ROZDZIAŁ DEDYKUJĘ:
-PAULINA SZ. DZIĘKI SKARBIE, ŻE JESTEŚ TAKA CUDOWNA ;**
-SAN DRUS(BELLA)
-ASIA DABKOWSKA
-PANI KSIĘŻYCUWKA
-MILENA OBRZUT
-BELLA CHRÓST
-DAWID DANNY SEWASTIANOWICZ
ORAZ EWI.
DZIĘKI WAM :****
SERDECZNIE ZAPRASZAM DO CZYTANIA :)
ROZDZIAŁ XVII...
Z zawirowań myślenia wyrwały mnie pierwsze promienie słońca,
które wpadły do pokoju mojej córeczki przez okno. Edwarda nie było całą noc,
był w domu u Cullenów. Prosił mnie, żebym z nim poszła bo nie chciał abym
siedziała tutaj sama. Sama zamyślona. Już wystarczającą byliśmy osobno. Zerwałam się z fotela i przeszłam rundkę po
naszym domku. Domku, w którym tak dawno mnie nie było. Widać, że mój mąż tutaj
nie sprzątał. Pewnie był zajęty szukaniem mnie i małej. Postanowiłam wziąć kąpiel.
Gorąca woda działa na mnie tak kojąco. Ubrania zrzuciłam z siebie w sypialni,
wolnym krokiem przeszłam do łazienki. Nasza ogromna wanna była wyposażona w
wiele funkcji. Włączyłam sobie masaż. Rozłożyłam się wygodnie, a bąbelki
masowały mi plecy. Uwielbiam takie chwile. Kiedy mój masaż dobiegł końca chciałam
sięgnąć klawiatury aby go wyłączyć, gdy byłam odwrócona do drzwi plecami coś
zimnego musnęło mój obojczyk. Od razu zgadłam, że to Edward. Tak dawno nie
mieliśmy wolnej romantycznej chwili tylko dla nas. Błyskawicznie odwróciłam się
do niego twarzą. Nasze oczy spotkały się, złożyłam na jego ustach delikatny
pocałunek, znów na niego popatrzyłam po czym złapałam go za ramiona i
wciągnęłam do wanny. Woda rozchlapała się po całej łazience. A my śmialiśmy się
wspólnie. Mój mąż zaczął całować moją szyję, potem usta. Nadeszła długo przeze
mnie długo wyczekiwana romantyczna chwila. Dwie zakochane w sobie osoby
pieszczą się w wannie.
-Mówiłem ci, że cię kocham?-Szepnął mi do ucha, gdy wycierałam włosy.
-Hmm. Nie, nic takiego nie pamiętam.- Odpowiedziałam z chytrym uśmieszkiem na twarzy.
-Naprawdę?- Zapytał sarkastycznie, z tym jego cudownym uśmieszkiem na twarzy. Podszedł do mnie i objął mnie talii i mocno do siebie przytulił.
-Kocham cię i nigdzie cię już nie puszczę.- Wyszeptał mi do ucha.
-Nigdzie się nie wybieram.- Odpowiedziałam i pocałowałam go w nos jak małe dziecko.
-Kochanie, musimy pojechać do Renesmee.- Powiedziałam.
-Wiem, wiem, ale przecież jeszcze 10 minut nas nie zbawi prawda?
-Zbawi, zbawi. Nie gadaj tak bo pomyślę, że masz dosyć naszego dziecka. – Popatrzyłam mu w oczy.
-Skarbie nigdy nie będę miał dość ani ciebie i twojego boskiego ciała, ani naszej córeczki. Dobrze chodźmy. – Zebraliśmy swoje ubrania, a potem pojechaliśmy do szpitala. Przez całą drogę trzymaliśmy się za ręce i co chwila całowaliśmy się.
…………………………………………………………..............
Z PUNKTU WIDZENIA EDWARDA.
Byłem taki szczęśliwy. Miałem moją cudowną Bellę przy sobie. Do pełni szczęścia brakowało nam teraz tylko naszej kochanej Nessi. Bella była bardzo przejęta, ja zresztą też. Co też takiego mogło się jej stać, że musiała zostać w szpitalu na noc.
Dojeżdżaliśmy na miejsce. Na szpitalnym parkingu jak zawsze brak miejsc. Na szczęście znalazło się jedno wolne.. Szybko zająłem wolne miejsce, bo nie miałem ochoty krążyć tu pół dnia.
-Kochanie, wzięłaś wszystko?-Zapytałem żony, gdy wysiadła z auta.
-Tak, mam wszystko.- Odpowiedziała zamyślona.
-Na pewno?.
-Tak. Idziemy?-Dopytywała się.
-No dobrze, chodźmy, ale czy na pewno nie bierzesz swojej torebki? – zapytałem ją śmiejąc się.
-Co? Przecież torebkę mam na ramieniu. – Odruchowo złapała się za ramię tak jak by chciała poprawić ramię od torby. A potem spojrzała ze zdziwieniem na mnie jak by chciała powiedzieć
„Nie ma!!”.
-Jest w samochodzie na tylnym siedzeniu.- Powiedziałem, gdy opanowałem swój śmiech.
-Dzięki. Co ja bym bez ciebie zrobiła.
-Zginęłabyś już dawno pod kołami tira.
-Ha ha. Idziemy. – Pociągnęła mnie za sobą w kierunku wejścia do szpitala……..
Z PUNKTU WIDZENIA BELLI..
Ahh, żartowniś z niego. Od razu gdy tylko weszliśmy do pomieszczenia, ruszyłampewnym krokiem do recepcji.
-Dzień dobry.
-Dzień dobry w czym mogę pani pomóc?- zapytała miła młoda pielęgniarka, uczesana w zgrabny warkocz.
-Szukam mojego teścia. Dr. Cullen. Nazywam się Isabella Cullen. A właściwie to szukamy Sali naszej córeczki, podobno w nocy została przeniesiona.
-Ahh, tak. Państwa córeczka jest teraz w Sali numer 23. Jest u niej dr. Cullen.
-Dziękujemy bardzo. Do widzenia.
5 minut później…..
Weszliśmy do Sali, trzymając się za ręce. Carlisle siedział przy łóżeczku małej i mierzył jej tętno.
-Cześć. Coś nie tak z jej tętnem? –Zapytałam zaniepokojona.
-Witajcie, nie z jej tętnem jest wszystko w porządku. To rutynowe badanie. Widzę, że doszliście już do porozumienia.
-Tak. –Oboje odpowiedzieliśmy.
-Dobrze, mała miała już wszystkie potrzebne badania. Myślę, że jeśli wszystko będzie dobrze to dziś zabierzecie ją do domu. Wyniki będą za jakieś 15 minut, więc musicie poczekać. A przy okazji w nocy nieźle dała pielęgniarkom w kość. Jednej o mało nie dziabnęła. Dobrze, że w porę wszedłem do Sali, bo mielibyśmy tu niezły cyrk.
-Ale przecież ona nie ma jadu.
-Ale samo ukłucie jej ząbków bardzo boli i z łatwością przebiła by biednej kobiecie skórę.
-Oh, skarbie nie wolno tak. –Zganiłam ją. Ale zaraz potem wzięłam ją na ręce i przytuliłam do siebie.
-Mamusia, tatuś…..- Krzyknęła a zaraz potem na jej twarzy pojawił się słodziutki uśmieszek.
-Tak to na pewno twoja córka, ma ten sam złowieszczy uśmieszek co ty. –Zwróciłam się do męża.
-Ahh, co poradzić. W końcu to córeczka tatusia.
-Akurat…
Piętnaście minut później do Sali ponownie wszedł Carlisle.
-Kochani mam średnie wieści……
---------------------------------------------------------------------------------
-Mówiłem ci, że cię kocham?-Szepnął mi do ucha, gdy wycierałam włosy.
-Hmm. Nie, nic takiego nie pamiętam.- Odpowiedziałam z chytrym uśmieszkiem na twarzy.
-Naprawdę?- Zapytał sarkastycznie, z tym jego cudownym uśmieszkiem na twarzy. Podszedł do mnie i objął mnie talii i mocno do siebie przytulił.
-Kocham cię i nigdzie cię już nie puszczę.- Wyszeptał mi do ucha.
-Nigdzie się nie wybieram.- Odpowiedziałam i pocałowałam go w nos jak małe dziecko.
-Kochanie, musimy pojechać do Renesmee.- Powiedziałam.
-Wiem, wiem, ale przecież jeszcze 10 minut nas nie zbawi prawda?
-Zbawi, zbawi. Nie gadaj tak bo pomyślę, że masz dosyć naszego dziecka. – Popatrzyłam mu w oczy.
-Skarbie nigdy nie będę miał dość ani ciebie i twojego boskiego ciała, ani naszej córeczki. Dobrze chodźmy. – Zebraliśmy swoje ubrania, a potem pojechaliśmy do szpitala. Przez całą drogę trzymaliśmy się za ręce i co chwila całowaliśmy się.
…………………………………………………………..............
Z PUNKTU WIDZENIA EDWARDA.
Byłem taki szczęśliwy. Miałem moją cudowną Bellę przy sobie. Do pełni szczęścia brakowało nam teraz tylko naszej kochanej Nessi. Bella była bardzo przejęta, ja zresztą też. Co też takiego mogło się jej stać, że musiała zostać w szpitalu na noc.
Dojeżdżaliśmy na miejsce. Na szpitalnym parkingu jak zawsze brak miejsc. Na szczęście znalazło się jedno wolne.. Szybko zająłem wolne miejsce, bo nie miałem ochoty krążyć tu pół dnia.
-Kochanie, wzięłaś wszystko?-Zapytałem żony, gdy wysiadła z auta.
-Tak, mam wszystko.- Odpowiedziała zamyślona.
-Na pewno?.
-Tak. Idziemy?-Dopytywała się.
-No dobrze, chodźmy, ale czy na pewno nie bierzesz swojej torebki? – zapytałem ją śmiejąc się.
-Co? Przecież torebkę mam na ramieniu. – Odruchowo złapała się za ramię tak jak by chciała poprawić ramię od torby. A potem spojrzała ze zdziwieniem na mnie jak by chciała powiedzieć
„Nie ma!!”.
-Jest w samochodzie na tylnym siedzeniu.- Powiedziałem, gdy opanowałem swój śmiech.
-Dzięki. Co ja bym bez ciebie zrobiła.
-Zginęłabyś już dawno pod kołami tira.
-Ha ha. Idziemy. – Pociągnęła mnie za sobą w kierunku wejścia do szpitala……..
Z PUNKTU WIDZENIA BELLI..
Ahh, żartowniś z niego. Od razu gdy tylko weszliśmy do pomieszczenia, ruszyłampewnym krokiem do recepcji.
-Dzień dobry.
-Dzień dobry w czym mogę pani pomóc?- zapytała miła młoda pielęgniarka, uczesana w zgrabny warkocz.
-Szukam mojego teścia. Dr. Cullen. Nazywam się Isabella Cullen. A właściwie to szukamy Sali naszej córeczki, podobno w nocy została przeniesiona.
-Ahh, tak. Państwa córeczka jest teraz w Sali numer 23. Jest u niej dr. Cullen.
-Dziękujemy bardzo. Do widzenia.
5 minut później…..
Weszliśmy do Sali, trzymając się za ręce. Carlisle siedział przy łóżeczku małej i mierzył jej tętno.
-Cześć. Coś nie tak z jej tętnem? –Zapytałam zaniepokojona.
-Witajcie, nie z jej tętnem jest wszystko w porządku. To rutynowe badanie. Widzę, że doszliście już do porozumienia.
-Tak. –Oboje odpowiedzieliśmy.
-Dobrze, mała miała już wszystkie potrzebne badania. Myślę, że jeśli wszystko będzie dobrze to dziś zabierzecie ją do domu. Wyniki będą za jakieś 15 minut, więc musicie poczekać. A przy okazji w nocy nieźle dała pielęgniarkom w kość. Jednej o mało nie dziabnęła. Dobrze, że w porę wszedłem do Sali, bo mielibyśmy tu niezły cyrk.
-Ale przecież ona nie ma jadu.
-Ale samo ukłucie jej ząbków bardzo boli i z łatwością przebiła by biednej kobiecie skórę.
-Oh, skarbie nie wolno tak. –Zganiłam ją. Ale zaraz potem wzięłam ją na ręce i przytuliłam do siebie.
-Mamusia, tatuś…..- Krzyknęła a zaraz potem na jej twarzy pojawił się słodziutki uśmieszek.
-Tak to na pewno twoja córka, ma ten sam złowieszczy uśmieszek co ty. –Zwróciłam się do męża.
-Ahh, co poradzić. W końcu to córeczka tatusia.
-Akurat…
Piętnaście minut później do Sali ponownie wszedł Carlisle.
-Kochani mam średnie wieści……
---------------------------------------------------------------------------------
NASTĘPNY ROZDZIAŁ JAK TYLKO BĘDZIE 10 KOMENTARZY I MINIMUM 4800 WEJŚĆ... :))
KRISTEW :**
KRISTEW :**
ZA KRÓTKI. XDD
OdpowiedzUsuńOj miśka nie marudź :***
UsuńHhaha ♥
UsuńCzekam na następny miŚŚeek ;DD
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńDopiero znalazłam Twój blog, ale... mi się podoba :D
OdpowiedzUsuńNie przepadam za Edwardem i Bellą, ale będę chętnie zaglądać :3
Czekam na NN! :DD
[rosalie-hale-another-story.blogspot.com]
SUPPER!!! Oby tak dalej ;D
OdpowiedzUsuńSuper. Tyle napięcia. Postarałaś się i oczywiście czekam na następny rozdział.
OdpowiedzUsuńDziewczyno... co ty ze mną robisz?
OdpowiedzUsuńChcesz, żeby trafiła to szpitala na zawał serca.
To co przed chwilą przeczytałam jest boskie.
Dzięki za dedykację.
Proszę o kolejny rozdział i to jak najszybciej.
Izabella Chróst
Matko jedyna - boska opowieść! Jak weszłam pierwszy raz na twojego bloga to reakcja była taka : "A to pewnie tylko o Kris, to lepiej nie zaglądać". A potem a właściwie dziś wzięłam się w garść i wszystko przeczytałam.
OdpowiedzUsuńBłędów nie ma - piszesz okropnie pięknie! Pozazdrościć pomysłów ^.^ '
Dużo masz wejść, i bardzo dobrze! Trochę mi postacie nie pasują, ale ja tak kurde mam xD
Zawsze mi Rose nie pasuje ;)) ale fajnie ją opisałaś. Czekam na więcej, bo nie mogę się doczekać ^^
Chcę więcej, więcej, więcej i więcej xD
Masz wiernych fanów co się bardzo przydaje :P Ja zapraszam na swojego bloga. Również o "Zmierzchu" - moja własna opowieść - nie Bella w ogóle nie jest człowiekiem ;)) Oto link : http://twilightnowahistoria.bloog.pl/
Miło będzie zobaczyć ocenę i komentarz^^ ~ Carmem ze stronki na fb.I love Twilight - fanklub ;))
Pozdrawiam i czekam na więcej ~ Carmen
Dziękuję ci za takie cudowne słowa. Właśnie dla takich długich i ciepłych słów piszę ten blog. Naprawdę dziekuję ci i oczywiście z chęcią zajrzę do ciebie :D
UsuńTo naprawdę nic takiego ;3 Lubię sprawiać ludziom radość, ale jeszcze bardziej móc pisać prawdę :)) Szkoda, że niektóre rozdziały są krótkie. Ale mi się wszystko podoba.
UsuńCzekam na kolejny rozdział, bo mnie aż kręci. Dziękuję za odwiedzenie ^.^
Co będzie dalej??
OdpowiedzUsuńNie mogę się doczekać!!
Kiedy kolejny rozdział?? :)
Pozdrawiam ^_^
Zaraz biorę się za pisanie :)
UsuńA za jakieś 15 minut dodam nową notkę myślę, że dla was fajną. :D
KOCHAM,KOCHAM I JESZCZE RAZ KOCHAM <3 ZAJEBISTYY, TYLKO MUSISZ NAS KTRZYMAC W NIEPEWNOSCI ??? <3
OdpowiedzUsuń~~Bella (San Drus )
Oj muszę musze :***
UsuńOMG!!Rozdział jest" The Best " . To jest po prostu boskie! Co jest z Ness????? Pozdrawiam i życzę weny w pisaniu kolejnych rozdziałów:) Z niecierpliwością czekam na kolejny:) Pozdrówki
OdpowiedzUsuń