlochać tak jak bym płakała, zaczęłam po prostu płakać ale bez łez.
-Bello, spokojnie. Co się dzieje. –Był zdenerwowany nie wiedział co ja wygaduje.
-Sprzątałam dom, wtedy zadzwoniła Alice powiedziała, że mam zabrać Renesmee klocki, poszłam do pokoju a ona była coraz bardziej sina musiała go połknąć. Pomóż mi ona zaraz przestanie oddychać. Proszę cię przyjedź……
-Spokojnie podaj mi adres.. Brzozowa 114 dobrze, już jadę, dam ci Carlisle on powie ci co robić…………
Z PUNKTU WIDZENIA EDWARDA
Wybiegłem z domu, mało nie zbijając szyby w drzwiach.
Zapaliłem silnik i ruszyłem. Moja córka się dusi a ja nie mogę jej pomóc. Mam
nadzieję, że Carlisle wytłumaczy Belli co ma zrobić. Nie mógłbym pomyśleć
nawet, że mógłbym stracić córkę na zawsze. Nie patrzyłem na licznik, ani na
policję. Pędziłem aby zdążyć i móc jej pomóc. ………….
Samochód zostawiłem tak jak zajechałem . Po prostu wyskoczyłem z niego i pobiegłem do domu. Słyszałem jak szybko bije serce mojego dziecka. I Bellę, która uspokajała je. Wszedłem do salonu i podbiegłem do nich, siedzących na podłodze. Bella przytulała mocno Renesmee, kątem okna zauważyłem leżący niedaleko czerwony mały klocek. Klęknąłem naprzeciwko nich.
-Kochanie…-Zacząłem.- A ona otworzyła oczy i popatrzyła na mnie. Nie wiedziałem czego się spodziewać. Patrzyła na mnie wzrokiem pełnym winy, była na siebie zła….
-Przepraszam-wyszeptała.
-Za co?-Odezwałem się.
-Za to, że tak na ciebie nawrzeszczałam, za to że wyjechałam, za to że przeze mnie o mało nasze dziecko by się nie udusiło, za to, że jestem taka samolubna i nieodpowiedzialna.
-Kochanie, nie przepraszaj to ja powinienem cię przepraszać i błagać abyś mi wybaczyła. To wszystko moja wina, ty nie jesteś temu winna. A z małą już wszystko na pewno dobrze?
-Chyba tak, już oddycha sama. Robiłam wszystko tak jak mówił mi Carlisle.
-Ale ja pojechałbym z nią do szpitala tak dla pewności.
-Dobrze jedźmy.
-Ale najpierw, Bello….
-Tak?
-Proszę cię, wróćcie do domu, wróćcie do mnie. Kocham was i tęsknie.
-Kochanie, oczywiście że wrócimy. Zrozumiałam, że bez ciebie nie wytrzymam nawet dnia. Nawet nie wiesz jak ja tęskniłam. –Nasze pogodzenie się przypieczętowaliśmy namiętnym i długim pocałunkiem.
-Kochanie- zamruczała, gdy tylko oderwała się od moich warg.
-Tak skarbie..
-Przypominam ci, że musimy zawieść córkę do szpitala.
-Oczywiście, jedźmy.- Zebraliśmy się i Pojechaliśmy do szpitala, gdzie czekał już na nas Carlisle. W szpitalu małą od razu zajęli się lekarze. Zabrali ją na różne badania, aby sprawdzić czy aby na pewno jest wszystko w porządku. Carlisle kazał nam pojechać do domu, bo to zajmie trochę czasu. Miał do nas zadzwonić gdy tylko się czegoś dowie. Postanowiłem zabrać żonę i pojechać po ich rzeczy do tego domku, w którym mieszkały. Na miejscu zajęliśmy się pakowaniem ubrań i innych rzeczy. Wszystko zawieźliśmy do naszego wspólnego domu.
Z PUNKTU WIDZENIA BELLI:
Cieszyłam się jak małe dziecko, że w końcu jestem już z Edwardem. Szkoda tylko, że nasza córeczka jest cały czas w szpitalu i nic jeszcze nie wiemy.
-Kochanie, a może byśmy tak poszli do Carlisle i się czegoś dowiedzieli?
-Dobrze, chociaż na pewno by zadzwonił prawda?
-No niby tak, ale sam rozumiesz. Chcę dowiedzieć się czegokolwiek. Przecież ona wypluła ten klocek.
-Dobrze kochanie już pójdziemy. Tylko wezmę mój telefon.- Pobiegliśmy przez las, na skróty. Po kilku minutach moim oczom ukazała się leśna polana na której stała piękna willa Cullenów. Tak dawno nie widziałam tego domu. A jeszcze dłużej jego mieszkańców. Weszliśmy z Edwardem do domu. Tam cała rodzina jak zawsze o tej porze oglądała wiadomości.
-Hej kochani.- Powiedziałam nieśmiało.
-Bella! –Wykrzyczeli.
-A wy nie w szpitalu?- zapytała Esme.
-Nie, Carlisle jeszcze nie dzwonił.
-Jak to? Przecież podobno wy już o wszystkim wiecie.
-Jak to o wszystkim, to znaczy?-O co chodzi?, nie wiedziałam. Ale w tej samej chwili zadzwoniła moja komórka.
-Halo?-Powiedziałam.
-Witam. Jestem dr.Werner. Czy rozmawiam z Isabellą Cullen, mamą Renesmee Cullen?
-Tak to ja, co z moją córeczką?
-Cóż…. Proszę panią o przyjazd do szpitala, to nie jest rozmowa na telefon.
-Dobrze już jadę.-Rozłączyłam się. Jak stałam ubrana tak wyszłam, nie uszło to Edwardowi, który razem z całą rodziną rozmawiał w kuchni.
-A ty dokąd ? –zapytał.
-Jadę do szpitala, dzwoniła lekarka Nessi. Mam przyjechać.
-Nie ma mowy, jadę z tobą.
-Dobrze.
-Esme, jedziemy z Bellą do szpitala. Odezwiemy się.
-Dobrze dzieci tylko dajcie znać……
Samochód zostawiłem tak jak zajechałem . Po prostu wyskoczyłem z niego i pobiegłem do domu. Słyszałem jak szybko bije serce mojego dziecka. I Bellę, która uspokajała je. Wszedłem do salonu i podbiegłem do nich, siedzących na podłodze. Bella przytulała mocno Renesmee, kątem okna zauważyłem leżący niedaleko czerwony mały klocek. Klęknąłem naprzeciwko nich.
-Kochanie…-Zacząłem.- A ona otworzyła oczy i popatrzyła na mnie. Nie wiedziałem czego się spodziewać. Patrzyła na mnie wzrokiem pełnym winy, była na siebie zła….
-Przepraszam-wyszeptała.
-Za co?-Odezwałem się.
-Za to, że tak na ciebie nawrzeszczałam, za to że wyjechałam, za to że przeze mnie o mało nasze dziecko by się nie udusiło, za to, że jestem taka samolubna i nieodpowiedzialna.
-Kochanie, nie przepraszaj to ja powinienem cię przepraszać i błagać abyś mi wybaczyła. To wszystko moja wina, ty nie jesteś temu winna. A z małą już wszystko na pewno dobrze?
-Chyba tak, już oddycha sama. Robiłam wszystko tak jak mówił mi Carlisle.
-Ale ja pojechałbym z nią do szpitala tak dla pewności.
-Dobrze jedźmy.
-Ale najpierw, Bello….
-Tak?
-Proszę cię, wróćcie do domu, wróćcie do mnie. Kocham was i tęsknie.
-Kochanie, oczywiście że wrócimy. Zrozumiałam, że bez ciebie nie wytrzymam nawet dnia. Nawet nie wiesz jak ja tęskniłam. –Nasze pogodzenie się przypieczętowaliśmy namiętnym i długim pocałunkiem.
-Kochanie- zamruczała, gdy tylko oderwała się od moich warg.
-Tak skarbie..
-Przypominam ci, że musimy zawieść córkę do szpitala.
-Oczywiście, jedźmy.- Zebraliśmy się i Pojechaliśmy do szpitala, gdzie czekał już na nas Carlisle. W szpitalu małą od razu zajęli się lekarze. Zabrali ją na różne badania, aby sprawdzić czy aby na pewno jest wszystko w porządku. Carlisle kazał nam pojechać do domu, bo to zajmie trochę czasu. Miał do nas zadzwonić gdy tylko się czegoś dowie. Postanowiłem zabrać żonę i pojechać po ich rzeczy do tego domku, w którym mieszkały. Na miejscu zajęliśmy się pakowaniem ubrań i innych rzeczy. Wszystko zawieźliśmy do naszego wspólnego domu.
Z PUNKTU WIDZENIA BELLI:
Cieszyłam się jak małe dziecko, że w końcu jestem już z Edwardem. Szkoda tylko, że nasza córeczka jest cały czas w szpitalu i nic jeszcze nie wiemy.
-Kochanie, a może byśmy tak poszli do Carlisle i się czegoś dowiedzieli?
-Dobrze, chociaż na pewno by zadzwonił prawda?
-No niby tak, ale sam rozumiesz. Chcę dowiedzieć się czegokolwiek. Przecież ona wypluła ten klocek.
-Dobrze kochanie już pójdziemy. Tylko wezmę mój telefon.- Pobiegliśmy przez las, na skróty. Po kilku minutach moim oczom ukazała się leśna polana na której stała piękna willa Cullenów. Tak dawno nie widziałam tego domu. A jeszcze dłużej jego mieszkańców. Weszliśmy z Edwardem do domu. Tam cała rodzina jak zawsze o tej porze oglądała wiadomości.
-Hej kochani.- Powiedziałam nieśmiało.
-Bella! –Wykrzyczeli.
-A wy nie w szpitalu?- zapytała Esme.
-Nie, Carlisle jeszcze nie dzwonił.
-Jak to? Przecież podobno wy już o wszystkim wiecie.
-Jak to o wszystkim, to znaczy?-O co chodzi?, nie wiedziałam. Ale w tej samej chwili zadzwoniła moja komórka.
-Halo?-Powiedziałam.
-Witam. Jestem dr.Werner. Czy rozmawiam z Isabellą Cullen, mamą Renesmee Cullen?
-Tak to ja, co z moją córeczką?
-Cóż…. Proszę panią o przyjazd do szpitala, to nie jest rozmowa na telefon.
-Dobrze już jadę.-Rozłączyłam się. Jak stałam ubrana tak wyszłam, nie uszło to Edwardowi, który razem z całą rodziną rozmawiał w kuchni.
-A ty dokąd ? –zapytał.
-Jadę do szpitala, dzwoniła lekarka Nessi. Mam przyjechać.
-Nie ma mowy, jadę z tobą.
-Dobrze.
-Esme, jedziemy z Bellą do szpitala. Odezwiemy się.
-Dobrze dzieci tylko dajcie znać……
…………………………………………………………………………………………………
-Dzień dobry, nazywam się Isabella Cullen. Jestem mamą małej
Renesmee. Szukam dr. Werner.
-A tak, pani Werner czeka na państwa. Pokój 108. Tam prosto i w prawo.
-Dobrze dziękuję bardzo. –Razem z Edwardem poszliśmy dowiedzieć się co się stało naszemu aniołkowi.
„ Puk” „Puk” !!
-A tak, pani Werner czeka na państwa. Pokój 108. Tam prosto i w prawo.
-Dobrze dziękuję bardzo. –Razem z Edwardem poszliśmy dowiedzieć się co się stało naszemu aniołkowi.
„ Puk” „Puk” !!
-Proszę.
-Dzień dobry.
-Państwo Cullen tak?
-Tak, to my. Proszę nam powiedzieć co z naszą córką?
-Proszę usiąść. Cóż na początku mieliśmy tylko sprawdzić czy wszystko jest w porządku po zachłyśnięciu. Co do tego to nic jej nie dolega, nie ma żadnych odłamków klocka. Ale niepokoi nas wynik innych badań, więc chcielibyśmy zostawić państwa córeczkę na obserwację na kilka dni. Czy nie mają państwo nic przeciwko?
-Nie, nie zdrowie naszego dziecka jest najważniejsze.
-Dobrze. Zaraz poproszę pielęgniarkę, zaprowadzi państwa do sali. Będą państwo mogli zobaczyć się z córeczką. Swoją drogą bardzo się za wami stęskniła.
-Dobrze, dziękujemy. Do widzenia. –Wyszliśmy z gabinetu i tak jak nam nakazano poszliśmy do sali, w której był nasz aniołek. Siedziała w szpitalnym łóżeczku, smutna i zapłakana. Ale gdy tyko nas zobaczyła rozpromieniła się i uśmiechnęła.
-Cześć kochanie. Mamusia i tatuś już są z tobą.- Siedzieliśmy u małej w szpitalu około trzech godzin, ale było już późno więc musieliśmy jechać do domu. Carlisle miał tej nocy dyżur więc żadne z nas nie musiało zostawać tutaj na noc. Mimo, że bardzo pragnęłam nie zostawiać tutaj naszego dziecka samego. Całą noc siedziałam w pokoju naszego maleństwa, zastanawiając się co się takiego z nią dzieje, że zatrzymali ją w szpitalu na noc……….
-Dzień dobry.
-Państwo Cullen tak?
-Tak, to my. Proszę nam powiedzieć co z naszą córką?
-Proszę usiąść. Cóż na początku mieliśmy tylko sprawdzić czy wszystko jest w porządku po zachłyśnięciu. Co do tego to nic jej nie dolega, nie ma żadnych odłamków klocka. Ale niepokoi nas wynik innych badań, więc chcielibyśmy zostawić państwa córeczkę na obserwację na kilka dni. Czy nie mają państwo nic przeciwko?
-Nie, nie zdrowie naszego dziecka jest najważniejsze.
-Dobrze. Zaraz poproszę pielęgniarkę, zaprowadzi państwa do sali. Będą państwo mogli zobaczyć się z córeczką. Swoją drogą bardzo się za wami stęskniła.
-Dobrze, dziękujemy. Do widzenia. –Wyszliśmy z gabinetu i tak jak nam nakazano poszliśmy do sali, w której był nasz aniołek. Siedziała w szpitalnym łóżeczku, smutna i zapłakana. Ale gdy tyko nas zobaczyła rozpromieniła się i uśmiechnęła.
-Cześć kochanie. Mamusia i tatuś już są z tobą.- Siedzieliśmy u małej w szpitalu około trzech godzin, ale było już późno więc musieliśmy jechać do domu. Carlisle miał tej nocy dyżur więc żadne z nas nie musiało zostawać tutaj na noc. Mimo, że bardzo pragnęłam nie zostawiać tutaj naszego dziecka samego. Całą noc siedziałam w pokoju naszego maleństwa, zastanawiając się co się takiego z nią dzieje, że zatrzymali ją w szpitalu na noc……….
NASTĘPNY ROZDZIAŁ JAK
TYLKO BĘDZIE 10 KOMÓW

Super rozdział czekam na nn :*
OdpowiedzUsuńZajebisty chce kolejny <3
OdpowiedzUsuńChcem kolejnym <3
OdpowiedzUsuńCzekam na kolejny <3
OdpowiedzUsuńKiedy kolejny ?
OdpowiedzUsuńKolejny będzie jak będzie 10 komentarzy.
UsuńI LOVE <3
OdpowiedzUsuńkocham ;)
OdpowiedzUsuńdaj szybko
OdpowiedzUsuńkocham twoje opowiadanie
OdpowiedzUsuńojej jest 10 daj plis <3 i Love you ;o
OdpowiedzUsuńSkarby muszę go napisać, ale dzis nei dam rady bo muszę się pouczyć do sprawdzianu z geografii bo mam jutro. Jutro dodam ok ?
UsuńWytrzymacie ??
Obiecuje, że jutro będzie dłuższy niż dziś.
KriStew
OMG:) ROZDZIAŁA BOMBA:)
OdpowiedzUsuńTAk, tak tak <3 Kochaaam Cie!!!! Pieknyy !!!! :***
OdpowiedzUsuń~~San Drus ( Bella )
Oomg ! Zajebisty ! <33
OdpowiedzUsuńCzekam na następnyy słońcee. ! ;*
~Paulaa ♥
świetny rozdział! :) nie mogę się doczekać, aby się dowiedzieć co jest Nessie :)
OdpowiedzUsuńz niecierpliwością czekam na następny rozdział ;D
nareszcie dodałaś rozdział :)
OdpowiedzUsuńjest wspaniały,
czekam na nn:)